Rozgrywany na zakończenie obecności toru Zandvoort w kalendarzu Formuły 1 wyścig sprinterski nie przejdzie do historii jako najbardziej porywający. Po spokojnej jeździe na dystansie 24 okrążeń George Russell pewnie wygrał, wyprzedzając na mecie Leclerca i Norrisa.
Pogoda w okolicy Zandvoort w sobotę wpisywała się w to z czym kierowcy mają do czynienia od początku weekendu. W nocy i nad ranem padało, ale do czasu startu sprintu tor zdarzył przeschnąć. W okolicy było jednak spore zachmurzenie z niewielkimi przebłyskami promieni słonecznych.
Słupki rtęci wskazywały tylko 18 stopni Celsjusza, a tor rozgrzany był do 25 stopni. Na położonym bezpośrednio przy Morzu Północnym obiekcie tradycyjnie kierowcom doskwierały jednak silne podmuchy wiatru.
Przed startem wyścigu sprinterskiego FIA poinformowała o zmianach wprowadzonych w bolidach Fernando Alonso i Carlosa Sainza. W obu przypadkach zespoły zdecydowały się po piątkowej czasówce zmienić ustawienia zawieszenia, co automatycznie skutkowało złamaniem zasad parku zamkniętego i koniecznością startu z alei serwisowej.
Jeszcze zanim kierowcy przystąpili do walki na krótkim dystansie uwagę sędziów przykuła ekipa Audi oraz Gabriel Bortoleto. Brazylijczyk został w sposób niebezpieczny wypuszczony ze stanowiska garażowego, ale o ewentualnej karze sędziowie zdecydują dopiero po sobotnim wyścigu.
Zdecydowana większość stawki postanowiła pokonać dystans krótkiego wyścigu na oponach pośrednich. Z tego schematu wyłamali się tylko, startujący z trzeciego pola Charles Leclerc, i 17. Oliver Bearman. Obaj zdecydowali się zaryzykować i postawili na miękkie ogumienie. Co więcej Monakijczyk dodatkowo miał w swoim aucie używany komplet.
Wyścig sprinterski nie rozpoczął się dobrze dla Sergio Pereza. Jego bolid nie ruszył do okrążenia formującego i został zepchnięty do pitlane.
Gdy zgasły czerwone światła kierowcy ruszyli w tempo a Russell obrobił pozycję przed Lando Norrisem i Charles Leclerkiem. Spokojnie było też z tyłu stawki.
Na pierwszym okrążeniu w czołowej dziesiątce awansował o jedną pozycję tylko Kimi Antonelli, który wyprzedził Piastriego i próbował wywierać presję na Ferrari Leclerca.
W między czasie na tor powrócił Cadillac Pereza, w którym jak się okazało na polach startowych doszło do usterki tylnego skrzydła. Drugim pechowcem sprintu okazał się za to Nico Hulkenberg, który na pierwszych okrążeniach systematycznie tracił pozycje, aby na szóstym kółku wycofać się z rywalizacji.
Sobotni sprint przez znaczą część przebiegł bez nawet próby manewrów wyprzedzania w czołówce. Im bliżej mety, wzrastała jednak szansa na odrobinę emocji za sprawą miękkich opon w bolidzie Charlesa Leclerca i dość niespodziewanych prognoz synoptyków, którzy donosili, że w samej końcówce wyścigu nad torem mogą pojawić się krople deszczu.
Gdy wydawało się, że to Monakijczyk będzie musiał w końcówce bronić się przed Kimim Antonellim, na 18. okrążeniu to kierowca Ferrari wyprowadził skuteczny atak w pierwszym zakręcie na Lando Norrisa.
Ostatecznie ani deszczu, ani kolejnych manewrów wyprzedzania w czołówce przed metą kibice nie uraczyli. Zaznaczyć jednak warto, że do samego końca Kimi Antonelli szukał sposobu na wyprzedzenie jadącego na trzeciej pozycji mistrza świata F1, a krople deszczu zaczęły spadać na tor w momencie, gdy George Russell wjeżdżał na metę.
Brytyjczyk tym samym wygrał spokojny sprint, w którym w czołowej dziesiątce przez cały dystans po jednej pozycji stracili jedynie kierowcy McLarena.
© Mercedes


22.08.2026 13:21
0
Stroll prawie cały sprint spędził za słabiutkim Williamsem Albona, a Alonso przez wiele okrążeń nie mógł sobie poradzić z Bottasem... Mimo kolejnych poprawek aero do tego dużego upgrade'u z Hungaro i z nowym silnikiem Hondy, nie widać żadnego progresu, a nawet wygląda to tak, jakby zrobili krok w tył.
22.08.2026 14:00
0
Ten tor nie sprzyja charakterystyce obecnych bolidów coś mi się wydaje że będzie procesja jutro.
Jeśli nie masz jeszcze konta, dołącz do społeczności Formula 1 - Dziel Pasję!
zarejestruj się