bran
Ostatnia aktywność
avatar
bran

12.06.2026 13:07

11

Czytam i oczy przecieram ze zdumienia. Takiej szopki dawno już nie widziałem. Brawo dla Alpine, że dopięli swego, przy okazji obnażając nieudolność władz F1. Zgarniają miliardy dolarów rocznie, a głupiego pomiaru prędkości nie potrafią wykonać rzetelnie. Tym bardziej brzmi to jak farsa, że wiedzieli o tym problemie przed wyścigiem. I teraz czekać tylko, jak za jakieś 15 lat Russell będzie walczyl o odszkodowanie za tytuł, który mógł zdobyć, a nie zdobył przez niesłusznie nałożoną karę. Massa może da mu namiary na adwokatów.

avatar
bran

12.06.2026 12:50

0

@slawbo   Czy będą rozwijać silnik spalinowy czy układ elektryczny, to już będzie decyzja zespołu. Faktem jest, że przepisy stwarzają taką możliwość. A nie powinno być chyba tak, że jako kryterium przyznawania bierze się osiągi tylko jednej połówki jednostki napędowej, a możliwość rozwoju daje się całej jednostce. Udział silnika spalinowego będzie wzrastal stopniowo do docelowych 60/40 w 2028r. ale to, co poszczególne zespoły zyskają z UDUO w tym sezonie, to ich zysk. Mogą te środki rozłożyć po równo na rozwój silnika spalinowego i elektryki, tak, żeby wciąż nie mieć najlepszej spalinówki, ale za to jeszcze bardziej udoskonalić uklad elektryczny, który, nie oszukujmy się, nawet jeśli jego udział spadnie do 40 procent, to i tak będzie miał ogromny wpływ na osiągi.

avatar
bran

12.06.2026 11:42

1

Oczywiście, że jest to absurd, niejedyny związany z nowymi jednostkami napędowymi i całą otoczką przepisów wokół nich. Nie dalej jak dwa dni temu pod artykułem dotyczącym zmian rozkładu mocy silników i ewentualnego skaracania dystansu wyścigów napisałem, że małpa wpuszczona na salę operacyjną ze skalpelem w ręku prawdopodobnie wyrządziłaby mniej szkód pacjentowi niż FIA swoimi pomysłami Formule 1. Jeśli chodzi o ADUO to stwierdzenie to pasuje jeszcze lepiej. Mało absurdów?- to proszę kolejny z brzega- sporządzanie planów zarządzania energią i korzystania z aktywnej aerodynamiki pod poszczególne tory. Narobili takiego bałaganu z tymi jednostkami napędowymi i odzyskiwaniem energii, że na każdy wyścig trzeba tworzyć nowy scenariusz. Próbują to wszystko naprawić za pomocą skalpela w taki sposób, że chlastają na prawo i lewo, a gdzie nie chlasną, to przyklejają plasterek.

Słusznie wydaje się to Wam absurdalne i nielogiczne, ale pamiętajcie o tym, co jakiś czas temu powiedział Pan Domenicalli. Że za bardzo wchodzicie w rolę inżynierów. Niepotrzebnie staracie się zrozumieć kwestie techniczne. Macie ekscytować się widowiskiem. Trybuny przecież pękają w szwach, cieszcie się tym, chłońcie pozytywne emocje. Jest pięknie. Pod warunkiem, ze nie staracie sie szukać w tym wszystkim sensu i logiki.

avatar
bran

11.06.2026 22:42

1

@babablond  Przyznawanie możliwości rozwojowych w ramach ADUO opiera się na ocenie osiągów po stronie spalinowej. Najśmieszniejsze jest jednak to, że kryterium przyznawania dotyczy osiagów silnika spalinowego, ale możliwości rozwojowe dotyczą całej jednostki napędowej, zarówno części spalinowej, jak i elektrycznej.

avatar
bran

11.06.2026 03:30

3

Jeśli zwiększą udział silnika spalinowego to obecne, przepisowe 70 kg paliwa nie starczy na pokonanie 305 km. Więc co? Najprościej skrócić dystans wyścigu o kilka okrążeń. Na pewno prościej, niż zmieniać całą konstrukcję nadwozia pod większy zbiornik, to fakt. Tylko czemu czasami mam takie wrażenie, że małpa wpuszczona na salę operacyjną ze skalpelem w łapie narobiłaby mniej szkód pacjentowi, niż ludzie z FIA robią swoimi pomysłami Formule 1?

avatar
bran

11.06.2026 03:14

0

"Kilka tygodni temu FIA zatwierdziła redukcję udziału silnika spalinowego na rzecz jednostki spalinowej (...)" - wiem, że w to zdanie wkradł się błąd, ale na samą myśl o redukcji udziału silnika spalinowego zdążyło mi się podnieść ciśnienie 😉

avatar
bran

07.06.2026 22:26

3

Russell powiedział ostatnio, że zeszła z niego presja i teraz to jego zespołowy partner jest pod większą presją. Wiem, że ta gadka to tylko PRowy bełkot, ale przyznam szczerze, że chciałbym potrafić tak znosić presję, jak ten dziewiętnastolatek. Grand Prix Monako ciężko nazwać wyścigiem, ale zdecydowanie jest to wyzwanie, próba charakteru i umiejętności. A on poradził sobie z tym fenomenalnie- dwa starty z pól, restart za SC, cały wyścig bezbłędnie. Ostatnie dwa zakręty przejechał niemal driftem, to tylko świadczy o tym, jak pewny jest siebie i maszyny, którą prowadzi. Z kolei zespół w czasie SC skupił się chyba właśnie na Antonellim, bo nie wiem co tam się wydarzyło, że nie odsłużyli kary z Russellem.

