Kierowca McLarena nie szczędził krytycznych głosów po zakończeniu zmagań w Spa. Dotyczyły one "beznadziejnych" nowych regulacji technicznych oraz braku działań sędziów odnośnie jego kolizji z Charlesem Leclerkiem.
Ardeńska rywalizacja przypomniała o słabościach nowych przepisów technicznych związanych z zarządzaniem energią. Kierowcy, którzy nie dysponowali ją na długich odcinkach pokonywanych pełnym gazem, nie mieli większych szans na skuteczną obronę przed rywalami, czego najlepszym dowodem były "mijanki" z pierwszych kilometrów wyścigu.
Najbardziej widać to było po zawodnikach dysponujących silnikami Mercedesa, którzy nie mieli energii po wyjściu z La Source. W kwalifikacjach prędkości generowane prostych również w dłużej mierze wynikały z tego, ile zapasu elektrycznego udało się zachować po wyjściu z zakrętu.
Nic zatem dziwnego, że większości stawki nie spodobał się taki sposób rywalizacji na belgijskim obiekcie. Po zakończeniu niedzielnych zawodów najgłośniej mówił o tym Oscar Piastri, który swoje wątpliwości przekazywał już w czwartek, a następnie po czasówce:
"To jest beznadziejne i naprawdę nie mogę nazwać tego inaczej. Raczej nie jestem jedyną narzekającą osobą. Wiem, że George [Russell] miał wiele problemów w ten weekend i bodajże w ostatnich paru weekendach również. Zresztą rozmawiam też z innymi i wyłania się podobna historia", powiedział Australijczyk, cytowany przez PlanetF1.
"Gdy o pozycjach w kwalifikacjach decydują komputery i to, jak się zachowają, lub nie, jest to dość beznadziejny sposób ścigania się. Oczywiście przez ten tor było jeszcze gorzej i było to bardziej wyolbrzymione. Kiedy jednak wraca się do czasówki, patrzy się na wszystkie zakręty i myśli, że jest to porównywalne z zespołowym partnerem, a później traci się 0,2 sekundy, nie jest to przyjemne."
"I tutaj nie chodzi tylko o silniki Mercedesa. Dotyczy też to innych producentów, więc to nie jest tylko nasz problem. Te jednostki są jednak bardzo skomplikowane i wrażliwe na wszystko. Nawet rzeczy, które robi się na okrążeniu wyjazdowym, mogą zadecydować o tym, co się wydarzy, więc to naprawdę zawiły sposób ścigania się."
Co ważne, Piastri zaznaczył, że nie wierzy w dużą poprawę sposobu rywalizacji od 2027 roku, kiedy zmieni się proporcja rozkładu mocy:
"Zmiana przepływu paliwa i mniejsza ilość energii nie rozwiążą tych konkretnych trudności. Chodzi po prostu o to, jak silnik jest skalibrowany i jak tym zarządza, a to jest w pewnym sensie zakorzenione w tych motorach."
"Oczywiście będzie wyglądać to lepiej, gdy wszyscy producenci lepiej zaczną rozumieć te silniki. Nie chodzi też tylko o nas czy Mercedesa, bo z rozmów z innymi kierowcami wynika, że ten problem dotyczy wszystkich. Sam fakt jego istnienia jest już irytujący nie tylko dla mnie."
Zawodnik McLarena był również niezadowolony z innej sytuacji związanej z belgijską rundą. Nie mógł kompletnie zrozumieć, dlaczego sędziowie nie podjęli jakichkolwiek akcji w związku z jego kolizją z Charles Leclerkiem na dojeździe do Les Combes. Po tym zdarzeniu doznał zresztą uszkodzenia podłogi:
"Z mojej perspektywy wyglądało to tak, że znajdowałem się już na białej linii i byłem przyciskany. Przede wszystkim mieliśmy szczęście, że nie zakończyło to się większą kraksą, bo przecież dotknęliśmy się koła na początku strefy hamowania."
"Naprawdę nie wiedziałem, gdzie mam się podziać. Nie twierdziłem, że powinno to się skończyć karą, ale przynajmniej powinna zostać pokazana czarno-biała flaga bądź coś podobnego. Tutaj nie chodzi już nawet o to, że zostawiamy takie zetknięcie się w spokoju, ale o świadomość, że można zostawić absolutne minimum przestrzeni, bo i tak uchodzi to na sucho. Nie jest to zbyt dobre."
© McLaren


21.07.2026 09:24
0
Gdyby się obrócił to na bank byłaby kara dla Leclercka. Moim zdaniem więcej Charles tu dołożył od siebie niż Hamilton w sytuacji z Russellem. Szczęście, że Oscar się nie obrócił.
Jeśli nie masz jeszcze konta, dołącz do społeczności Formula 1 - Dziel Pasję!
zarejestruj się