Kimi Antonelli w Montrealu wyśrubował swój rekord i po raz czwarty z rzędu wygrał wyścig, wykorzystując pech zespołowego kolegi, który na skutek awarii musiał wycofać się z walki. Włoch w ten sposób mocno umocnił się na pozycji lidera mistrzostw świata F1. Podium uzupełnili Lewis Hamilton i Max Verstappen, którzy w końcówce również stoczyli ciekawy pojedynek.
Niedzielny wyścig na torze w Montrealu od początku weekendu zapowiadał się interesująco, a wszystko za sprawą prognoz pogody, które wieszczyły złamanie i deszcze. Niedziela przywitała kierowców ochłodzeniem, a FIA już wczoraj poinformowała o wdrożeniu procedur związanych z tzw. ryzykiem deszczu. Temperatura powietrza na starcie wyścigu wynosiła tylko 12 stopni Celsjusza, a tor rozgrzany był do 17 stopni.
Od rana w Montrealu padało, ale wyścig mimo mżawki rozpoczynał się na ledwo wilgotnym torze, przez co nie wszyscy kierowcy wyjechali na okrążenia zapoznawcze przed startem na oponach przejściowych. Część od razu postawiała na slicki, a na przykład Max Verstappen, który wyjechał na ogumieniu z bieżnikiem, powrócił do boksu i poinformował, że bardziej pasują mu na takie warunki opony gładkie.
Kwestia ogumienia od początku weekendu wzbudza spore emocje wśród kierowców. W tym roku zawodnicy nie mieli jeszcze okazji w warunkach wyścigowych korzystać z opon przeznaczonych na mokrą nawierzchnię, mimo iż blisko tego było już w poprzednim wyścigu w Miami. Nieliczni, w tym Pierre Gasly z Alpine, mieli szansę sprawdzić nowe opony deszczowe podczas testów z Pirelli i nie mieli dobrych wieści dla swoich kolegów, przekonując iż oba deszczowe typy opon są gorsze od poprzednich rozwiązań.
Swoje dokładała też charakterystyka kanadyjskiego toru, który składa się w zasadzie tylko z wolnych szykan i długich prostych, które nie pozwalają na skuteczne rozgrzewanie opon, co w przypadku ogumienia deszczowego jest kluczowe dla dobrej przyczepności. Firma Pirelli przed wyścigiem spekulowała nawet, że kierowcy mogą nieco inaczej podejść do wyboru opon deszczowych niż w ostatnich sezonach, kiedy to jak ognia unikali pełnych deszczówek.
W Montrealu nawet przy w pełni suchej nitce toru nawet gładkie opony stanowią spore wyzwanie dla kierowców. Przedwyścigowe symulacje Pirelli dla suchych warunków sugerowały najszybszą strategię składającą się z tylko jednego postoju na zmianę opon.
Na polach startowych doszło do drobnej roszady po tym, jak zespół Astona Martina naruszył przepisy związane z wymianą podzespołów silnikowych. Startujący przed własną publicznością Lance Stroll musiał więc jako jedyny ruszać do domowej rundy z alei serwisowej.
Gdy kierowcy ustawili się już na swoich polach, okazało się, że obrali zdecydowanie różne strategie doboru ogumienia. Większość zdecydowała się na slicki - pośrednie i miękkie, ale aż 7 postawiło też na przejściówki. Wśród nich znaleźli się obaj kierowcy McLarena, szukający sposobu na pokonanie Mercedesa oraz kierowcy Audi, Cadillaca i Carlos Sainz z Williamsa.
Procedura startowa została jednak przerwana po tym, jak problemy techniczne z wrzuceniem biegu już po ustawieniu się na swoim polu zgłosił Arvid Lindblad. Spychanie bolidu Racing Bulls nieco się przedłużyło i kierowcy musieli pokonać kolejne okrążenie formujące, więc dystans wyścigu został skrócony o dwa kółka. Podczas całej procedury przygotowującej do startu Oscar Piastri notorycznie kwestionował przez radio decyzję zespołu co do wyboru opon przejściowych, ale nie zdecydował się na zjazd do alei serwisowej.