Wstyd dla Monako, że nie potrafią właściwie naprawić asfaltu przed wyścigiem. Nie wiem, jak w przypadku Strolla, ale jeśli chodzi o Leclerca to mogły nałożyć się tam dwa czynniki- hamulce i uszkodzona nawierzchia.

avatar
bran

05.06.2026 06:12

0

O ile nie lubię okazyjnych malowań, o tyle ideę upamiętniania kierowców i osób związanych z wyścigami popieram jak najbardziej.

avatar
bran

08.05.2026 17:41

0

@Frytek  Ale ja nie pisałem o jakimś tam V6T, tylko o konkretnym silniku Hondy z 1988 roku z McLarena MP4/4, w nawiązaniu do silników turbo z drugiej połowy lat 80tych, która charakteryzowała się szaleństwem w pogoni za mocą. Wtedy liczyla się czysta moc i nikt nie przejmował się przepływem paliwa oraz tym, że taki silnik wystarczał na jedną sesję kwalifikacyjną, a ten wyścigowy, z mniejszą mocą, na jeden wyścig. Z nostalgią aż odpalilem sobie przed chwilą kompilację brzmienia właśnie tego V6T z 1988 i V10 z 1989. Jeden i drugi brzmi nieziemsko, nie może być mowy o przepaści. Oczywiście jak ten turbo wkręci się już na odpowiednie obroty. Brzmią inaczej, kwestia gustu, który komu się bardziej podoba, ale poziom hałasu jest prawdopodobnie podobny. Niestety nie mialem okazji na żywo słyszeć tych dwóch konkretnych konstrucji, a takie porównywanie z nagrań jest mało miarodajne, nawet jeśli były rejestrowane tym samym sprzętem, bo wystarczy, że były ustawione delikatnie pod innym kątem albo w różnej odległosci i już jest przekłamanie w brzmieniu. Tak czy inaczej, tak samo jak współczesne V6T nie brzmi tak jak to z lat 80tych, tak samo V8 które, jeśli w ogóle kiedykolwiek trafi jeszcze do F1, nigdy nie zabrzmi tak jak V8 sprzed ery hybrydowej. V10 jest konstrukcją najbardziej optymalną, ale tak jak napisałeś, w tych czasach można raczej o tym zapomnieć, a tego kagańca w postaci limitu przepływu paliwa chyba też nie zdejmą. Niestety

  

avatar
bran

07.05.2026 20:18

0

@Frytek   Turbosprężarka przejmuje część energii spalin, przez co spada ich ciśnienie oraz prędkość, strzał w rurę wydechową jest zatem mniejszy, więc w pewnym stopniu, niewielkim, ale jednak, ma wpływ na poziom emitowanego hałasu (chociaż prawda jest taka, że sama turbina również wytwarza dźwiek, więc można powiedzieć, że jedno idzie w drugie). Oczywiście są to jakieś pojedyncze decybele i nie jest to jedyny czynnik wpływający na emitowany przez wpółczesne silniki F1 dźwięk. Kolejny czynnik, i tu się zgadzam z Tobą całkowicie, to ograniczenie przepływu paliwa, które to wymusza ograniczenie prędkości obrotowej i pracę silnika wg obiegu Millera. Zawory dolotowe w tym cyklu zamykają się przed DMP, zmniejsza się efektywny stopień spreżania, ale dzięki większemu stopniu rozprężania wykorzystana jest dodatkowo spora cześć energii spalin, która normalnie uleciałaby do atmosfery. I tu już na dzień dobry, wychodząc z cylindra, spaliny mają mniejszą energię, przez co powstaje słabsza fala akustyczna. W latach 80tych nie było ograniczenia przepływu paliwa. Oczywiście była określona ilość paliwa na wyścig, ale w kwalifikacjach nikt tym nie zaprzątał sobie głowy i tamte jednostki osiągały ponad 1000 KM. Wysokoobrotowy silnik spalinowy generujący taką moc musiał być głośny, nawet jeśli miał tylko sześć cylindrów i 1,5 litra pojemności. Nie mam słuchu absolutnego, na pewno nie mógłbym być muzykiem, więc ciężko wypowiadać mi się na temat dźwięku, ale jak dla mnie póltoralitrowy, turbodoładowany silnik V6 Hondy w McLarenie MP4/4 nie brzmiał wcale gorzej niż zastosowany rok później 3,5litrowy wolnossący V10. Brzmiał inaczej, ale na pewno nie gorzej, a już na pewno nie tak, jak współczesne V6T. Tyle że wtedy nie było właśnie ograniczenia przepływu paliwa. Teraz to ograniczenie wymaga maksymalizacji sprawności, a to można uzyskać m.in. poprzez jak największe wykorzystanie energii drzemiącej w ciśnieniu spalin. Im więcej zamieni się jej w energię mechaniczną, tym mniej zostanie na falę akustyczną

avatar
bran

07.05.2026 08:24

1

Wiadomo, że turbo działa jak swoisty tłumik i wycisza silnik, ale prawdą jest to, że ograniczenie przepływu paliwa też ma znaczenie. Żeby było głośno, musi być dużo spalin, żeby było dużo spalin, trzeba spalić dużo paliwa. Wystarczy porównać V6T z lat 80-tych z V6T z ostatnich lat. Wtedy stawiano na jak najwyższą moc maksymalną, teraz na jak najwyższą sprawność energetyczną. Wtedy wystarczyło zmieścić się w limicie paliwa przeznaczonym na wyścig, w kwalifikacjach to już w ogóle silnik mógł żłopać jak smok. A teraz żeby sprostać ograniczeniu przepływu paliwa zmiejsza się obroty i a za sprawą cyklu Millera wykorzystuje się energię spalin do tego stopnia, że nie są one w stanie wywołać takiego hałasu jak kiedyś. Więc nawet jeśli wprowadzą V8 albo V10 wolnossące, to one nigdy już nie będą brzmieć jak dawniej.

Tylko czy oni w ogóle wprowadzą V8? Mi się wydaje, że to jest tylko takie gadanie na przeczekanie, by oswoić ludzi z obecnymi trendami. Pomajstrują trochę przy tych obecnych jednostkach napędowych, żeby głupio nie zwalniały pod koniec prostej, zrobi się większe widowisko z większą ilością manewrów wyprzedzania i stwierdzą, że jest fajnie i nie ma co wracać do jakichś archaicznych konstrukcji. Producenci silników spalinowych są w tej chwili w odwrocie. Rynek zalewają tanie chińskie elektryki. Paliwa syntetyczne? Obecnie widzę większe parcie na pełną elektryfikację niż na rozwijanie technologii paliw dla obecnych spalinówek, które prędzej trafią na szrot, niż doczekają się syntetycznego paliwa. Więc jak w tym wszystkim odnajdzie się F1? Prawdopodobnie ewoluuje w FE, tylko z tym całym show, które oferuje obecnie jako F1, a więc netfiksy i widownia na trybunach liczona nie w ilości osób, tylko "sold out". Chciałbym się mylić. Chciałbym być optymistą, ale jakoś nie potrafię, czytając o obwąchiwaniu się F1 z BYD.

