Słowa które John Elkann wypowiedział po GP Brazylii w kierunku kierowców Ferrari, przysparzają mu kolejnej krytyki. Najświeższa jej odsłowna padała z ust samego Luci di Montezemolo i byłego inżyniera Ferrari Luigiego Mazzoli.
Były inżynier Ferrari wprost podważył zdolności menadżerskie Elkanna twierdząc, że "ma tyle doświadczenia w F1, co on sam w ekonomii."
Mazzola nie od dzisiaj krytykuje Elkanna, często podkreślając, że jego sposób zarządzania jest bezmyślny i nieadekwatny do Formuły 1. Ostatnio posunął się jednak do bardzo wymownego porównania.
W pamięci kibiców i obserwatorów cały czas wybrzmiewają słowa krytyki jakie zupełnie bezpodstawnie prezes Ferrari wytoczył przeciwko swoim kierowcom w Formule 1.
Stojący na czele legendarnej marki biznesmen po GP Brazylii dość nieoczekiwanie stwierdził, że jego kierowcy "powinni mniej mówić i skupić się na jeździe".
Taki atak w sytuacji kiedy zespół nie potrafi dostarczyć zawodnikom ani dobrego bolidu, ani zwięzłej strategii, która mogłaby wykorzystać potencjalne błędy rywali, wydawał się absurdalny. A szczytem bezczelności zdaniem Mazzoli było podkreślenie, że "bolid został poprawiony", co szybko zostało zweryfikowane kiepskim występem w Katarze.
W podcaście A Ruota Libera Mazzola postanowił po raz kolejny odnieść się do tych słów, krytycznie oceniając prezesa Ferrari.
"John Elkann ma tyle samo doświadczenia w Formule 1, co ja w ekonomii - czyli praktycznie żadne, szczerze mówiąc bardzo niewielkie. Wypowiedział te słowa w momencie, w którym mógł zdobyć wiele punktów, świętując sukces w WEC [Ferrari zdobyło mistrzostwo w wyścigach długodystansowych]. Jesteś tam, wygrałeś mistrzostwo kierowców, mistrzostwo konstruktorów… więc po co w ogóle mówić o Formule 1?"
Swoje pięć groszy do dyskusji o kompetencjach Elkanna pośrednio dorzucił w ostatnich dniach także były prezes Scuderii Luca di Montezemolo, który postawił retoryczne pytanie: "Kto pierwszy zwycięży: Bolonia sięgnie o tytuł w Serie A czy Ferrari wygra mistrzostwo świata w Formule 1? Patrząc po tym co dzieje się w Maranello, Bolonia uczyni to pierwsza…"
Mazzola komentując poczynania Elkanna posunął się do tego stopnia, że zasugerował iż niechlubna wypowiedź z Brazylii mogła zostać podrzucona prezesowi przez kogoś innego, a on po prostu ją powtórzył, co z kolei ma sugerować, że prezes w ogóle nie interesuje się Formułą 1.
"Te słowa mogły nawet nie paść bezpośrednio z jego ust. Prawdopodobnie zostały mu podpowiedziane. Niektórym osobom wyraźnie przypisuje się konkretne sformułowania. Oczywiście nie pomaga to zespołowi. Prawdą jest też, że nie jest on Lucą di Montezemolo. Nie jest osobą, której słowa naprawdę niosą ze sobą dużą wagę. Tak to widzę. Brudy powinno prać się w domu, to oczywiste. Kiedy mówi się coś takiego publicznie, z politycznego punktu widzenia, już kogoś się atakuje. Zazwyczaj dzieje się tak dlatego, że próbuje się wpłynąć na to, co wydarzy się później."
Sezon 2026 już za pasem, ale wewnętrzne spory z pewnością nie pomagają ekipie w przygotowaniach do zupełnie nowej ery regulacyjnej, która dla każdej ekipy stanowi tak samo duże wyzwanie, jak i szansę na chociażby chwilowe błyśnięcie.
Pytanie czy wewnętrzne spory i polityczne przepychanki na najwyższych szczeblach mogą wpłynąć na formę zespołu w kolejnych latach, a przekonamy się o tym już niebawem, bo po pierwszych kilku wyścigach powinno być wiadomo kto "trafił", a kto "przestrzelił" w przygotowaniach do nowej ery w F1.
© Ferrari


29.12.2025 10:10
12
0
Dawno,dawno temu.....Ferrari było jak Mike Tyson budzilo podziw, lęk przerażenie. Było również bardzo sprawne w zakulisowych zmaganiach .Posiadało ogromne wpływy polityczne. To wszystko to już przeszłość. Obecnie jest to producent doskonałych samochodów drogowych i firmą przynoszącą ogromne zyski. Właściciele są syci, i to uśpiło ich kreatywność a zarazem utwierdziło w przekonaniu o własnej wyjątkowości .
