WIADOMOŚCI

Kierowcy ostro skrytykowali F1 po chaosie w Malezji: nie czuło się ducha tego sportu
Kierowcy ostro skrytykowali F1 po chaosie w Malezji: nie czuło się ducha tego sportu © Pirelli

Liczne grono kierowców nie zostawiło suchej nitki na organach zarządzających sportu po wydarzeniach przed startem GP Bahrajnu w Malezji. "To była jazda jak gokartem z wypożyczalni, kiedy kończy się już czas" - o takie stwierdzenie pokusił się m.in. Sergio Perez.

2025-baner-f1-dziel-pasje-v2.jpg

Przedstartowe wydarzenia z niedzielnych zmagań na torze Sepang zapisały się na ciemnych kartach historii F1. Po tym, jak ulewne opady deszczu opóźniły rozpoczęcie zmagań o 40 minut, to znowu musiało zostać odłożone w czasie, a wszystko z powodu chaosu, jaki zapanował na torze w czasie okrążeń formujących.

Część kierowców po prostu zaczęła się toczyć lub zatrzymywać się na torze, a wszystko z powodu problemów z jednostkami napędowymi. Zawodnicy rozłożyli się tak naprawdę po całej pętli, a samochód bezpieczeństwa zagubił się między nimi. Gdy Max Verstappen zobaczył stojące auta po wyjściu z zakrętu nr 14, podzielił się chwytliwym komentarzem przez radio: "LOL, zobaczcie na to, haha", który stał się wiralem w mediach.


Po zakończeniu zmagań okazało się, że za wszystko odpowiadał błąd w oprogramowaniu,
który FIA musiała zaktualizować w czasie przerwy (stąd też ona tak się przedłużyła). Było to powiązane z alternatywnym trybem mocy silnika tzw. Alt1, który w warunkach deszczowych i nie tylko ogranicza energię elektryczną do 250 kW (zamiast standardowych 350).

Z czwartkowych danych opublikowanych przez Federację wynikało natomiast, że ograniczenie do 250 kW obowiązywało też w normalnych warunkach w zakręcie nr 9. Dodatkowo nie było w nim wymagane stopniowe zmniejszanie mocy elektrycznej, system MGU-K mógł zostać momentalnie całkowicie odcięty.

Dlaczego akurat ten łuk został wspomniany? Bolidy jadące za samochodem bezpieczeństwa zwolniły do bardzo niskich prędkości w tym miejscu, w związku z czym nie następowało żadne doładowanie energii i przez to hybryda nie mogła wspomóc jednostki napędowej. Wówczas do gry wchodził środek zaradczy pod postacią continuous offset, o którym głośno zrobiło się przy okazji sztuczki silnikowej Mercedesa i Red Bulla.

Z tego powodu kierowcy po prostu jechali żółwim tempem lub zatrzymywali się, dopóki nie zresetowali systemu. Więcej szczegółów odnośnie tych problemów na konferencji prasowej zdradził Max Verstappen:

"Nic w zasadzie nie działało i na tym polegał główny problem. To wyglądało tak, jakby jechało się pod górkę z 35 km/h, tracąc ciągle prędkość. Nie wiem dokładnie, o co chodzi, ale gdy prędkość i obroty są za niskie, z jakiegoś powodu silnik się "dusi". Zazwyczaj po sekundzie czy dwóch wszystko wraca już do normy", przyznał as Red Bulla.
"Zresztą to samo przydarzyło mi się na starcie. Jednakże przed tym oprogramowanie nie działało prawidłowo, ale już na drugiej próbie było na szczęście lepiej. W innym wypadku zostałbym na starcie, co zdarzało mi się już parę razy na początku tego sezonu, gdy miałem słabe starty i traciłem szanse na dobre wyniki. Tym razem było trochę lepiej."

Siedzący obok Verstappena na konferencji prasowej Lewis Hamilton przyznał, że po raz pierwszy w karierze miał do czynienia z taką sytuacją:

"Jechaliśmy wszyscy z taką samą [niską] prędkością. Musiałem zatrzymać się na torze, wyłączyć silnik i uruchomić go ponownie. Nigdy wcześniej tego nie robiłem. Mam nadzieję, że wyciągniemy z tego wnioski", dodał siedmiokrotny mistrz świata.