avatar
bran

04.04.2026 10:19

2

@Malmedy19  Też wybrałbym trabanta, ale po co w ogóle wybierać sztuczny kompromis, jak można byłoby ścigać się 125p bez odpuszczania?

avatar
bran

04.04.2026 09:59

8

@EnderWiggin

Pytasz w którym miejscu F1 poszła w złą stronę?  Ano chociażby z tym, że obecne układy napędowe, jak powiedział Stella, potrafią sprawić, że kierowca popełniając błąd ostatecznie zyskuje. To samo w sobie już sprawia, że takie zawody stają się parodią sportu, jako współzawodnictwa. Bo co to za sport, w którym błąd zawodnika jest premiowany w jakikolwiek sposób?

Kolejna rzecz- styl jazdy tegorocznymi konstrukcjami stoi w całkowitej kontrze z elementarnymi zasadami jazdy wyścigowej, gdzie zasady wejścia w zakręt, jazdy przez zakręt i wyjścia z niego opierają się na dość prostych prawach fizyki i mają związek z przyczepnością opon (siła tarcia, siła docisku), prędkością jazdy, wartością momentu obrotowego na kołach, siłą odśrodkową, kątem znoszenia itd. Obecnie kierowcy w niektórych zakrętach nie zbliżają się do granicy, określonej tymi prawami, tylko ładują baterię, żeby ją poźniej rozładować. Rozumiem, że są zwolennicy takich regulacji, że można powiedzieć - takie są teraz zasady, macie dostosować styl jazdy do nowych warunków i koniec, bez dyskusji. Człowiek to inteligentne stworzenie, więc myślę, że kierowcy nauczą się "popełniać błędy w odpowiednim miejscu, żeby dostać bonusa w innym". Na razie to podobno algorytmy uczą się nie popełniać błędów. Zobaczymy, może do końca sezonu się nauczą. A wtedy możliwe, że za kilka lat algorytmy same poprowadzą bolidy i Formuła 1 stanie się serią wyścigową pojazdów autonomicznych.

Popatrz na onboardy Senny albo Schumachera. Tak jak powiedział Coulthard - człowiek i maszyna w perfekcyjnej harmonii. Aż miło się patrzy. A tegoroczne onboardy krążące w sieci przeważnie opatrzone są memicznymi komentarzami. To stało się już tak śmieszne, że nie zdziwię się, jak F1TV przestanie udostepniać podgląd z kamer pokładowych.

  

avatar
bran

03.04.2026 12:05

1

Dwa tylko cytaty.

David Coulthard: "(...) George Russell zdobywa pole position w Melbourne, robiąc to w taki sposób, że dojeżdża do jednej z najszybszych sekwencji zakrętów, odpuszcza gaz, odzyskuje energię, wchodzi w zakręt wolniej, a potem ma większe wykorzystanie energii na wyjściu i dzięki temu zyskuje czas na okrążeniu. To nie jest to, czym dla mnie zawsze była Formuła 1. Dorastałem, oglądając, jak Ayrton Senna jedzie kwalifikacyjne okrążenia absolutnie na granicy, przy wejściu w zakręt, w środku zakrętu, na wyjściu z zakrętu. Człowiek i maszyna w doskonałej harmonii.”

Andrea Stella: „Czasami pojawiają się komentarze od naszych kierowców, że kiedy POPEŁNIAJĄ BŁĄD, to w rzeczywistości oszczędzają trochę energii. W efekcie jedziesz szybciej w całym sektorze, ponieważ energia, którą zaoszczędziłeś przez opóźnienie dodania gazu, NAGRADZA na końcu prostej.”

Jeśli ktoś nadal uważa, że Formuła 1 w tym sezonie nie poszła w złą stronę, to na prawdę nie wiem, co jeszcze więcej można napisać...

avatar
bran

31.03.2026 19:13

6

Nawet kamera nie mogła na to patrzeć...

avatar
bran

29.03.2026 21:35

1

Pamiętam jak dawniej, tuż po zakończonym wyścigu, nie mogłem się już doczekać kolejnego, a czekanie dwa tygodnie było prawdziwą katorgą. Teraz, szczerze mówiąc, cieszę się, że będzie miesiąc przerwy.

avatar
bran

29.03.2026 21:10

0

@Jaro75   Colapinto nie zrobił nic niezgodnego z przepisami. Podejrzewam, że zrobił dokładnie to, co zrobiłby na jego miejscu każdy inny kierowca- bronił pozycji (albo stracił balans, gdy układ napędowy przeszedł w tryb ładowania i musiał skontrować lekko w lewo). Jednak różnica prędkości zaskoczyła tak samo Colapinto, jak i Bearmana. A to już wina obecnych układów napędowych, sposobu ładowania baterii i dystrybucji mocy elektrycznej, że dochodzi do takich groźnych sytuacji. Skąd Colapinto mógł wiedzieć, że Bearman dostał elektrycznego boosta, podczas gdy jemu bateria się rozładowała. Miał zjechać do prawej i dać się wyprzedzić? A gdyby okazało się że Bearman też jest w trybie ladowania, to oznaczałoby się, że oddał mu pozycję za darmo. Czy da się zbliżając do zakrętu z prędkością prawie 300 km/h, mając blisko przed soba inny samochód, patrzeć tak długo w lusterko, żeby ocenić prędkość samochodu jadącego z tyłu? Nie wiem. Ale chyba nie bardzo, skoro sami kierowcy ostrzegali przed tym niebezpieczeństwem, a oni chyba wiedzą najlepiej. No i niestety tak się kończą eksperymenty łączenia prawdziwych wyścigów z elementami gier wideo. 

