Pierwsze zderzenie z rzeczywistością nowej ery regulacyjnej F1 jeszcze bardziej wzmocniło krytykę wśród kierowców. Wszystko przez "sztuczność" bezpośredniej rywalizacji koło w koło.
GP Australii zainaugurowało nową formułę silnikową w królowej motorsportu skoncentrowaną bardziej na stronie elektrycznej. Ten fakt nie do końca podobał się kierowcom już w trakcie zimowych testów, a w czasie otwierającego sezon weekendu ich krytyka tylko się nasilała. Pomijając kwestie bezpieczeństwa, po niedzielnych zmaganiach wielu z nich nie omieszkało uwypuklić sztuczności nowego ścigania.
Jeszcze nawet w trakcie zawodów Charles Leclerc - po pierwszym użyciu trybu wyprzedzania - rzucił do swojego inżyniera wyścigowego przez radio, że czuje się, jakby używał grzybka w grze Mario Kart. Nawiązaniem do tej rozrywki - zresztą nie po raz pierwszy - podzielił się także Max Verstappen w rozmowie z Viaplay:
"Jeśli macie z tego przyjemność, okej, ale takie coś to ja robię w domu, kiedy gram w Mario Kart. Osobiście nie czerpię frajdy z kierunku, w jakim poszło to ściganie i nie jest on właściwy", przyznał czterokrotny mistrz świata.
Generalnie Verstappen w powyścigowych wywiadach dawał do zrozumienia swoje zażenowanie nowymi regulacjami. W mediach najbardziej obiły się echem jego reakcja na otrzymanie informacji o zostaniu Kierowcą Dnia, a także gdy został zapytany o to, czy lepiej będzie wyglądało to w Chinach. Holender wymownie zapytał reportera, czy widział charakterystyczną dla tego toru długą prostą.
As Red Bulla unaocznił również fakt, że w jego i nie tylko przypadku już po okrążeniu formującym nie było za dużo dostępnej energii w akumulatorze. Podkreślił także, że jego ostra krytyka wynika głównie z zamiłowania do mistrzowskiej serii:
"Nie miałem nic w akumulatorze. Gdzieś na okrążeniu formującym rozładował mi się cały. Po prostu ruszyłem z miejsca i nie miałem mocy. [Jeśli chodzi o krytykę], tutaj chodzi o dobro dla tego sportu, bo zależy mi na nim. Uwielbiam ścigać się i chcę, żeby wyglądało to lepiej. Zobaczymy, co będziemy mogli zrobić", dodał Verstappen, cytowany przez PlanetF1.
"Liczę, że już nawet w tym roku pojawią się pewne rozwiązania, żeby sprawiało to więcej frajdy. Uwielbiam się ścigać, ale ile można tego znieść? Nie załatwią tego drobne korekty. FIA i F1 powinny nas posłuchać i mam nadzieję, że zostaną podjęte jakieś działania. Nie jestem bowiem jedyny, który o tym mówi."
"Niezależnie od tego, czy chodzi o kierowców czy kibiców, chcemy po prostu tego, co najlepsze dla tego sportu. To nie jest też tak, że my to sobie ot tak krytykujemy. Postępujemy tak z jakiegoś powodu. Chcemy, aby była to prawdziwa F1, a nie F1 na sterydach. Dzisiaj tak z kolei nie było."
Ww. Leclerc zwrócił z kolei uwagę na podstawową różnicę w podejściu do obecnego ściągania się:
"Na pewno zmienia to sposób, w jaki się ścigamy i wyprzedzamy. Wcześniej wszystko sprowadzało się do tego, kto jest najodważniejszy i hamuje najpóźniej", oznajmił zawodnik Ferrari na powyścigowej konferencji prasowej.
"Teraz za każdym manewrem kryje się może więcej strategicznego myślenia, bo przy aktywacji trybu doładowania, można zapłacić za to wysoką cenę. Trzeba przez to myśleć kilka kroków naprzód, żeby ostatecznie znaleźć się z przodu. Na pewno jest to inny sposób ścigania się."
Ciekawymi cytatami podzielili się też przedstawiciele Haasa, którzy na przestrzeni niedzielnych zawodów w Melbourne stoczyli bardzo dużo pojedynków w środku stawki. Obaj nie ukrywali sztuczności, jaka kryje się za trybami doładowania i wyprzedzania:
"To trochę niedorzeczne, że robi się taka delta przy naciśnięciu jednego przycisku, a później traci się tyle na następnej prostej. Są w tym spore wahania, bo to, co zyskuje się na prostej, na której korzysta się z trybu doładowania, to 1/4 tego, co traci się na kolejnej", podkreślił Oliver Bearman, cytowany z kolei przez The Race.
"Jeżeli zatem nie wykona się manewru na początku danej prostej, czyli jeśli nie zrobi się go po wyjściu z zakrętu i nie odzyska się odpowiedniej ilości energii, to na kolejnej i tak straci się tę pozycję. To nie jest ściganie się. To Formuła E."
"To o tyle bolesne, że jako kierowca niewiele można tak naprawdę zrobić. Kiedy skorzysta się z trybu doładowania i nie uda się wyprzedzić - a nawet jeżeli to się zrobi - to na kolejnej prostej jesteś już wystawiony na atak", dodał Esteban Ocon.
"Inny gość po prostu ciebie wyprzedzi. Przydarzyło to się z trzy razy Pierre'owi [Gasly'emu] i z dwa razy Gabiemu [Bortoleto], gdy z nimi walczyłem. Wyprzedzałem i od razu byłem sam wyprzedzany. To bardzo frustrujące i taka jazda wydaje się naprawdę sztuczna."
Krytycznych słów nie szczędził również powracający do F1, Sergio Perez:
"Bardzo trudno zrozumieć, o co w tym chodzi. Czasami w małym stopniu się odpuszcza, a zmiany są większe niż można było się spodziewać. Czasami wjeżdżałem w zakręt nr 3, mając na liczniku 30 km/h więcej i to tylko z powodu innego sposobu odpuszczenia czy otwarcia przepustnicy", zaznaczył Checo.
"Prawdę powiedziawszy, niektórych rzeczy sam po prostu nie rozumiem. To zupełnie inna F1 niż ta, do której byłem przyzwyczajony. Zdecydowanie towarzyszy jej mniej frajdy. Nie ma już takiej zabawy jak kiedyś. Nie jest to świetne."
© Red Bull


09.03.2026 07:18
0
16
Mogą opuścić F1, nikt ich nie zmusza do ścigania się.
W 2014 też był ryk jak wchodziły hybrydy i jakoś ścigają się dalej. Teraz też tak będzie więc czas przestać skamleć, a zacząć pracować nad tym by to opanować i rozwijać
09.03.2026 08:06
10
0
@EnderWiggin Chyba nie zrozumiałeś tego o czym mówią.
09.03.2026 18:36
0
@EnderWiggin chyba jeździsz chinoloelektrogówno
09.03.2026 07:22
8
0
Fia i F1 oczywiście słysząc takie głosy zaraz zmieni przepisy aby temu zarazdzić, i zakaże rozmawiania o zmianach przepisów z dziennikarzami :)
09.03.2026 19:11
0
Przykre patrzeć co stało się z Formułą 1. Kiedyś to był wyścig technologiczny, inżynierowie mieli za zadanie stworzyć najszybsze auto, a kierowcy cisnąć ile fabryka dała. Teraz to sztuczny produkt medialny ze sztucznym ściganiem.
Jeśli nie masz jeszcze konta, dołącz do społeczności Formula 1 - Dziel Pasję!
zarejestruj się