Firma Brembo odpowiedziała stanowczym oświadczeniem po krytyce układu hamulcowego Ferrari w wykonaniu Charlesa Leclerca, który zaraz po uderzeniu w bandy w domowym wyścigu zrzucił winę za incydent na "koszmarne" hamulce.
Monakijski kierowca rozbił się na torze w tym samym miejscu co chwilę wcześniej uczynił to Lance Stroll. W ostatnim zakręcie toru, Antony Noghes, w tym roku pojawiła się duża łata świeżego asfaltu, która w przerwie wywołanej przerwaniem wyścigu, wydawał się przysparzać sporych kłopotów włodarzom FIA.
Leclerc w przypływie frustracji niemal natychmiast i bardzo naturalnie zrzucił jednak winę na układ hamulcowy, meldując przez radio: "Nawet nie będę brał za to winy na siebie. To przez te cholerne hamulce."
Po opuszczeniu kokpitu, gdy już nieco ochłonął dodawał: "Nie wiem, ile mogę powiedzieć, ale taka sytuacja jest po prostu niedopuszczalna. Problemy z hamulcami, z którymi się zmagałem, nie sprawiały tylko, że jazda była trudna - w pewnym momencie prowadzenie bolidu stało się po prostu niemożliwe."
"Nie mogłem nic zrobić. Jedyne, co mogłem zrobić, to w ogóle nie hamować przed ostatnim zakrętem, ale w bolidzie Formuły 1 brak hamowania przed ostatnim zakrętem i tak kończy się uderzeniem w ścianę. Użyłem najmniejszej siły hamowania, jaka tylko była możliwa. To nawet nie było hamowanie - po prostu lekko opierałem stopę na pedale hamulca."
Leclerc zasugerował też, że z czterech hamulców (po jednym na każde koło), w momencie wypadku działał tylko jeden i wydawało mu się jakby "zacisków w ogóle nie było w aucie".
Leclerc tym samym bolidem pokonał jednak blisko 90 procent dystansu wyścigu. Problem jego zdaniem miał się pojawić po pojawieniu się na torze samochodu bezpieczeństwa po wypadku Lance'a Strolla.
"Problem pojawił się po wyjeździe samochodu bezpieczeństwa. Gdy za nim jechałem, trzy z czterech hamulców przestały działać. Już nigdy nie udało mi się ich ponownie przywrócić do działania - nic już nie funkcjonowało poprawnie" tłumaczył zawodnik. "Próbowałem wykonywać różne czynności w kokpicie, żeby jakoś temu zaradzić. Jedynym rozwiązaniem było całkowite niehamowanie przed ostatnim zakrętem, ale wtedy rozbiłbym się w pierwszym zakręcie."
"Nie było żadnej możliwości, żebym przejechał pełne okrążenie. Po prostu nie było rozwiązania tego problemu, więc będziemy musieli dokładnie to przeanalizować. Nie wiem, czy była to kwestia zużycia. To często zdarza się tutaj. Nie wiem dokładnie, co było przyczyną, ale ewidentnie wystąpił poważny problem."
Na tak ostrą krytykę ze strony Charlesa Leclerca bardzo szybko zareagowało Brembo, wieloletni partner Ferrari i dostawca systemów hamowania dla praktyczniej całej stawki w Formule 1.
"Grupa Brembo jest bardzo zaskoczona wypowiedziami Charlesa Leclerca po Grand Prix Monako" pisano w oświadczeniu firmy. "Współpraca pomiędzy Brembo a zespołem Ferrari trwa nieprzerwanie od ponad 50 lat i obejmuje również inne marki należące do grupy, w tym sprzęgła AP Racing oraz amortyzatory Ohlins, co potwierdza siłę i szeroki zakres tej wieloletniej współpracy."
"Obecnie firma nie zna przyczyn problemów, których doświadczył Charles Leclerc, dlatego uważa za przedwczesne wyciąganie ostatecznych wniosków technicznych przed przeanalizowaniem wszystkich dostępnych danych."
"W takich przypadkach konieczne jest przeanalizowanie danych telemetrycznych wspólnie z inżynierami zespołu, aby dokładnie ustalić źródło incydentu. Brembo jest jednym z liderów w Formule 1 i jest obecne w każdym bolidzie na starcie dzięki swoim technologiom hamulcowym. Przez lata zespoły F1 niezmiennie wybierały rozwiązania Brembo, doceniając ich niezawodność, innowacyjność oraz osiągi na światowym poziomie."
"Grupa będzie nadal inwestować w innowacje, niezawodność i osiągi, jednocześnie kontynuując współpracę z Ferrari oraz wszystkimi pozostałymi zespołami Formuły 1."
Współpraca między Brembo i ekipą z Maranello ma swoją długą historię tak samo jak wrażliwość na pracę układu hamulcowego Lewisa Hamiltona, który podczas startów w Mercedesie wielokrotnie dokonywał zmian materiałów wykorzystywanych w układzie hamulcowym. Chodzi konkretnie o tarcze, które mają swoje charakterystyczne właściwości, a firma Brembo nie jest na tym polu jedynym dostawcą.
"Jedyne, co mogę powiedzieć, to że mamy rozwiązanie wewnętrzne i od następnego wyścigu przejdę na konfigurację Lewisa, co mam nadzieję będzie krokiem naprzód" mówił Leclerc. "Ale to był koszmar."
Takie słowa ze strony Leclerca sugerowały, że Hamilton już wcześniej przeszedł na inne tarcze hamulcowe, które dostarcza francuska firma Carbon Industrie.
Z uwagi na wieloletnią współpracę Brembo ze Scuderią sprawa była delikatna i do tej pory nie przykuwała nagłówków medialnych. Okazuje się jednak, że Lewis Hamilton przez cały zeszły roku naciskał zespół na zmianę dostawcy tarcz hamulcowych.
Po wprowadzeniu w zeszłym roku podczas weekendu w Montrealu nowych klocków hamulcowych Hamilton miał poczuć się nieco pewniej w kokpicie, ale mimo to cały czas naciskał na zmiany pod swoje preferencje.
Po przedsezonowych testach w Bahrajnie, bez większego rozgłosu, udało mu się przekonać zespół do zmiany tarcz w jego aucie.
Serwis AutoRacer donosi, że Hamilton korzysta z nowych tarcz od czasu kwalifikacji na torze Suzuka.
Charles Leclerc twierdzi, że jego winą było jedynie to, że nie zdecydował się wcześniej na zmianę tarcz.
"Tak naprawdę nie chciałem nic zmieniać w ten weekend i za to w pewnym sensie mogę być winny, ponieważ uznałem, że na takim torze jak Monako dobrze będzie zacząć z hamulcami, które już znam" tłumaczył. "Biorąc pod uwagę problemy, z którymi się zmagałem, i fakt, że na takim torze nie ma na to rozwiązania, niewiele więcej mogę powiedzieć."
© Ferrari


Jeśli nie masz jeszcze konta, dołącz do społeczności Formula 1 - Dziel Pasję!
zarejestruj się