avatar
bran

27.03.2026 22:49

3

@TomPo   Dla odzyskania równowagi emocjonalnej polecam obejrzenie onboardu z okrążenia kwalifikacyjnego Senny na tym torze. Polecam, bo to na prawdę pomaga :-)

avatar
bran

27.03.2026 22:40

3

@Przemo183   Ale w tej całej krytyce tegorocznych bolidów nie chodzi o to (tak mi się przynajmniej wydaje), że któryś zespół (w tym przypadku Mercedes) zyskał przewagę na zmianie przepisów i dominuje, tylko o styl jazdy tymi samochodami. Ja oglądając te onboardy mam wrażenie jakbym jechał autobusem komunikacji miejskiej, gdzie kierowca z prędkości 50 km/h już ze 100 metrów przed przystankiem zaczyna hamować silnikiem. Nie mam nic przeciwko odzyskiwaniu energii w czasie hamowania, bo to wpisuje się w zasadę maksymalizowania osiągów, poprawiania efektywności, zyskiwania kilku KM z czegoś, co i tak się traciło. Ale tu mamy do czynienia z sytuacją, że bardzo wcześnie przed zakrętem kierowca zaczyna ładować baterię energią mechaniczną silnika, która normalnie powinna w tym czasie trafiać na tylną oś. To nie to samo co odzyskiwanie energii, jak w przypadku KERS. Tu traci się moc, żeby naładować baterię, by później rozładować ją w innym miejscu na torze. Dla mnie to taki sam absurd, jakbym przykładowo chciał sobie włączyć lampkę nocną przy łóżku, ale niestety kabel nie sięga do gniazdka. Normalnie wziąłbym przedłużacz i ją podłaczył. Ale robię coś w stylu FIA z obecnymi jednostkami napędowymi- biorę akumulator 12V i ładuję go prostownikiem z gniazdka, później przenoszę akumulator w pobliże lampki i podłączam ją do tego akumulatora za pomocą inwertera. Głupota. I straty przy zamienianiu rodzajów energii. Albo pokonywanie sekwencji zakrętów z tak małą prędkością, że rzeczywiście czasami cieżko się zorientować czy kierowca jast na okrążeniu pomiarowym, czy wyjazdowym albo zjazdowym. Mniejsza z tym, że kibicom może się robić od tego niedobrze. Gorzej będzie, jak dojdzie kiedyś do jakiegoś poważnego wypadku z tego powodu. Do tej pory w wyścigach chodziło między innymi o to, żeby jechać jak najbliżej limitu przyczepności opon, czy to w zakrętach, czy na wyjściu z zakrętu, czy na dohamowaniu. Teraz ważniejsze jest gdzie i ile kierowca naładuje baterię, a decyzję o tym, gdzie i jak ta energia zostanie wykorzystana, decyduje, o zgrozo, oprogramowanie, stworzone na podstawie chyba możliwie najbardziej skomplikowanego regulaminu technicznego. Leclerc już miał doświadczenie z oprogramowaniem i tymi wszystkimi megadżulami na sekundę, może powiedzieć coś na ten temat. To wszystko jest postawione na głowie i nie dziwię się, że i kibicom i kierowcom to się nie podoba.

avatar
bran

06.03.2026 00:59

1

FIA przedefiniowała nam pojęcia jazdy sportowej i wyścigów. Chcesz być szybszy- musisz jechać wolniej. Redukcja biegu w połowie prostej, hamowanie silnikiem przed zakrętem- to wszystko jest przeciwieństwem tego, co do tej pory było wyznacznikiem jazdy sportowej. To już nie będzie ściganie się ze stoperem, tylko zarządzanie energią. Max słusznie nazwał to Formułą E, tylko na sterydach. Ja do tego mam jeszcze takie skojarzenie z eko-rajdami na oszczędność. Pamiętam, jak kiedyś lokalne automobilkluby organizowały takie rajdy dla amatorów, to brylowali w nich różnej maści kierowcy zawodowi, którzy mimo tego, że na papierze przepału nie mieli, to jednak garaże u nich zastawione były kanistrami z "ropą". Albo kierowcy PKS, których jazda zgodna jest z zasadą, że worków z ziemniakami albo kamieni nie wiozą. Obecnie w tym całym bałaganie, poza niezawodnością jednostek napędowych, rzeczywiście dużą rolę odegrają kierowcy, którzy najlepiej ogarną to wszystko, czyli wyrzucą z głowy to, czego nauczyli się dotychczas. Tu teoretycznie łatwiej powinni mieć młodzi kierowcy, którzy więcej czasu spędzili w symulatorach, niemal się w nich wychowali, niż kierowcy, którzy całe życie ścigali się, czując przyczepność i moc tyłkiem a nie czujnikami. Jak to będzie, zobaczymy już za kilka dni. Na pewno nie będzie to Formuła 1, jaka była dotychczas. Mam nadzieję, że mimo wszystko da się to jakoś oglądać.

avatar
bran

21.02.2026 10:32

0

No i dobrze. Wyrok iście salomonowy

avatar
bran

31.12.2025 16:07

0

@Malmedy19  To nie był los na loterii, zdecydowanie. To był owoc cieżkiej pracy Schumachera, Todta, całego zastępu inżynierów. Ale podwaliny pod ten sukces dał Montezemolo. I właśnie za całokształt jego działalnosci go oceniam, a nie tylko za decyzje po 2004 roku. Bo to co zaczęło się wtedy dziać z Ferrari to efekt wielu czynników, które nastąpiły. Pierwszy to regulamin z oponami i same opony. Kolejna sprawa to wprowadzenie w kolejnych latach przez FIA ograniczeń, jeśli chodzi o jazdy testowe, a trzeba jasno powiedzieć, że to właśnie Ferrari ze swoim prywatnym torem miało do tej pory ogromną przewagę na tym polu nad konkurencją. Wracając do samego dream teamu z Schumacherem i Todtem na czele, to zaczęło wtedy objawiać się coś w rodzaju wypalenia. Chyba nawet sam Todt po latach powiedział, że nie ma pewności czy zdołaliby jeszcze coś więcej osiagnąć z Schumacherem po tych pięciu tytułach. Wysiłek jaki włożyli przez tamte lata, tempo prac było tak ogromne, że nastąpiło zmęczenie materialu. Ja wtedy w 2005 roku w zachowaniu Schumachera widzialem to samo, co u Senny w 1992. Pewnego rodzaju zwątpienie, rozczarowanie, myśli o zakończeniu kariery. Ja to wtedy tak odbierałem i tak to zapamiętałem. Do tego w stawce znalazł się młody Alonso, Raikkonen, gdzieś już na horyzoncie pojawiał się Hamilton, Vettel, wszyscy mówili o zmianie pokoleniowej, o świeżej krwi. Pamiętam że doceniano Schumachera za to, że podjął decyzję o odejściu, gdy był w szczytowej formie, że nie czekał, aż jego kariera zacznie chylić się ku upadkowi. Brown też chciał spróbowac czegoś innego. Po prostu, zakończyła się pewna era i myślę, że decyzje Montezemolo nie miały aż tak wielkiego wpływu, jak inne czynniki które zebrały się wtedy w jedno.