29.12.2025 14:36
3
3
@FUNO niestety, wg mnie, ich auta już nie są tak piękna jak kiedyś i niedawno jeszcze, kolejne modele mają coraz mniej piękna w sobie (subiektywna opinia)
29.12.2025 21:37
3
0
@FUNO Kolego, z tą doskonałością ich samochodów drogowych to też tak się za bardzo nie rozpędzaj...
29.12.2025 16:32
3
0
Słowa Luci mają wagę? Owszem. Kuli do wyburzania budynków. Ściągnął Kimiego w miejsce Michaela. Ściągnął Fernando. Efekt żaden, poza jednym tytułem z lotu ślizgowego.
29.12.2025 21:45
7
0
@Malmedy19 Tylko że sukcesy Schumachera to również spora zasługa Luci di Montezemolo, bo to on sprowadził Jeana Todta i Michaela Schumachera do Ferrari. Po tytule Raikkonena w 2007, tytule dla konstruktorów w 2008 i odejściu Todta faktycznie zaczęło się sypać w Scuderii, ale to jednak Montezemolo jest jednym z ojców sukcesu Ferrari z Schumacherem po latach posuchy. I to nie pierwszy raz, bo już w latach 70tych Montezemolo również odegrał kluczową rolę w ściągnieciu Nikiego Laudy do Ferrari, przerywajac wieloletnią złą passę tego zespołu. Tak więc dla wielu ludzi związanych z F1, a w szczególności dla włoskich fanów, słowa tego gościa mają dużą wagę, na pewno większą niż słowa Elkanna.
30.12.2025 20:23
0
@bran Trafiło się ślepej kurze ziarnko.
Nie umiesz pomóc, to przynajmniej nie przeszkadzaj.
Mężczyznę poznaje się nie po tym jak zaczyna, ale jak kończy.
Tyle o Luce.
30.12.2025 23:14
1
0
@Malmedy19
Rozumiem, że jako fan Michaela Schumachera czujesz rozgoryczenie tym, że jego drogi z Ferrari się rozeszły, dlatego widzisz tylko minusy w działalności Montezemolo. Ok. Jeśli wg Ciebie udział w dwóch "złotych erach Ferrari" (jak często określane są lata, w których tytuły zdobywali Lauda i Schumacher) to ziarnko, które trafiło się ślepej kurze, to też ok. Równie dobrze można powiedzieć, że to Schumacherowi trafiło się jak ślepej kurze ziarno, że trafił do Ferrari wtedy, gdy prezesem był Montezemolo, który wyłożył na jego kontrakt ogromne, rekordowe wówczas pieniądze, dał wolną rękę Todtowi w budowaniu wokoł niego, jako głównego kierowcy, całego zespołu. Mógł trafić do Williamsa. Kto wie, może tam też zdobyłby pięć tytułów. Prawda jest taka, że po 2004 roku zakończyła się pewna era, tak jak zakończyła się niedawno era Hamilton-Mercedes i wiele innych, a wpływ na to miało dużo więcej znaczących czynników niż przeszkadzanie Luci. Raczej nikt nie spodziewał się, że Schumacher dostanie dożywotni kontrakt, sam zdecydował się odejść, jak podkreślano wtedy, w chwale, w szczycie formy. Mógł zostać i powalczyć z Kimim. Wiem że to musiało być dla niego bolesne, podobnie jak dla jego fanów, ale wtedy każdy obiektywny obserwator widział zbliżający się kres sukcesów Ferrari (nawet wróżono wtedy, że znowu przez dwie dekady nic nie wygrają) i narodziny nowych gwiazd wśród kierowców. Myśłę że wiedzieli o tym i Todt, i Brown i Schumacher. A to że Montezemolo, jako prezes, nie zakończył współpracy z Ferrari z tytułem na pożegnanie, możesz jak najbardziej nazywać klęska lub porażką niegodną mężczyzny. Tylko że Ferrari w tym sezonie pewnie dużo by dało, by odnieść taką klęskę, jaką odnieśli z Alonso. Mój komentarz dotyczył wagi, jaką mają słowa Montezemolo w środowisku F1 w zestawieniu do wagi słów Elkanna. Że mają dużo wiekszą wagę, świadczy chociażby wypowiedź Luigiego Mazzoli cytowanego w powyższym artykule. Ale oczywiście możesz mieć swoje zdanie. Przy okazji fajnie było powspominać stare czasy
31.12.2025 09:23 zmodyfikowany
0
@bran Oglądam od 96 i widziałem wtedy ten "los na loterii" jaki wygrał Michael. Pisałem kiedyś - niedziela Sydney, środa Fiorano, piątek Sepang. To nie o Luce.
