George Russell wydaje się robić dobrą minę do złej gry po tym jak w Montrealu usterka techniczna pozbawiała go szansy na zwycięstwo i przerwanie świetnej passy Kimiego Antonellego.
Brytyjczyk twierdzi, że piłeczka jest obecnie po stronie Włocha, ale presja również jest po jego stronie i to on może obecnie wszystko stracić.
Nie trzeba sięgać daleko pamięcią, aby przywołać podobne pojedynki z przeszłości. Boleśnie i to w samej końcówce sezonu przekonał się o tym w zeszłym roku Oscar Piastri, który po przerwie wakacyjnej był praktycznie murowanym kandydatem na mistrza świata, ale na koniec sezonu triumfem cieszył się Lando Norris, a niewiele brakłoby, aby obu kierowców McLarena pogodził Max Verstappen.
Po piątej rundzie mistrzostw świat w tym roku przewaga Kimiego Antonellego nad drugim w klasyfikacji Georgem Russellem wzrosła do 43 punktów.
Russell przekonuje, że częściowo za tak dużą stratę odpowiada zwykły pech. Brytyjczyk pewnie wygrał inaugurujące sezon GP Australii, ale już w Szanghaju podczas kwalifikacji miał problem ze swoim bolidem, a w Japonii na torze w niekorzystnym dla niego momencie pojawił się samochód bezpieczeństwa, co otworzyło Antonellemu drogę do zwycięstwa na legendarnej Suzuce.
W Montrealu po niezłym występie w piątek i sobotę, Russell również miał duże szanse na zwycięstwo w Grand Prix do czasu usterki technicznej, która unieruchomiła jego bolid na torze.
"Obecnie tylko on może wszystko stracić" mówił Russell pytany o sytuację mistrzostwach świata po GP Kanady. "Ma już ogromną przewagę punktową. Mam wrażenie, jakby… bogowie nie chcieli, żebym brał udział w tej walce. Kiedy patrzę na moment wyjazdu samochodu bezpieczeństwa w Japonii, awarię w Q3 w Chinach podczas walki o pole position czy awarię, gdy byłem na prowadzeniu tutaj."
Do czasu wizyty w Montrealu walka między kierowcami Mercedesa przebiegła dość spokojnie. Uskrzydlony swoimi rekordami Antonelli w Kanadzie najwyraźniej chciał podtrzymać dobrą passę i w obozie Mercedesa już podczas sprintu mocno się zagotowało. Sytuacja stała się na tyle poważna, że interweniował sam Toto Wolff, a kierowcy musieli stawić się na dywaniku w jego gabinecie.
W głównym wyścigu zacięte pojedynki do czasu usterki w bolidzie oznaczonym numerem #63 również musiały przyprawiać o dreszcze szefostwo zespołu. Mimo to kierowcy przekonują, że darzą się ogromnym szacunkiem, a taka walka bardzo im się podoba i przypomina czasy kartingu.
"Uwielbiałem to. Uważam, że to było fantastyczne. Nie miałem takiej walki od lat" przekonywał Russell. "Nie widziałem takiej rywalizacji prawdopodobnie od czasu Lewisa Hamiltona i Nico Rosberga w Bahrajnie w 2014 roku. I te nowe bolidy pozwalają na takie ściganie. Te nowe silniki również to umożliwiają."
W tym miejscu Russell przypomniał o toczącej się cały czas na padoku dyskusji dotyczącej wprowadzenia zmian w jednostkach napędowych od sezonu 2027, sugerując że obecna sytuacja w pełni mu odpowiada.
"Nie wiem, dlaczego ktokolwiek chciałby je zmieniać. Mieliśmy niesamowite pojedynki w Melbourne, świetne walki w Chinach, a Kimi i ja stoczyliśmy fantastyczną walkę dzisiaj i wczoraj i to wszystko jest możliwe właśnie dzięki temu, jakie mamy obecne jednostki napędowe. Takie jest przynajmniej moje zdanie."
© Mercedes


Jeśli nie masz jeszcze konta, dołącz do społeczności Formula 1 - Dziel Pasję!
zarejestruj się