O ile start do sprintu wyszedł kierowcom Mercedesa dość sprawnie, o tyle w głównym wyścigu atomowo ruszył, korzystający z przejściówek, Lando Norris, który po pierwszych łukach znalazł się przed Antonellim i Russellem.
Za ich plecami podążali Hamilton, Piastri i Verstappen. Australijczyk z McLarena już po pierwszym okrążeniu zjechał po gładkie pośrednie ogumienie, spadając na ostatnie miejsce. Okrążenie później z pozycji lidera do boksu zjechał też Norris, a Russell próbował w jedynce nieskutecznie atakować Antonellego.
Decyzja o wyborze opon przejściowych na start wyścigu okazała się ostatecznie błędna i po kilku okrążeniach cała stawka jechała już na slickach, a najwięcej na takim ryzyku stracili zawodnicy McLarena.
Na szóstym okrążeniu George Russell zaatakował zespołowego kolegę na dojeździe do ostatniej szykany. Brytyjczyk zdołał wyprzedzić go jeszcze na prostym odcinku, zajeżdżając przed hamowaniem drogę Włochowi, który prawie wjechał w tył bolidu kolegi z zespołu.
Ostatecznie skończyło się jednak na strachu i przestrzeleniu szykany. Trzy okrążenia później w jedynce Max Verstappen wyprzedził Lewisa Hamiltona i awansował na trzecie miejsce. Brytyjczyk po tej stracie przez radio meldował tylko niedobór mocy w swojej maszynie.
Kilka okrążeń później do bratobójczej walki powrócili kierowcy Mercedesa, a w nawrocie doszło do kolizji między Piastrim i Albonem. Taj stracie to zakończył na miejscu, a Australijczyk musiał ponownie zjechać do boksu na wymianę nosa, a przy okazji zarobił za swój manewr 10 sekund kary od sędziów.
Wyścig w Montrealu ewidentnie nie przebiegł po myśli zespołu McLarena. Po tym, jak Piastri stracił kolejne pozycje po kontakcie z Albonem, Norris również musiał zjechać do boksu na przeczyszczenie bocznych wlotów powietrza, a i tak to nie był koniec jego problemów.
Kierowcy Mercedesa cały czas igrali z ogniem, rywalizując o pierwszą pozycję, ale George Russell za każdym razem znajdował odpowiedź na zakusy młodszego rywala. Na 22. kółku Antonelli - po błędzie brytyjskiego partnera w nawrocie - w końcu zdołał odzyskać pozycję lidera na prostej prowadzącej do ostatniej szykany, a chwilę wcześniej Lewis Hamilton ścinał szykanę po pojedynku z Maksem Verstappenem.
Antonelli długo nie nacieszył się prowadzeniem. Już na klejonym okrążeniu to Włoch popełnił błąd w nawrocie, co wykorzystał Russell. Do ostatniej szykany obaj kierowcy wchodzili obok siebie, ale jadący od zewnętrznej Włoch ostatecznie odpuścił i ściął zakręt. Po interwencji zespołu niechętnie, ale oddał pozycję.
Na 27. okrążeniu wyścigu z rywalizacji wycofał się Fernando Alonso, który dołączył do nie ścigających się już Albona i Lindblada. Piękną walkę kierowców Mercedesa na 30. okrążeniu przerwała awaria bolidu… George'a Russella. Brytyjczyk przerwał świetną passę Antonellego w kwalifikacjach i liczył na powtórzenie tego także w głównym wyścigu. Tak się jednak nie stało i ten zaliczył od losu kolejny potężny cios.
Na torze pojawiła się wirtualna neutralizacja, którą większość stawki wykorzystała do zmiany ogumienia. Duże problemy ze zmianą kół miała ekipa Haasa. Z tego powodu Oliver Bearman stracił mnóstwo czasu. Usunięcie z toru bolidu Mercedesa udało się przeprowadzić bez angażowania Bernda Maylandera, więc obyło się bez zbijania stawki i resetowania rywalizacji.