Po Michaelu coś zostało w zespole. Po Kimim nic. Podobnie z Fernando, którego zatrudniono, żeby "wesprzeć" Felipe po wypadku.
Ferrari zasługuje na to co ich spotyka, bo nie umieją docenić wartościowych kierowców.
31.12.2025 16:07
0
@Malmedy19 To nie był los na loterii, zdecydowanie. To był owoc cieżkiej pracy Schumachera, Todta, całego zastępu inżynierów. Ale podwaliny pod ten sukces dał Montezemolo. I właśnie za całokształt jego działalnosci go oceniam, a nie tylko za decyzje po 2004 roku. Bo to co zaczęło się wtedy dziać z Ferrari to efekt wielu czynników, które nastąpiły. Pierwszy to regulamin z oponami i same opony. Kolejna sprawa to wprowadzenie w kolejnych latach przez FIA ograniczeń, jeśli chodzi o jazdy testowe, a trzeba jasno powiedzieć, że to właśnie Ferrari ze swoim prywatnym torem miało do tej pory ogromną przewagę na tym polu nad konkurencją. Wracając do samego dream teamu z Schumacherem i Todtem na czele, to zaczęło wtedy objawiać się coś w rodzaju wypalenia. Chyba nawet sam Todt po latach powiedział, że nie ma pewności czy zdołaliby jeszcze coś więcej osiagnąć z Schumacherem po tych pięciu tytułach. Wysiłek jaki włożyli przez tamte lata, tempo prac było tak ogromne, że nastąpiło zmęczenie materialu. Ja wtedy w 2005 roku w zachowaniu Schumachera widzialem to samo, co u Senny w 1992. Pewnego rodzaju zwątpienie, rozczarowanie, myśli o zakończeniu kariery. Ja to wtedy tak odbierałem i tak to zapamiętałem. Do tego w stawce znalazł się młody Alonso, Raikkonen, gdzieś już na horyzoncie pojawiał się Hamilton, Vettel, wszyscy mówili o zmianie pokoleniowej, o świeżej krwi. Pamiętam że doceniano Schumachera za to, że podjął decyzję o odejściu, gdy był w szczytowej formie, że nie czekał, aż jego kariera zacznie chylić się ku upadkowi. Brown też chciał spróbowac czegoś innego. Po prostu, zakończyła się pewna era i myślę, że decyzje Montezemolo nie miały aż tak wielkiego wpływu, jak inne czynniki które zebrały się wtedy w jedno.
Co do cytatu z byłego premiera, że mężczyznę poznaje sie po tym jak kończy, a nie jak zaczyna-mądra myśl, w życiu faktycznie pozwala ocenić charakter człowieka. Jednak jeśli chodzi o wyniki w sporcie, ja staram się oceniać przez pryzmat całej kariery, a nie tylko jej końcówki. Bo wtedy rzeczywiście ciężko byłoby wielu tych mężczyn znaleźć. Stosując tę zasadę wlaśnie Schumacherowi zarzucano, że niepotrzebnie wracał do F1 z Mercedesem, że nie potrafił godnie rozstać się ze sportem, że rozmienił na drobne wszystkie swoje osiagnięcia, że przegrał z Rosbergiem itp. Niesłuszne i krzywdzące, ale jednak takie opinie wtedy się pojawiały. Dlatego ja w taki sposób nie chcę oceniać Montezemolo, bo jednak w jego działalności widzę więcej pozytywów niż negatywów, a to raczej rzadkie wśród kierownictwa Ferrari. Zawsze starałem się z większa uwagą przyglądać poczynaniom Scuderii, ze wzgledu na historię i status w tym sporcie, i pamiętam więcej pozytywnych opinii o Montezemolo niż negatywnych, sam zresztą uważam że sukcesy Ferrari to również spora jego zasługa, dlatego pozwoliłem sobie odpisać na Twój komentarz. I oczywiście zgadzam się, że Schumacher pozostawił po sobie więcej w Scuderii, niż jakikolwiek inny kierowca Ferrari, ale tak jak napisałem wczesniej, nikt chyba nie oczekiwał, że Schumi dostanie dożywotni kontrakt na bycie nr1 w tym zespole tylko dlatego, że zdobył dla nich 5 tytułów, tym bardziej, że w tę strukturę wdarło się zmęczenie potęgowane niekorzystnymi dla nich zmianami regulaminowymi. Uff, trochę się rozpisałem, ale była to przyjemność wymienić opinie, powspominać historię, no i miałem trochę czasu. Wszystkiego najlepszego w nowym roku, oby emocje zwiazane z nadchodzącym sezozem również rozpalały dyskusje nawet po wielu latach.
Jeśli nie masz jeszcze konta, dołącz do społeczności Formula 1 - Dziel Pasję!
zarejestruj się