Bardzo ważne informacje pojawiły się podczas środowych zajęć w Azerbejdżanie odnośnie kształtu kolejnej architektury silnikowej. Wszyscy interesariusze F1 mieli bowiem osiągnąć porozumienie ws. powrotu motoru V8.
Prace nad kolejną erą silnikową rozpoczęły się w zasadzie już w zeszłym roku, gdy w padoku przewijały się coraz większe obawy odnośnie przepisów, które zadebiutowały w tym sezonie. Gdy większość z nich w zasadzie się potwierdziła, Mohammed Ben Sulayem i spółka przystąpili do zaawansowanych działań odnośnie powrotu do silników V8.
Wcześniej pojawiały się oczywiście inne pomysły - wspominano chociażby o motorach V10 - ale z ostatnich wypowiedzi wynikało jednoznacznie, że królowa motorsportu będzie kierowała się w stronę jednostki z ośmioma cylindrami. Ta miałaby posiadać zmniejszony komponent elektryczny, w pełni ekologiczne paliwo i turbosprężarkę, której porzucenia nie wyobraża sobie m.in. Audi.
W trakcie środowych zajęć w Baku wiarygodny raport w tej sprawie wypuścił serwis Motorsport, potwierdzając, że F1, FIA i producenci osiągnęli wstępne porozumienie odnośnie kolejnej architektury silnikowej. Ta faktycznie ma być oparta na ww. pomysłach, na czele z comebackiem do V8 o pojemności 3,0 litra, a nie jak wcześniej niektórzy sugerowali 2,4.
Ostatnie rozmowy dotyczyły jednak głównie tego, czy ma być to motor wolnossący czy turbodoładowany. Finalnie zainteresowane podmioty miały osiągnąć kompromis w postaci postawienia na mniejsze turbo, co wynikało nie tylko z warunków postawionych przez Audi.
Wysokoobrotowy, wolnossący 3-litrowy motor mógłby bowiem generować za duży hałas na niektórych torach, a szczególnie tych ulicznych. Tak natomiast turbosprężarka ograniczy poziom tych dźwięków, ale zapewni bardziej wyścigowy odgłos.
Tak jak zapowiadał Sulayem, jakaś forma elektryfikacji pozostanie w nowych jednostkach napędowych, które najprawdopodobniej uwzględnią hybrydę o mocy 100 kW (obecnie ma ona 350). Tym samym F1 utrzymałaby powiązanie technologiczne z przemysłem motoryzacyjnym, ale nie byłaby taka "elektryczna" i skomplikowana jak po wejściu w obecne regulacje techniczne.
Kolejny ważny aspekt ma dotyczyć wagi, gdyż chcąc odchudzić kolejne samochody aż o 150 kilogramów, aż 1/3 tej wartości miałaby odnosić się do silników. Należy zaznaczyć, że to bardzo ambitna wartość, ale samo zniwelowanie części elektrycznej (mniejsze akumulatory) już mocno by w tym pomogło.
Motorsport zaznaczył, że zainteresowane podmioty muszą jednak wciąż doprecyzować dwie kwestie. Pierwsza z nich dotyczy systemu, który pomógłby w wyprzedzaniu. Nie planuje się przywrócenia DRS-u, ale rozważana jest koncepcja z czymś podobnym do push to pass występującym w IndyCar. W pewnych okolicznościach kierowcy zyskiwaliby dodatkową moc.
Najbardziej problematycznym tematem wydaje się jednak termin wejścia nowych jednostek napędowych, o co producenci kłócili się już przy dyskusjach związanych z obecną erą techniczną. Chociaż uważano, że mistrzowska seria ukończy pełny 5-letni cykl regulacyjny, okazuje się, że ten kolejny mógłby zadebiutować już w 2030 roku. Wymagałoby to jednak zgody wszystkich producentów, a o to może być bardzo trudno.
© Mercedes


Jeśli nie masz jeszcze konta, dołącz do społeczności Formula 1 - Dziel Pasję!
zarejestruj się