  

Co do cytatu z byłego premiera, że mężczyznę poznaje sie po tym jak kończy, a nie jak zaczyna-mądra myśl, w życiu faktycznie pozwala ocenić charakter człowieka. Jednak jeśli chodzi o wyniki w sporcie, ja staram się oceniać przez pryzmat całej kariery, a nie tylko jej końcówki. Bo wtedy rzeczywiście ciężko byłoby wielu tych mężczyn znaleźć. Stosując tę zasadę wlaśnie Schumacherowi zarzucano, że niepotrzebnie wracał do F1 z Mercedesem, że nie potrafił godnie rozstać się ze sportem, że rozmienił na drobne wszystkie swoje osiagnięcia, że przegrał z Rosbergiem itp. Niesłuszne i krzywdzące, ale jednak takie opinie wtedy się pojawiały. Dlatego ja w taki sposób nie chcę oceniać Montezemolo, bo jednak w jego działalności widzę więcej pozytywów niż negatywów, a to raczej rzadkie wśród kierownictwa Ferrari. Zawsze starałem się z większa uwagą przyglądać poczynaniom Scuderii, ze wzgledu na historię i status w tym sporcie, i pamiętam więcej pozytywnych opinii o Montezemolo niż negatywnych, sam zresztą uważam że sukcesy Ferrari to również spora jego zasługa, dlatego pozwoliłem sobie odpisać na Twój komentarz. I oczywiście zgadzam się, że Schumacher pozostawił po sobie więcej w Scuderii, niż jakikolwiek inny kierowca Ferrari, ale tak jak napisałem wczesniej, nikt chyba nie oczekiwał, że Schumi dostanie dożywotni kontrakt na bycie nr1 w tym zespole tylko dlatego, że zdobył dla nich 5 tytułów, tym bardziej, że w tę strukturę wdarło się zmęczenie potęgowane niekorzystnymi dla nich zmianami regulaminowymi. Uff, trochę się rozpisałem, ale była to przyjemność wymienić opinie, powspominać historię, no i miałem trochę czasu. Wszystkiego najlepszego w nowym roku, oby emocje zwiazane z nadchodzącym sezozem również rozpalały dyskusje nawet po wielu latach.

avatar
bran

30.12.2025 23:14

1

@Malmedy19

  

Rozumiem, że jako fan Michaela Schumachera czujesz rozgoryczenie tym, że jego drogi z Ferrari się rozeszły, dlatego widzisz tylko minusy w działalności Montezemolo. Ok. Jeśli wg Ciebie udział w dwóch "złotych erach Ferrari" (jak często określane są lata, w których tytuły zdobywali Lauda i Schumacher) to ziarnko, które trafiło się ślepej kurze, to też ok. Równie dobrze można powiedzieć, że to Schumacherowi trafiło się jak ślepej kurze ziarno, że trafił do Ferrari wtedy, gdy prezesem był Montezemolo, który wyłożył na jego kontrakt ogromne, rekordowe wówczas pieniądze, dał wolną rękę Todtowi w budowaniu wokoł niego, jako głównego kierowcy, całego zespołu. Mógł trafić do Williamsa. Kto wie, może tam też zdobyłby pięć tytułów. Prawda jest taka, że po 2004 roku zakończyła się pewna era, tak jak zakończyła się niedawno era Hamilton-Mercedes i wiele innych, a wpływ na to miało dużo więcej znaczących czynników niż przeszkadzanie Luci. Raczej nikt nie spodziewał się, że Schumacher dostanie dożywotni kontrakt, sam zdecydował się odejść, jak podkreślano wtedy, w chwale, w szczycie formy. Mógł zostać i powalczyć z Kimim. Wiem że to musiało być dla niego bolesne, podobnie jak dla jego fanów, ale wtedy każdy obiektywny obserwator widział zbliżający się kres sukcesów Ferrari (nawet wróżono wtedy, że znowu przez dwie dekady nic nie wygrają) i narodziny nowych gwiazd wśród kierowców. Myśłę że wiedzieli o tym i Todt, i Brown i Schumacher. A to że Montezemolo, jako prezes, nie zakończył współpracy z Ferrari z tytułem na pożegnanie, możesz jak najbardziej nazywać klęska lub porażką niegodną mężczyzny. Tylko że Ferrari w tym sezonie pewnie dużo by dało, by odnieść taką klęskę, jaką odnieśli z Alonso. Mój komentarz dotyczył wagi, jaką mają słowa Montezemolo w środowisku F1 w zestawieniu do wagi słów Elkanna. Że mają dużo wiekszą wagę, świadczy chociażby wypowiedź Luigiego Mazzoli cytowanego w powyższym artykule. Ale oczywiście możesz mieć swoje zdanie. Przy okazji fajnie było powspominać stare czasy

avatar
bran

29.12.2025 21:45

7

@Malmedy19  Tylko że sukcesy Schumachera to również spora zasługa Luci di Montezemolo, bo to on sprowadził Jeana Todta i Michaela Schumachera do Ferrari. Po tytule Raikkonena w 2007, tytule dla konstruktorów w 2008 i odejściu Todta faktycznie zaczęło się sypać w Scuderii, ale to jednak Montezemolo jest jednym z ojców sukcesu Ferrari z Schumacherem po latach posuchy. I to nie pierwszy raz, bo już w latach 70tych Montezemolo również odegrał kluczową rolę w ściągnieciu Nikiego Laudy do Ferrari, przerywajac wieloletnią złą passę tego zespołu. Tak więc dla wielu ludzi związanych z F1, a w szczególności dla włoskich fanów, słowa tego gościa mają dużą wagę, na pewno większą niż słowa Elkanna.

