Monza nie zawiodła kibiców. Mimo dużych obaw dotyczących odzyskiwania energii, szybka pętla zapewniała ogrom emocji kibicom, a na mecie najszczęśliwszy okazał się Kimi Antonelli, który po starcie z końca stawki zdołał wygrać domową rundę mistrzostw świata i tym samym powiększyć swoją przewagę nad Georgem Russellem w klasyfikacji generalnej. Na podium obok młodego Włocha stanęli jego zespołowy kolega oraz Max Verstappen.
Po sensacyjnym zwycięstwie Pierre'a Gasly'ego w sobotniej czasówce, Grand Prix Włoch rozgrywane na torze Monza, często określanym, z racji swojej charakterystyki, jako Świątynia Prędkości, niedzielny wyścig zapowiadał się wyjątkowo ekscytująco.
Pierre Gasly niespodziewanie wyrwał pierwsze pole startowe z rąk George'a Russella, który po sobotnich zmaganiach sugerował, że to Max Verstappen popsuł mu finałowe okrążenie w Q3.
Ustawienie na polach startowych musiało jednak zostać jeszcze dostosowane, gdyż aż czterech kierowców otrzymało kary przesunięcia na polach startowych. Od samego początku weekendu o starcie z końca stawki dobrze wiedział Kimi Antonelli, w którego aucie Mercedes jeszcze przed treningami wymienił układ napędowy.
W trakcie weekendu do Włocha dołączyli Liam Lawson i Alex Albon, a Oscar Piastri po czasówce otrzymał karę przesunięcia o trzy pola za blokowanie rywala.
Przed samym wyścigiem FIA poinformowała o złamaniu zasad parku zamkniętego w bolidzie Lawsona i dodatkowo Fernando Alonso. W pierwszym wypadku zespół Racing Bulls zmienił ustawienia tylnego skrzydła bez zgody delegata technicznego, a w drugim doszło do nieautoryzowanej zmiany jednostki napędowej. W obu wypadkach kierowcy musieli przystąpić więc do wyścigu z alei serwisowej.
Warunki pogodowe przez cały weekend dopisywały przede wszystkim kibicom. Upał mocno przekraczający 30 stopni Celsjusza sprawił, że FIA przed rozpoczęciem zmagań na Monzy ogłosiła zagrożenie upałem.
W niedzielne popołudnie było również słonecznie. Temperatura powietrza wynosiła 32 stopnie Celsjusza, a nawierzchnia toru rozgrzana była do 56 kresek.
Wyścig na torze Monza to przede wszystkim domowa runda Ferrari, a Scuderia w tym roku postanowiła upamiętnić na niej sukcesy Michaela Schumachera. Oprócz zmienionych barw na torze pojawiły się bolidy, w których legendarny Niemiec rozpoczynał i kończył przygodę z włoskim zespołem. F310 w sobotę poprowadził Rubens Barrichello, a przed niedzielnym wyścigiem w F2002 pojawił się sam Sebastian Vettel, który często określany był mianem następcy 7-krotnego mistrza świata.
Jeżeli chodzi o strategię, firma Pirelli przed wyścigiem nie spodziewała się zbyt skomplikowanych przejazdów. W każdym symulowanym przypadku najszybszym sposobem na pokonanie dystansu wyścigu miała być jazda na jeden pit stop, ale stało się nieco inaczej za sprawą incydentów.
Zespoły mocno zróżnicowały strategie doboru opon przed wyścigiem, stawiając na każdą możliwą mieszankę. Pierre Gasly i George Russell ruszali na pośredniej oponie, a za nimi kierowcy Ferrari i Max Verstappen postawili na miękką. W czołowej dziesiątce na miękką zdecydował się jeszcze tylko Gabriel Bortoleto.
W stawce nie zabrakło też wyboru twardej opony. Na takową zdecydowali się ruszający z tyłu Tsunoda, Antonelli i Alonso.
Gdy zgasły czerwone światła Pierre Gasly ruszył pewnie utrzymując pozycję przed Georgem Russellem. Do małego dramatu doszło za to w obozie Ferrari. Lewis Hamilton ostro rywalizował z Charlesem Leclerkiem na dojedzie do pierwszej szykany. Znajdujący się po wewnętrznej Brytyjczyk został bezpardonowo wypchnięty przez zespołowego kolegę i ostatecznie na wyjściu z szykany stracił mnóstwo pozycji, spadając na 10. miejsce.
Na początku drugiego okrążenia prowadzący Gasly w pierwszej szykanie stracił dwie pozycje na rzecz Russella i Leclerca przy czym przed drugą szykaną udało mu się odzyskać pozycję straconą na rzecz Monakijczyka.
Kilka chwil później doszło do kolejnego dramatu w Ferrari. Charles Leclerc pokonując Parabolikę stracił panowanie nad autem i wyleciał na bandy. Szczęśliwie kierowca opuścił wrak auta o własnych siłach, a na torze pojawiła się czerwona flaga.