Hamilton i Verstappen nie omieszkali potem nieco podworować z przeciągającej się przerwy w celu aktualizacji oprogramowania:

"Wynikało to z konieczności przeprowadzenia aktualizacji oprogramowania, które trzeba było później zamieścić w bolidzie. Prawdopodobnie u niektórych laptopy działały szybciej niż u innych", przekazał Brytyjczyk.
"To właśnie odpowiadało za to opóźnienie, czyli sam transfer oprogramowania do wszystkich aut. My współpracujemy z Oracle, więc mamy bardzo szybkie połączenie. Czekaliśmy może pół godziny, ale być może inny mieli wolniejsze połączenie", oznajmił Holender.

Inni kierowcy nie stronili od mocniejszych stwierdzeń związanych z tym zamieszaniem. Sergio Perez pokusił się o porównanie gokartowe:

"To była jak jazda gokartem z wypożyczalni, kiedy kończy się już czas. Naprawdę tak to wyglądało. Oczywiście to, co się stało, nie jest świetne. Jestem pewny, że jako sport wyciągniemy z tego wnioski. To, co jednak się wydarzyło, jest absolutnie niedopuszczalne w tym sporcie", powiedział Meksykanin, cytowany przez PlanetF1.

Swoim komentarzem nie omieszkał podzielić się również Carlos Sainz, który już kilka miesięcy temu nie mógł zrozumieć, jak organy zarządzające zatwierdziły tegoroczne regulacje mimo sygnałów ostrzegawczych w latach 2022-2023. Teraz powtórzył te słowa, podkreślając, że przy wolnossących silnikach V8 nie byłoby takich niecodziennych trudności:

"Sport musi spojrzeć na siebie samokrytycznie i zastanowić się, jak doszło do tej sytuacji. Jasne jest bowiem to, że te regulacje są niesamowicie skomplikowane dla kierowców, zespołów i producentów silnikowych. Są zbyt skomplikowane. Moje ponowne pytanie jest takie, kto zadecydował o takim kierunku 5 lat temu", zwrócił uwagę zawodnik Williamsa, cytowany z kolei przez The Race.
"Jako sama dyscyplina sportowa robimy wszystko, co tylko możemy z tymi przepisami. FIA i F1 robią, co tylko mogą z tym, o czym zadecydowały 4/5 lat temu, bo ewidentnie te decyzje były błędne. Nie ma tutaj zbyt wiele do dodania."
"Musimy wyciągnąć wnioski jako sam sport, by nie popełniać tych błędów w przyszłości i nie mierzyć się z takimi dziwnymi przypadkami. Tak po prostu się dzieje, kiedy tak wiele zależy od oprogramowania i innych systemów sterowania. Gdyby to były wolnossący silniki V8, nigdy nie doszłoby do takiego czegoś."

Bardzo trafnym podsumowaniem wydarzeń z toru Sepang podzielił się George Russell, który przyznał, że to nijak miało się z duchem F1:

"Cały dzień to było takie trochę bezsensowne zajęcie. Opóźnienie, czerwona flaga, ciągłe okrążenia za samochodem bezpieczeństwa i nagle dodatkowe kółka tylko po to, aby Checo mógł się oddublować. Nie czuło się dzisiaj ducha F1", skwitował wicelider mistrzostw świata.
"Gdybym był na trybunach i oglądał to, byłbym nieco rozczarowany, to nie było dobre. Te jednostki napędowe są zbyt skomplikowane, a im bardziej takie rzeczy są skomplikowane, tym większe ryzyko, że coś pójdzie nie tak. Musimy o tym pamiętać pod kątem przyszłości."

Udostępnij ten wpis Udostępnij na Wykopie Udostępnij na Facebooku Udostępnij na X

0 KOMENTARZY
zaloguj się, by pisać komentarze

Jeśli nie masz jeszcze konta, dołącz do społeczności Formula 1 - Dziel Pasję!

zarejestruj się
LOGOWANIE
Odzyskaj hasło
Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA, a zastosowanie mają Polityka prywatności oraz Warunki korzystania Google.
REJESTRACJA
Ten adres będzie wykorzystywany podczas logowania się do portalu
Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA, a zastosowanie mają Polityka prywatności oraz Warunki korzystania Google.