avatar
bran

19.12.2025 22:03

3

Im więcej wypowiedzi pojawiających się z obozu Ferrari czytam, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że w przyszłym roku zrobią jeszcze większego gniota, niż mieli w tym roku. Najpierw Elkann ustawia do pionu kierowców za publiczne narzekanie, po czym kierowcy robią dobrą minę do złej gry i przekonują świat, że przyszłoroczna konstrukcja to dopiero będzie prawdziwa rakieta. Konstrukcja, nad którą, jak mówi teraz Vasseur, będą pracować do ostatniego dnia przed prezentacją, czyli będzie dopieszczona jak ta lala. A najciężej będą pracować oczywiście tego ostatniego dnia. Najważniejsze, że dzięki księgowym zrozumieli, że lepiej od razu zrobić dobre aero, ciężko pracując do ostatniej chwili, niż póżniej przywozić skrzydło albo podłogę na drugi koniec świata, bo to drożej wychodzi. To już na prawdę połowa sukcesu. Kogo jak kogo, ale księgowych w Ferrari mają najlepszych. Nie uwierzę, jeśli kiedykolwiek pojawi się podejrzenie, że ten zespół przekroczył limit budżetowy. Arrivabene (samo nazwisko miało zwiastować dla zespołu czas najwspanialszy z najwspanialszych) następny mędrzec z doświadczeniem życiowym zdobytym w Maranello. Odkąd pamiętam wiedza i zmysł techniczny u kierowcy wyścigowego to była wartość dodana, taki kierowca zawsze lepiej potrafił dogadać się z inżynierami. A ten mówi- masz drajwerze czerwony pojazd i w nim po prostu siedź i kręć kierownicą, bo to jest taka doskonała maszyna, że sama wygrywa. Każdy czerwony samochód z zasady jest najszybszy, koniec, kropka. Niestety przepisy wymagają, żeby siedział w nim człowiek i dlatego nie wygrywa- czerwony rydwan po prostu nie poczuł więzi emocjonalnej z takim Leclerkiem czy Hamiltonem, bo brzydko o nim mówią i chcą go poprawiać. Vettel próbował nawiązać więź nadając nawet imiona swoim samochodom, ale chyba z żadnym imieniem w przypadku włoskich aut nie trafił i nic z tego nie wyszło. Czekam jeszcze na wypowiedź Binotto, że Ferrari zawsze miało najlepszy, zwycięski samochód, tylko widocznie duch Enzo nie namaścił tego czy innego kierowcy na mistrza.

avatar
bran

16.12.2025 20:03

0

Obywatele, towarzysze, działacze! Nikt tak bohatersko nie walczy z problemami przez siebie stworzonymi jak Międzynarodowa Federacja Samochodowa!!!

"(...) Chcemy, by zespoły komunikujące się z zespołami przez radio czy komentatorzy telewizyjni stosowali takie samo nazewnictwo, które znajduje się też w przepisach".

Powinno być chyba "zespoły komunikujące się z kierowcami przez radio".

Ciekawe jakie kary przewidziano dla zespołów, kierowców i dziennikarzy, którzy nie będą stosować nazewnictwa zgodnie z przyjętą normą.

avatar
bran

15.12.2025 18:58

0

@kiwiknick  No i Fittipaldi. Należałoby wspomnieć jeszcze o Johnie Surteesie, motocyklowym mistrzu świata oraz mistrzu F1

avatar
bran

09.12.2025 00:31

1

@bran  ... sytuacja punktowa przed Abu Zabi byłaby inna, niż wynikałoby to z tych teoretycznych wyliczeń- powinienem był uściślić, bo pozostałe wyścigi wcale nie musiałyby się zakończyć tak, jak się zakończyły.

avatar
bran

08.12.2025 23:53

0

@ojciec3d  Całkiem słusznie wspomniałeś o tzw. efekcie motyla. Jeśli np. wyścig w Hiszpanii zakończyłby się inaczej, to wszystko co nastapiło po nim, w tym sytuacja punktowa przed Abu Zabi, również było by inne. Polecam film pod takim właśnie tytułem- Efekt motyla- każdemu, kto nie rozumie, że gdybanie "co by było gdyby" nie ma większego sensu. Film nie jest o Formule 1, ale na pewno pozwoli lepiej zrozumieć to, o czym piszesz wraz z Giovanni Paolo.

avatar
bran

07.12.2025 10:43

0

@Supersonic  Zgadzam się

avatar
bran

07.12.2025 01:47

2

@TomPo   Ja to odnoszę wrażenie, że to Lawrence'owi bardziej zależy, żeby jego syn jeździł w F1 niż samemu Lance'owi. Niestety ze szkodą dla syna i dla F1.

avatar
bran

07.12.2025 01:27

0

@devious   O ile w kwestii Vettela masz sporo racji, o tyle użycie sformułowania, że Prost zjadł Sennę, szczególnie w kontekście wyników kwalifikacji, jest chyba nieporozumieniem. Ale zgadzam się, że Prost to wybitny kierowca.

avatar
bran

04.12.2025 20:24

1

@Michael Schumi  Jeśli Max wygra, a Norris będzie czwarty, to chyba nawet nie trzeba będzie liczyć zwycięstw, bo Max powinien mieć 1 punkt więcej.

W głowie może się zakręcić przy tych obliczeniach ;-)

avatar
bran

02.12.2025 23:04

4

@ojciec3d  A Hiszpanie, gdy Alonso jeździł z Hamiltonem. I co z tego wynika? To że jesteś Australijczykiem? Bo póki co, to nikt chyba nie napisał tyle o faworyzowaniu Norrisa i przykręcaniu Piastriemu, co Ty.

avatar
bran

02.12.2025 20:07

0

@Andrzej369 Trudno nie zgodzić się z tym, że jeśli bolidy różnych zespołów pomalowane są w podobnych kolorach, to ciężko czasami odróżnić je, gdy mieszają się na starcie, migają przed kamerami, szczególnie w niekorzystnym oświetleniu. Nigdy jednak całych czarnych bolidów raczej nie będzie, bo istnieją umowy sponsorskie i logo sponsorów trzeba umieścić na nadwoziu, więc jakaś tam kolorystyka zostanie zachowana. Chociaż mi osobiście czarny kolor bardzo się podoba.