Po naprawieniu mocno uszkodzonych band, FIA zdecydowała o wznowieniu rywalizacji z pól startowych. Jeszcze przed rozpoczęciem rywalizacji z centrum medycznego na torze napłynęły pozytywne wieści na temat stanu zdrowia zawodnika Ferrari. Mimo iż kierowca samodzielnie opuścił kokpit, przez pewien czas wydawał się bowiem nieco zdezorientowany, oczekując na przybycie samochodu medycznego.
Gdy kierowcy zaczęli opuszczać aleję serwisowa okazało się, że wszyscy zdecydowali się wykorzystać przerwę do założenia nowych opon. W użyciu były głównie pośrednie i twarde, ale na miękkie postawili Alonso i Perez.
Do drugiego startu w pierwszym rzędzie nastąpiła zamiana miejsc. To Russell ruszał przed Gaslym, a za ich plecami znaleźli się Verstappen, Colapinto, Piastri i Norris. Lewis Hamilton, jako jedyny broniący już barw Ferrari na domowym torze, wznawiał rywalizację z ósmego pola. Zanim jednak do tego doszło procedura startowa została przerwana, a kierowcy wykonali jeszcze jedno okrążenie formujące. Winowajcą okazał się Yuki Tsunoda, który źle ustawił swój bolid na polach startowych, a przesłuchanie w tej sprawie sędziowie zaplanowali dopiero po wyścigu.
Świetnie restart wykorzystał Franco Colapinto, który wyszedł przed Verstpapena, oraz Hamilton, który wyprzedził obu kierowców McLarena i awansował na piąte miejsce. Argentyńczyk z kolei stracił pozycję na rzecz Holendra przed drugą szykaną, aby na wyjściu z drugiego Lesmo popełnić błąd, wypaść z toru i spać na tył stawki. O odzyskanie swojego miejsca z Hamiltonem dzielnie walczył Piastri. Obaj panowanie kilka razy wymieniali się skutecznymi atakami, ale ostatecznie lepszy okazał się 7-krotny mistrz świata.
Rewelacyjnie restart wykorzystał też Kimi Antonelli, który błyskawicznie awansował na 6. miejsce.
Lewis Hamilton na 10. okrążeniu w pierwszej szykanie wypchnął Gasly'ego z czołowej trójki i zaczął gonić, jadącego przed nim Verstappena.
Dwa okrążenia później sytuacja przybrała nieco inny obrót. Hamilton stracił pozycję na rzecz Piastriego i Antonellego, podczas gdy Max Verstappen skutecznie zaatakował Russella i wyszedł po raz pierwszy w tym wyścigu na prowadzenie. Brytyjczyk broniący barw Scuderii chwilę później stracił też miejsce na rzecz lidera mistrzostw świata i spadł na piąte miejsce.
Antonelli na 14. okrążeniu awansował już na trzecie miejsce i podążał tuż za plecami walczącego z Verstappenem Russella.
Na 15. kółku Russell przed drugą szykaną odzyskał prowadzenie, a okrążenie później moc z układu hybrydowego pozwoliła Antonellemu minąć Holendra również przed drugą szykaną. Hamilton z kolei ponownie zaczął wymieniać ciosy z Piastrim, wymieniając się pozycjami.
Na 18. kółku Kimi Antonelli po raz pierwszy dokonał niemożliwego. Po starcie z 19. pola wyszedł na prowadzenie, wyprzedzając zespołowego kolegę przed pierwsza szykaną. Dwa okrążenia później Russell odzyskał prowadzenie przed pierwszym zakrętem, aby już przed kolejną szykaną powrócić na pozycję lidera. Sytuacja taka powtarzała się przez kilka dobrych okrążeń.
Ping pong kierowców Mercedesa przerwała awaria Lance'a Strolla, który zatrzymał się w pierwszej szykanie. Na torze pojawiła się wirtualna neutralizacja, którą część kierowców wykorzystała do zmiany opony. W Mercedesie na torze pozostał Russell, a do boksu zjechał jadący na średniej mieszance Antonelli. Verstappen także zdecydował się na zmianę, podczas gdy w Ferrari podjęto nie do końca zrozumiałą decyzję o pozostawieniu Hamiltona na torze.
Po całej operacji na prowadzeniu pewnie utrzymywał się Russell, a za nim podążali Piastri, Hamilton, Norris i Gasly. Cała piątka nie zjechała po nowe opony. Kimi Antonelli ponownie musiał odrabiać straty po tym jak na tor powrócił jako szósty. Już na 37. kółku powrócił na drugie miejsce i ścigał zespołowego kolegę, odrabiając straty w tempie blisko sekundy na okrążeniu.
Na 49. okrążeniu Antonelli dogonił lidera wyścigu i w pierwszej szykanie podjął próbę, która miała być tylko formalnością. Russell zdołał jednak sprytnie obronić się, a Włoch wyjechał szeroko na żwir, tracąc ponownie dystans do rywala.
Lider mistrzostw świata po raz drugi dokonał niemożliwego okrążenie później, wyprzedzając Russella przed szykaną Ascari.
