Kolejne bardzo chwytliwe i oczekiwane cytaty pojawiły się ze strony Mohammeda Ben Sulayema. Tym razem Emiratczyk otworzył możliwość powrotu do tankowania w czasie wyścigów.
Po wprowadzeniu koniecznych środków zaradczych związanych z nowym cyklem regulacyjnym władze F1 zaczęły prowadzić intensywne rozmowy już w kontekście kolejnej ery. Ta prawdopodobnie zadebiutuje w 2031 roku i będzie wiązać się z wprowadzeniem silników V8, co z pewnością zadowoliłoby niejednego kibica motorsportu.
Stefano Domenicali ze strony samej serii i Mohammed Ben Sulayem z FIA wprost zaznaczyli, że ten plan zostanie zrealizowany. W dodatku Emiratczyk dzieli się różnymi - wpisującymi się w oczekiwania kibiców i kierowców - koncepcjami, jakie miałyby się pojawić w 2031 roku.
Ostatnio sugerował odchudzenie bolidów o prawie 150 kilogramów, a teraz poruszył wątek wyznaczenia niezależnego producenta silnikowego. W ten sposób podmioty samochodowe nie miałyby przewagi nad zespołami partnerskimi. Prezydent FIA nie wykluczył, że zmieniłoby to nawet relację między tak blisko współpracującymi ekipami jak Red Bull i Racing Bulls:
"Nie będzie już dłużej kontroli ze strony zespołu A nad ekipą B, której dostarcza silniki. Jeśli okaże się to opłacalne, będziemy mieli jeden silnik dla pozostałych drużyn. Wtedy nikt nie będzie mógł ich wykorzystywać i powiedzieć, że mają głosować tak i tak, bo w innym wypadku nie dostaną dobrego silnika", przyznał Sulayem podczas sesji medialnej na torze Silverstone, cytowany przez The Race.
"Byłaby to jednostka napędowa wybrana przez FIA. Pojawiłaby się kontrola nad neutralnością, mocą i finansami. Nie możemy ot tak oddać wszystkiego i powiedzieć, żeby zrobili X, Y i Z. Ceny mogą spadać i wzrastać, aczkolwiek FIA zawsze by to rozstrzygała. Rozmawiamy też o tym, co wtedy stałoby się z "drugimi zespołami" i innymi. To wszystko zależy od właścicieli."
64-latek poszedł nawet o krok dalej w kontekście oczekiwanej niezależności ze strony zespołów. Gdyby bowiem koszt produkcji nowych jednostek został obniżony do rozsądnego poziomu, mogłoby skłonić inne duże ekipy do tworzenia własnych silników.
Jako potencjalne takie opcje wskazał McLarena i Alpine. O ile Pomarańczowi nie wykluczają takiej możliwości, o tyle Niebiescy - o czym w Silverstone powiedział Francois Provost - nie wydają się tym zainteresowani, zwłaszcza że po 2025 roku Renault zamknęło swój program silnikowy:
"McLaren powiedział, że to zrobi, a do tego mamy jeszcze Alpine, które też stworzyłoby swój silnik. W takim wypadku już dwa podmioty powiedzą, że dziękują za to. Być może pojawi się wtedy więcej nowych producentów niż teraz."
Prezydent FIA po raz kolejny uwypuklił główne argumenty stojące za powrotem do motorów V8. Chodziło mu głównie o koszty, wagę, złożoność oraz dźwięk obecnych silników V6 z turbodoładowaniem, które nie podobają się wielu obserwatorom i uczestnikom:
"To bardzo złożony i drogi silnik, a oprócz tego nie brzmi tak dobrze jak każdy chce. Zamierzamy zmniejszyć masę bolidu o 100 kilogramów, co na pewno poprawi bezpieczeństwo. Tutaj nie chodzi o biznes całej F1, a życie kierowców, które jest najważniejsze."
Sulayema nie omieszkano zapytać jednak o wątki ważne z punktu widzenia producentów zajmujących się tworzeniem samochodów drogowych. Ci jasno stoją na stanowisku, że jakaś forma elektryfikacji musi pozostać w nowych silnikach, a w pełni ekologiczne paliwo to wręcz wymóg. Do tego dochodzi kwestia turbosprężarki, której porzucenia nie wyobraża sobie Audi:
"To może być 10% lub 15% [hybrydy w rozkładzie mocy]. Na pewno nie będzie to jednak taki poziom jak obecnie, w którym hybryda ma jakieś 46% czy coś podobnego. Nie chcemy znowu dopuścić do sytuacji, w której kierowcy odpuszczają na prostych. Tego nie chcemy oglądać i wyciągnęliśmy z tego wnioski."
"Z kolei turbosprężarka oznacza dodatkową wagę oraz koszty. Do tego dochodzą ciężkie akumulatory. Co zrobi zresztą samo turbo? Tłumi dźwięk silnika. W związku z tym uważam, że powinniśmy postawić na jedno z nich - albo turbosprężarkę, albo akumulatory. To FIA powinna wyznaczyć tego kierunek. Jeśli będziemy kręcić się w kółko, nigdy nie podejmiemy takich decyzji."
Na koniec Emiratczyk został zapytany o możliwość powrotu do tankowania w trakcie wyścigu, które zostało zakazane po sezonie 2009. Podkreślił, że ze względu na kwestię masy samochodu taka opcja jest faktycznie analizowana, mimo że zakup specjalistycznego sprzętu i transportowania go kosztowałby ekipy rocznie około 4 milionów dolarów rocznie. Co ciekawe, kwestia bezpieczeństwa nie ma być aż tak dużą przeszkodą:
"Sprawdzamy to, z jaką ilością paliwa trzeba byłoby startować, a jaką dotankować. Oczywiście pod kątem przejechania całego wyścigu trzeba mieć większy zbiornik albo zjechać na pit stop. To właśnie analizujemy. Bezpieczeństwo nie stanowi problemu, jeżeli wprowadziłoby się to we właściwy sposób. Prowadzimy analizy, natomiast nie podjęto jeszcze żadnej decyzji."
© McLaren


Jeśli nie masz jeszcze konta, dołącz do społeczności Formula 1 - Dziel Pasję!
zarejestruj się