Alpine nic nie zyskało i topowe zespoły raczej też wiele nie zyskają na wyrzuceniu kilku gram okleiny, ale jednak każdy zespół szuka oszczędności na masie, a najlepiej tych oszczędności szukać tam, gdzie nie ma to wpływu na osiągi i wytrzymałość. Malowanie, czy raczej właśnie okleina, jest takim obszarem. To miedzy innymi dlatego zrezygnowano z pokrywania nadwozia farbą i zaczęto nakładać okleinę, bo jest to "lżejsza" technologia.

Mi już nie tyle chodzi o te kolory, ile o wprowadzanie kolejnych przepisów, tworzenie kolejnych regulacji. Wprowadzanie obowiązku oklejenia określonej powierzchni auta jest dla mnie absurdem. Słusznie chyba ktoś napisał pod artykułem o Newey'u, że był on już znudzony projektowaniem, kolejnymi ograniczeniami, dlatego postanowil spróbować sił jako szef zespołu.

Zgadzam się, że F1 to nie tylko wyścig technologiczny, ale również polityka i widowisko. Powinna być jednak zachowana pewna równowaga, a mi się wydaje, że szala coraz bardziej przechyla się w stronę widowiska. Ja wolałbym, żeby w F1 było więcej wyścigu technologicznego, nieskrępowanego nadmiarem regulacji, więcej prędkości i walki na torze a mniej polityki połączonej z ciągłym manipulowaniem w przepisach.

Skoro jesteśmy przy kolorach, to zwróć jeszcze uwagę na ewolucję wyglądu kasków. Kiedyś widziało się biało-czerwonego McLarena i żółty kask i wiadomo było, że to Senna. A dziś kaski są po prostu pstrokate, w dodatku co chwila jakieś okazyjne malowania. Owszem, jest tu albo tam motyw flagi narodowej, ale ogólnie, jak dla mnie, to jest przesyt kolorów na tak małej powierzchni. Kiedyś kask wyróżniał kierowcę, był niczym odcisk palca, był niemal częścią jego DNA. Był prosty, ale jednoznaczny. Dziś niektórzy w tych swoich kaskach wyglądają jak egzotyczne ptaki gotujące się do rytuału godowego, a nie kierowcy ryzykujacy życie w wyścigu. Ja wiem, że wielu fanom podoba się takie urozmaicenie, są tacy, którzy znają wygląd wszystkich kasków swojego idola, potrafią powiedzieć kiedy i gdzie w każdym z nich jeździł i super. Ale to kolejna rzecz, która przechyla szalę w stronę widowiska. Mi na prawdę wystarczy, że kierowcy będą jeździć szybko po torze, walczyć koło w koło i wyprzedzać się, a projektanci i konstruktorzy będą wymyślać nowe sposoby, żeby można było jechać szybciej i skuteczniej wyprzedzać. Jak dla mnie nie musi być bardziej kolorowo i wystrzałowo. Ale szanuję Twoją opinię i sposób w jaki bardzo rzeczowo i kulturalnie przedstawiasz swoje argumenty. Niech więc będzie i szybko, i kolorowo :-)

avatar
bran

02.12.2025 14:52

0

@kiwiknick  No a ja napisałem jak już było wiadomo.

avatar
bran

26.11.2025 18:42

2

@Rextrex  Moja pierwsza myśl też taka była, jednak po chwili zastanowienia stwierdziłem, że to może mieć sens. Newey współpracował z szefami zespołów, którzy wiele osiągnęli w tym sporcie- Frank Williams, Ron Dennis, Christian Horner. Myślę że wiele nauczył się przebywajac u ich boku, a ponieważ posiada umysl ścisły na pewno potrafi wyciągać wnioski z tego co zaobserwował przez tyle lat. Oczywiście do roli szefa zespołu trzeba mieć też odpowiedni charakter, ale wydaje mi się, że nie brałby się za to, gdyby wiedział, że nie da rady.

avatar
bran

26.11.2025 18:22

0

@kiwiknick  Że niby Horner na dyrektora technicznego? Skoro Newey zostaje szefem zespołu, to taka zamiana ;-)

avatar
bran

24.11.2025 22:15

0

@skilder3000  Stroll nie jest złym kierowcą, wielokrotnie pojechał dobre wyścigi, ale niestety z czasem zdaje się jakby brakowało mu motywacji, ma humory i ogólnie sprawia wrażenie jakby męczył się w tej Formule 1. Jeśli Newey zaprojektuje coś na podobieństwo Red Bulla z najlepszych lat, to może motywację i wigor odzyska. Tylko czy to nastąpi w przyszłym roku? Kto to wie? Poza tym nawet w najlepszym samochodzie przeważnie będzie za Alonso, co też może go frustrować.

avatar
bran

24.11.2025 21:44

0

@klarko  Przecież Lance Stroll to przyszły mistrz świata. Chyba że miałeś na myśli Strolla seniora. No wtedy to byłby sigmą do kwadratu ;-)

avatar
bran

24.11.2025 21:10

0

To jeszcze sport, czy już bardziej cyrk?

avatar
bran

24.11.2025 20:47

1

@239654  I jeszcze połówki między nimi ;-)

avatar
bran

24.11.2025 19:22

0

@Vicente  No właśnie to jest najlapsze, że Piastri z Leclerciem dojechali do Antonellego i gdy różnice między nimi były poniżej sekundy, Piastri przez kilka okrążeń nie mógł wyprzedzić Kimiego mimo że mógł korzystać z DRSu, a jadący za nim Leclerc jedyne co mógł zrobić to też tylko otworzyć tylne skrzydło. Później Antonelli przycisnął, poprawiając własne czasy i im odjechał. A to że udało mu sie utrzymać Piastriego za sobą, mimo dużo bardziej zużytych opon, dobrze o nim świadczy. Natomiast co do Leclerca to tempo Mercedesa chyba było za mocne dla Ferrari. Piastri być może odpuścił sobie, wiedząc że da radę utrzymać się poniżej 5 sekund, więc i tak awansuje, na nic więcej i tak nie mógł liczyć, Russell był za daleko. Natomiast Leclerc jakoś strasznie nie zwolnił w czasie ostatnich okrążeń, na pewno dwoił się i troił, żeby utrzymać się w tych 5 sekundach, ale już bez DRSu było mu ciężko.