Podium uzupełnił Max Verstappen, a za jego plecami na metę wjechali kierowcy McLarena, którzy również stoczyli twardy pojedynek na ostatnich okrążeniach GP Włoch, oraz Lewis Hamilton. Rozpoczynający dzisiejszą rywalizację z pierwszego pola Gasly ostatecznie wyścig zakończył na siódmym miejscu, a w czołowej dziesiątce znaleźli się jeszcze Lindblad, Colapinto i Tsunoda.
© Mercedes


06.09.2026 17:06
6
1
Brawo Kimi!! Brawo Mercedes, Ferrari błąd strategiczny uciekło podium, Max nie miał tempa na tych twardych oponach. Hamilton sobie pluje w twarz że przeszedł do Ferrari, Kimi leje niesamowicie Russelaa
06.09.2026 17:39
0
@Litwak wątpie czy sobie pluje. Jest tam kierowcą nr1, a Kimi by go objeżdżał 2x razy bardziej niż Georgia
06.09.2026 17:12 zmodyfikowany
6
0
W sumie to Ferrari podobno było najmocniejsze na twardych oponach a nie jechali na nich :-D
06.09.2026 17:42
2
0
@Danielson92 żeby jechać na twardych oponach najpierw trzeba się nie rozbijać, a w przypadku drugiego auta ściągnąć chociaż do boksu xD
06.09.2026 17:13
4
0
Charles ty nicponiu.
06.09.2026 17:14
4
0
Russelowi nawet start z P2 i start Antonelliego z końca stawki nie pomaga. Ferrari tradycyjnie, ale porażka tym bardziej, że na swojej ziemi tak bardzo zawalili w sobotę i niedzielę.
06.09.2026 17:18 zmodyfikowany
4
0
Brawo Kimi! Forza!Jeśli ktokolwiek łudził się że może podjąć walkę z Mercedesem i Włochem, to teraz będzie to już bliżej marzeń niż atakowania.
Maksiu wycisnął Maksa (h3h3), dobrze było go widzieć w miksie w top 3.
Kolejny solidny wyścig Norrisa, dobrze że Oskar pokazał pazur, od początku sezonu zastanawiałem się co z nim się dzieje.
Ferrari... Leclerc to jest jakiś żart, nigdy w nim nie widziałem materiału na majstra. Fakt mocny był zawsze w quali. Mocno sporna sytuacja ale UWAGA! NAWET nemesis Hamiltona, Nico Rosberg, powiedział na sky że Lec powinien dostać karę za ten manewr a mojej opinii, przynajmniej srogie lanie po dupie od Freda. To co ten gość ostatnio odwala, jak bardzo chce pokonać Lewisa, szkodzi nie tylko jemu, nie tylko Lewisowi ale i całemu teamowi. Straciłem do niego sympatię. Do tego kolejny błąd, niemal taki sam jak parę lat temu. KOLEJNY, NO ILE CZAREK MOŻNA!?!? Ile razy Charles lądował w bandach i popełniał kosztowne błędy a ile Hamilton. Jeżdżą takimi samymi bolidami przecież...
Lewis i jego opony. Brak ściągnięcia przy VSC to kolejny błąd teamu, co było widać po ściągnięciu innych kierowców. Nawet jeśli VSC się kończyło, to i tak zyskałby parę cennych sekund i ~20 okrążeń do odrobienia.
Alpine - szkoda - F
06.09.2026 17:21
4
0
Jeśli nawet przy karze Russell nie może pokonać Antonelliego to nie ma o czym mówić. Po plaskaczu jakim było team order w Holandii, to teraz już ciężki knockdown po którym raczej się nie podniesie. Młody go po prostu złomuje. Wyścig generalnie niezły cyrk. Ciężko się emocjonować takim ściganiem, gdzie robotę robi energia, a nie kierowca. Nie wiem co z Leclerciem jest, o co mu chodzi. Minęło już tyle lat, a on nadal swoje. Zawsze musi coś odleclercować.
06.09.2026 17:31
2
0
Włochy w euforii po zwycięstwie Antonellego a w biurach Mercedesa pewnie już strzelają korki od szampana na cześć PR-u Toto, mimo że oglądaliśmy istne jojo z pozycjami dwójki ich kierowców. Ferrari z kolei bez zmian: Leclerc pod presją musiał popełnić błąd i widowiskowo wpakować auto w bandy żeby oszczędzić kibicom dalszych katuszy. Verstappen po raz kolejny pokazuje solidność i dowozi solidne pudło śmiejąc się z tego całego zamieszania. A w Woking po staremu - Piastri znowu musiał schować ambicję do kieszeni dla dobra mniejszego brata z poparciem zarządu. Sezon medialnych absurdów trwa w najlepsze!
06.09.2026 17:32
2
0
Tak po ludzku szkoda mi Lewisa bo widać, że dalej ma ta pasje i próbuje coś w każdym wyścigu. Leclerc dzisiaj się popisał.
Jeśli nie masz jeszcze konta, dołącz do społeczności Formula 1 - Dziel Pasję!
zarejestruj się