Na półmetku wyścigu Antonelli wyprzedzał Verstappena i Hamiltona, podczas gdy sędziowie wzięli pod lupę zachowanie Russella, który opuszczając swój bolid, rzucił zagłówkiem. Po neutralizacji drugi kierowca Red Bulla, Isack Hadjar, przeskoczył przed Charlesa Leclerca. Francuz przez dobrych kilka okrążeń dzielnie się bronił przed kontrą Monakijczyka. Ostatecznie musiał mu ulec, podpadając przy okazji sędziom za zygzakowanie po torze i otrzymując od nich dodatkowe 10 sekund kary.
Na 41. okrążeniu z walki, na skutek usterki najprawdopodobniej jednostki napędowej Mercedesa, z wyścigu odpadł Lando Norris, a dwa okrążenia później do dziwnej sytuacji doszło u Sergio Pereza, w którego bolidzie podczas zjazdu do alei serwisowej pękło przednie prawe zawieszenie. Liczba kierowców, którzy odpadli z GP Kanady urosła w ten sposób do sześciu.
Pod nieobecność na torze George'a Russella Kimi Antonelli pewnie budował przewagę nad rywalami z pozycji lidera, a za jego plecami emocje związane z rywalizacją zapewniali Verstappen i Hamilton. Brytyjczyk po kilku okrążeniach w pierwszym zakręcie czysto wyprzedził Holendra i mimo iż ten próbował kontrolować, na metę wjechał dopiero trzeci.
Za podium zameldowali się Leclerc, Hadjar, Colapinto i Lawson. Do strefy punktowanej załapali się też Gasly, Sainz i Bearman.
© Mercedes


24.05.2026 23:50
1
1
Ależ emocje! Brawa dla trójki na pudle, Kimi to obecnie maszyna 🏆 Co do Russella i Norrisa to widocznie obaj uznali że jazda do mety jest zbyt nudna i woleli sprawdzić wytrzymałość swoich bolidów 🤣 Za to Max w końcu z podium a Red Bull w gazie - tego mi brakowało!
25.05.2026 00:06
0
@Thanos nie no, awarie to nie ich wina. Chyba, że widziałeś, co pisali o awarii Maxa na Nurburgring i robisz im taki przytyk i pokazajesz, jak to jest?
25.05.2026 00:15
0
1
@TZ4Z Dokładnie tak, to był celowy przytyk by sprawdzić czy ktoś wyłapie tę analogię do sytuacji Maxa
25.05.2026 00:04
0
@banani!
Dalej chcesz odejścia Lewisa?
25.05.2026 00:19
0
Ciekawy wyścig co by nie mówić! Jak nie lubię Russela, tak szczerze było mi go szkoda przez tą awarię. Kto wie jakby się to potoczyło dalej, ale cieszy mnie, że on i Antonelli jechali fair wobec siebie. I jeden i drugi popełniali drobne błędy na zmianę (zblokowanie kół na dohamowaniu, przestrzelenie hamowania) i widać było że zmuszali siebie nawzajem do popełnienia błędów, co fajnie się oglądało. Niemniej jednak musiał być mocno zdziwiony, że po starcie z P1 stracił na starcie pozycję nie tylko na rzecz Kimiego, ale i Lando. Szkoda, że mu się potem nie potoczyło, bo to nie był jego dzień z tą awarią + Oscara, gdy brzydko wjechał w Alexa. Piękna walka Lewisa i Maxa w końcówce. Jak za Lewisem nie przepadam to w sumie jestem zdania, że zasłużył bardziej na to drugie miejsce. Trzymał, czekał cierpliwie i pykło.
Ps. Czy ktoś wie o co chodziło z awarią Pereza? Czy jego zawieszenie eksplodowało tak po prostu samo z siebie gdy zjeżdżał do alei?
25.05.2026 01:05
0
Naprawdę fajny wyścig.
Hamilton nie stracił tempa w drugiej połowie i był naprawdę dobry.
Colapinto dostał pozytywnego kopa, najlepsze miejsce i nie musiał o nie walczyć jak Bruce Lee.To motywuje i poprawia pewność.
No i te ikoniczne podium, gdzie szybki i coraz odważniejszy młodzik stoi obok 2 mistrzów z 11 majstrami.
Jeśli nie masz jeszcze konta, dołącz do społeczności Formula 1 - Dziel Pasję!
zarejestruj się