avatar
bran

23.11.2025 21:56

1

@BlahFFF  Dokładnie tak jak piszesz. W końcówce wyścigu poinformowali Leclerca o karze dla Antonellego, cisnął ile mógł, ale zabrakło tempa do Mercedesa. Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić

avatar
bran

23.11.2025 19:49

0

@Dominik 123  Wiedział, bo go bodajże na 44. okrążeniu poinformowali, jak odstępy miedzy nim, Piastrim i Antonellim były poniżej jednej sekundy, później też rozmawiali o tych pięciu sekundach, Leclerc cisnął ile mógł, ale prawda jest taka, że Antonelli im odjechał. Piastri jeszcze jakoś się utrzymał, ale Leclerc nie dał rady. Niestety, łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. Zabrakło 0,2 sek, niby mało, ale w tym sporcie nawet taki ułamek sekundy potrafi zrobić różnicę. Ale faktycznie, w czasie transmisji można było odnieść wrażenie, że Ferrari przespało komunikat o karze dla Włocha

avatar
bran

23.11.2025 01:50

0

@ojciec3d  Sarkazm, tym jednym słowem można opisać to co napisałem. O ile to co napisałem wcześniej o tym, że powinna być większa liczba producentów dostarczajacych opony, tylko na zasadzie wolnorynkowej, a nie sztywnej, kontraktowej, o tyle reszta była już sarkazmem. A teraz Grand Prix USA 2005. Nie uważasz, że lepiej by było gdyby wówczas zespoły, które jeździły na Michelinach, mogły na tamten wyścig założyć Brigdestone'y? Nie byłoby takiego kwasu z bojkotem

avatar
bran

23.11.2025 01:19

0

@ojciec3d   Oczywiście, że nie mają. Pisząc o "posiadaczach supercarów" nie miałem na myśli właścicieli Veyronów i Murcielago. Chodziło mi raczej o zdolnych tunerów, którzy bez problemu zmieszczą koła o takim rozmiarze w nadkolach każdego samochodu, szczególnie supercara w cudzysłowiu. Skoro blacharska przeróbka nie stanowi problemu, to tym bardziej homologacja. Jakby tak dokładnie przebadać samochody jeżdżące po naszych drogach to prawdopodobnie w co dziesiątym znalazłoby się coś bez homologacji, wziąwszy chociażby pierwszy z brzega przykład- oświetlenie ledowe bez homologacji, sprzedawane jako wyposażenie do off roadu. Nieraz widziałem superbolid drogowy z przednim zderzakiem opuszczonym niżej niż pług w odśnieżarce, nie wiem ile docisku generuje taka konstrukcja, ale w połączeniu z prawie półmetrowej szerokości oponami P Zero w slicku na tyle, Trasę Toruńską w godzinach nocnych można pewnie pokonać w półtorej minuty ;-)

avatar
bran

22.11.2025 22:29

0

@Rextrex  Można też skrócić długość torów, tak aby zachować obecne czasy okrażeń...

avatar
bran

22.11.2025 21:43

0

Massa nie może żądać anulowania wyników rzeczonego GP, bo to byłoby nie fair wobec pozostałych kierowców. Co jest winien np. Nico Rosberg czy Sebastian Vettel, którzy zdobyli w tym wyścigu punkty. Jeśli już, to tak jak napisał kolega Michael Schumi, można byłoby anulować punkty Alonso, ale to i tak nic by to nie zmieniło jeśli chodzi o tytuł mistrzowski. Natomiast widzę pewną sprzeczność logiczną, jeśli chodzi o pieniądze dla Massy, bo niby za co ma być to odszkodowanie? Skoro w opinii sądu tytuł mu się należał, to należy ten tytuł mu przyznać. Jednak z chociażby opisanych wyżej przyczyn tytuł ten zwyczajnie mu się nie należy. Jeszcze żeby to McLaren z Hamiltonem taki numer na torze w Singapurze wywinęli, to rozumiem. W tym przypadku kluczowy był błąd zespołu Ferrari w czasie pit stopu, błąd, jakich wiele na przestrzeni lat. Dla Massy to na pewno frustrujące, ale czy gdyby nie wyrwał wtedy węża i czysto hipotetycznie zdobył tytuł, to dzisiaj też żądałby unieważnienia tego wyścigu, po wywiadzie Ecclestone'a? Winni tuszowania sprawy oczywiście powinni być ukarani, ale nie w formie wypłaty odszkodowania za tytuł, na który Massa nie zasłużył. W dobrym tonie byłoby, gdyby to obecne władze FIA pociągnęły do odpowiedzialności winnych ze swoich dawnych szeregów, zgłaszając to do prokuratury, a nie były kierowca w jakichś cywilnych postępowaniach, który szukając sprawiedliwości, wystawia się przy okazji na pośmiewisko ze strony mniej przychylnych fanów. Winni muszą ponieść karę, ale jakiekolwiek zasądzone pieniądze powinny trafić na cele charytatywne, związane np. z motorsportem, a nie na konto Massy.

avatar
bran

19.11.2025 00:30

3

@kiwiknick  Zgadzam się, że powinna być większa liczba producentów opon, tylko uważam, że zespoły nie powinny być sztywno związane z dostawcami opon kontraktami. Bo znowu będzie jak za czasów Michelin- Bridgestone narzekanie, że te opony lepsze, a tamte gorsze i jakiś zespół niby ma dobre auto, ale przez opony nie może pokazać prawdziwego tempa. Zespoły powinny mieć możliwość wybierania producenta opon w zależności o tego, który produkt im bardziej pasuje, a nie od tego z kim się związali kontraktem. Po prostu- wolny rynek. Wiem, wiem, ktoś napisze, że producenci na to się nie zgodzą, bo naprodukują opon, a później się okaże, że żaden zespół ich nie zechce, bo ktoś inny wyprodukował lepsze. Cóż, mogliby je sprzedawać jako produkt kolekcjonerski. A skoro są to teraz bliższe zwykłemu użytkownikowi "osiemnastki", myślę że niejeden posiadacz "supercara" kupi je w cenie kosztów produkcji.

LOGOWANIE
Odzyskaj hasło
Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA, a zastosowanie mają Polityka prywatności oraz Warunki korzystania Google.
REJESTRACJA
Ten adres będzie wykorzystywany podczas logowania się do portalu
Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA, a zastosowanie mają Polityka prywatności oraz Warunki korzystania Google.