WIADOMOŚCI

Russell zaczyna wierzyć w pecha
Russell zaczyna wierzyć w pecha © Mercedes

George Russell od początku weekendu w Monako tracił do swojego młodszego kolegi z zespołu, Kimiego Antonellego i czekało go arcytrudne zadanie przełamania jego dobrej passy.

2025-baner-f1-dziel-pasje-v2.jpg

W sobotę jego determinacja została podcięta po tym, jak Włoch powrócił do wygrywania w kwalifikacjach, a Brytyjczyk finiszował dopiero na szóstej pozycji.

Mimo nienajlepszej pozycji startowej Russell stopniowo odrabiał straty w wyścigu, ale wtedy na jego koncie pojawiła się kara za minimalne przekroczenie prędkości na alei serwisowej i wszystko ponownie zaczęło obracać się przeciwko niemu.

Warto zaznaczyć, że na podobne wykroczenie dało się w niedzielę złapać jeszcze czterech innych zawodników, którzy tylko minimalnie przekroczyli prędkość. Szybko ustalono, że była to kwestia sposobu pomiaru szybkości na alei serwisowej a nie błędy zawodników czy ekip. Za sprawą zespołu Alpine kwestia ta będzie jeszcze rozpatrywana w Hiszpanii. W teorii wydaje się, że ekipa ma duże szanse na odwrócenie niekorzystnego wyniku, ale póki co media nie znają wszystkich szczegółów sprawy i być może FIA po sesjach treningowych w Monako, podczas których zauważono już problem, w jakiś sposób zabezpieczyła się przed tego typu zarzutami.

Wracając do Russella, Mercedes nie zdecydował się podważać decyzji sędziowskiej po wyścigu, a w jego trakcie popełnił kolejny kluczowy błąd. Po tym jak Brytyjczyk zjechał do boksu w chwili wyjechania samochodu bezpieczeństwa po wypadku Lance'a Strolla jego ekipa błędnie odbyła karę pięciu sekund za wcześniejsze przewinienie i w efekcie Russell otrzymał dodatkową karę przejazdu przez boksy, która definitywnie przekreśliła jego szanse na punkty.

Ekipa Mercedesa wzięła odpowiedzialność na swoje barki za ten błąd, ale z relacji Russella wynika, że nie był on pewny czy ma zjeżdżać za Kimim Antonellim do boksu na podwójną zmianę.

"Zespół powiedział, że nie zrobiłem nic złego w kwestii przekroczenia prędkości w alei serwisowej" wyjaśniał po wyścigu zawodnik Mercedesa. "To był problem z oprogramowaniem, nie wiemy dokładnie skąd się wziął. Kara pięciu sekund nie jest idealna, ale też nie jest końcem świata."

Nawet z taką karą Russell mógłby zdobyć dobre punkty w Monako, ale błąd Mercedesa przekreślił jego szanse.

"Otrzymałem karę przejazdu przez aleję serwisową. Mieliśmy spore zamieszenia" tłumaczył. "Miałem pozostać na torze, ale potem FIA skierowała bolidy przez pit lane. Pytałem zespół: czy mam zjeżdżać na zmianę, czy nie, ale nie dostałem odpowiedzi, a widziałem już przygotowany mój komplet opon."
"Wszystko działo się zbyt szybko i zakładam, że mechanicy nie dostali informacji, że mają nie dotykać mojego bolidu przez 5 sekund."
"Potem przez radio mówiłem: jestem gotów odbyć karę na następnym okrążeniu, ponieważ miałem 20 sekund przewagi nad [Pierre'em] Gaslym, który jechał za mną, ale przepisy mówią, że kara nie została odbyta prawidłowo i w konsekwencji dostaliśmy przejazd przez aleję serwisową. Przez ten błąd w oprogramowaniu prawdopodobnie zyskałem może jedną dziesiątą sekundy na pit lane, a straciłem 13 pozycji."

Toto Wolff potwierdził po wyścigu, że kwestia odbycia kary przez Russella była "oczywistym błędem zespołu".

Dodał jednak, że przyjrzy się bliżej komunikacji radiowej: "Musimy przyjrzeć się naszej komunikacji i temu, czy faktycznie spodziewaliśmy się, że on zjedzie do boksu, bo z tego co pamiętam, chodziło raczej o pozostanie na torze i nie zjeżdżanie. Ale mimo wszystko trzeba być czujnym i dopilnować tego, a nam się to nie udało."

George Russell do tej pory unikał zrzucania winy na pecha, starając się tłumaczyć lepszą formę Antonellego kwestiami innego stylu jazdy. Po GP Monako Brytyjczyk nieco zmienił swoje spojrzenie, ale widać, że z coraz większym trudem przychodzi mu wmawianie sobie, że wszystko może się jeszcze odwrócić.

"Jestem bardziej niż sfrustrowany. Trudno mi pojąć, jakim cudem ten sezon potoczył się w taki sposób" mówił. "Wczoraj miałem zły dzień i to akceptuję, ale wynik z ostatnich dwóch wyścigów… chciałbym móc wziąć na siebie odpowiedzialność za awarię bolidu w Kanadzie albo za dzisiejsze kary. Ale to wszystko było całkowicie poza moją kontrolą i to bardzo trudne do przełknięcia."
"Nie wierzę szczególnie w szczęście czy pecha, ale gdy patrzę na cały sezon - prowadzenie w Kanadzie i awaria, potencjalne podium dzisiaj i zero punktów, prowadzenie w Japonii i samochód bezpieczeństwa pojawiający się 10 sekund po moim pit stopie - niewiele rzeczy poszło po mojej myśli. Cały sezon mógł wyglądać zupełnie inaczej. A teraz tracę 68 punktów do lidera."
"Nie jesteśmy nawet w 30 procentach sezonu, ale już dużo punktów uciekło nam z rąk. To nie jest zbyt przyjemne."

Udostępnij ten wpis Udostępnij na Wykopie Udostępnij na Facebooku Udostępnij na X

0 KOMENTARZY
zaloguj się, by pisać komentarze

Jeśli nie masz jeszcze konta, dołącz do społeczności Formula 1 - Dziel Pasję!

zarejestruj się
LOGOWANIE
Odzyskaj hasło
Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA, a zastosowanie mają Polityka prywatności oraz Warunki korzystania Google.
REJESTRACJA
Ten adres będzie wykorzystywany podczas logowania się do portalu
Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA, a zastosowanie mają Polityka prywatności oraz Warunki korzystania Google.