WIADOMOŚCI

Antonelli skontrował Russella ws. sugestii o tym, że to on ma wszystko do stracenia
Antonelli skontrował Russella ws. sugestii o tym, że to on ma wszystko do stracenia © Mercedes

Kierowcy Mercedesa wymienili się pewnymi uprzejmościami w kontekście swojej walki o mistrzostwo świata w sezonie 2026. Było to pokłosiem sugestii George'a Russella o tym, że to Kimi Antonelli może teraz przegrać walkę o mistrzostwo świata.

2025-baner-f1-dziel-pasje-v2.jpg

Po wydarzeniach z toru im. Gillesa Villeneuve'a i kosztownej awarii George'a Russella przewaga Kimiego Antonellego w mistrzostwach świata wzrosła do 43 punktów. Chociaż do końca sezonu wciąż jeszcze daleka droga, tę przewagę należy uznawać za dużą, tym bardziej że ostatnie cztery wyścigi padały łupem 19-latka.

Smaczku tej sytuacji dodaje fakt, iż to Russell był stawiany w roli lidera Mercedesa przed rozpoczęciem sezonu. Nic zatem dziwnego, że już po weekendzie w Kanadzie narzekał na swojego tegorocznego pecha. Po przyjeździe do Monte Carlo zaczął jednak podkreślać, że nie ma nic do stracenia w walce o końcowe trofeum, zrzucając całą presję na swojego młodszego zespołowego partnera:

"Teraz to on może to przegrać. Ma przecież tak dużo punktów przewagi. W moim przypadku presja jednak zmalała, a w zasadzie jej już nie ma. Dzięki temu można czerpać frajdę z każdego wyścigu i próbować każdy z nich wygrać. Nie mam nic do stracenia", przyznał zawodnik z King's Lynn, cytowany przez Motorsport.

Na odpowiedź ze strony Antonellego nie trzeba było długo czekać w trakcie czwartkowych zajęć medialnych:

"Na pewno łatwo się nie poddam. Sezon jest jeszcze na wczesnym etapie. Zostało przecież 17 wyścigów i wciąż jest naprawdę wcześnie, aby rozmawiać o mistrzostwie. Gdy tylko wsiadam do bolidu, staram się dawać z siebie wszystko", zaznaczył Włoch.
"Próbuję maksymalizować wyniki i zobaczymy, gdzie się znajdziemy na koniec sezonu. Trudno jednak myśleć o straceniu czegoś, czego nawet się nie ma. Nie wygrałem mistrzostw. Jak zatem mogę stracić coś, czego nie zdobyłem?

Antonelli odniósł się także do kwestii presji ze strony europejskich kibiców, przez którą w poprzednim sezonie miał gorzej radzić sobie na dobrze mu znanych torach. 19-latek zapewnił, że nie dojdzie do powtórki, tym bardziej że w zeszłym tygodniu zgarnął prestiżowe Trofeum Lorenzo Dziubaniego, przyznawaną za imponujące postępy sportowe:

"Nie odczuwam aż takiej presji. Jestem dość spokojny o całą sytuację, ponieważ sezon wciąż jest na bardzo wczesnym etapie. Chcę po prostu dalej robić to, co robię, podnosić poprzeczkę jeszcze wyżej i wygrywać jak najwięcej. Oczywiście oczekiwania rosną, a jako Włoch mam świadomość, jak jesteśmy w tym emocjonalni i jak potrafimy się tym ekscytować."
"Nie chcę dać się ponieść tym oczekiwaniom, a raczej skupić się na tym, co muszę robić w tym procesie. Potem dopiero chodzi o dowiezienie jak najlepszego wyniku. Oczywiście George to mocny zespołowy partner, który utrudni mi życie, ale będę próbował sobie z tym radzić w każdej możliwej sytuacji."

Antonelli zabrał też głos odnośnie bezpośrednich pojedynków na torze z Russellem, które o mały włos nie kończyły się kolizjami w Kanadzie. Toto Wolff zasugerował po nich wprowadzenie tzw. zasady Maxa, a Włoch przyznał, że zespół wyciągnął wnioski z tych batalii:

"Odbyliśmy rozmowę po weekendzie, a tak naprawdę jeszcze jedną przed przyjazdem tutaj. Przeanalizowaliśmy wszystkie sytuacje z Kanady i konkluzja była taka, że możemy ścigać się między sobą bez przeszkód, o ile zachowamy wzajemny szacunek i nie będziemy narażać się na sytuacje, po których mogłyby pojawić się uszkodzenia w jednym aucie lub obu."
"Zespół nigdy nie chce narzucać żadnych zasad. Zrozumiałe jest to, że chce, by oba samochody dojeżdżały do mety i zdobywały jak najwięcej punktów. My również mamy to tyłu głowy. Ścigamy się dla samych siebie, bo chcemy być najlepsi i wygrywać, aczkolwiek rywalizujemy też dla zespołu, gdyż chcemy odwdzięczyć się ponad 2000 osobom pracującym w Brackley i Brixworth."
"Byliśmy tego świadomi i na pewno nadal będziemy ze sobą rywalizować tak jak w Kanadzie. Na pewno nieco mądrzej, ale zespół chce, żebyśmy to robili bez przeszkód. Tak to powinno wyglądać, bo nie można trzymać kierowcy na smyczy, który walczy o zwycięstwa i mistrzostwo. Nie można mu po prostu powiedzieć, że ma odpuścić i jechać spokojnie z tyłu. Ekipa chce, byśmy się ścigali."

Udostępnij ten wpis Udostępnij na Wykopie Udostępnij na Facebooku Udostępnij na X

0 KOMENTARZY
zaloguj się, by pisać komentarze

Jeśli nie masz jeszcze konta, dołącz do społeczności Formula 1 - Dziel Pasję!

zarejestruj się
LOGOWANIE
Odzyskaj hasło
Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA, a zastosowanie mają Polityka prywatności oraz Warunki korzystania Google.
REJESTRACJA
Ten adres będzie wykorzystywany podczas logowania się do portalu
Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA, a zastosowanie mają Polityka prywatności oraz Warunki korzystania Google.