Lider mistrzostw świata postanowił wziąć w obronę nowe przepisy techniczne w królowej motorsportu. Zaapelował do jej środowiska, aby dać trochę czasu na dokładne zapoznanie się z nimi.
GP Australii otworzyło nowy rozdział w historii F1 oparty na bardziej elektrycznych jednostkach napędowych. Była to też pierwsza weryfikacja zapowiedzi o tym, że tryby powiązane z ich zarządzaniem zapewnią większe widowisko na torze.
I faktycznie w samym wyścigu odnotowano znacznie więcej manewrów wyprzedzania niż w zeszłym roku, ale - jak sami wypunktowali kierowcy - wynikało to głównie ze sztuczności nowych narzędzi. Do tego uwypuklono wiele obaw związanych z kwestiami bezpieczeństwa, więc po inauguracyjnej rundzie sezonu zmienione przepisy technicznych nie zyskały dobrej prasy.
Na konferencji prasowej wstawił się za nimi jednak George Russell, który w ten sposób wkomponował się poniekąd w wcześniejsze zapowiedzi Lance'a Strolla. Brytyjczyk zaznaczył, że sytuacja w kontekście zarządzania energią będzie zmieniać się w zależności od toru, a Albert Park Circuit nie ułatwiał tego zadania:
"Jest zdecydowanie inaczej. Interesującą rzeczą związaną z tymi przepisami jest jednak to, że nie na każdym torze będą wyglądać one tak samo. Teraz jedziemy do Szanghaju, gdzie mamy jedną dużą, długą prostą i większość kierowców będzie korzystać z energii właśnie na niej. Nie będzie trzeba tego robić na czterech odcinkach jak tutaj w Melbourne", powiedział zawodnik Mercedesa.
"Należy dać temu szansę. Jest nas 22 i kiedy dysponowaliśmy najlepszymi bolidami, znikomą degradacją ogumienia i byliśmy najszczęśliwsi, każdy uważał, że takie ściganie się jest słabe. Teraz kierowcy nie są w pełni zadowoleni, a każdy mówił, że był to znakomity wyścig. Nie można mieć wszystkiego. Powinniśmy dać temu szansę i zobaczyć, jak to będzie wyglądać po kolejnych rundach."
Brytyjczyk odniósł się także do krytyki m.in. ze strony Lando Norrisa i tego, czy wynika to z przewagi, jaką ma obecnie Mercedes nad McLarenem:
"On zawsze... nie wiem. Gdyby wygrywał, nie mówiłby tego. Nie byliśmy zadowoleni ze sztywności zeszłorocznych bolidów i porpoisingu. Każdego bolały plecy i kierowcy na to narzekali. Kierowcy McLarena twierdzili jednak, że u nich nie było tego podskakiwania, mimo że gdy patrzyło się na ich auto, było ono widoczne."
"Każdy patrzy tylko na siebie i jest egoistą w tej materii. Prawda jest taka, że w zeszłym roku mieliśmy taki sam silnik jak oni, a McLaren wykonał lepszą robotę i nas pokonał. Teraz McLaren ma ten sam silnik jak my, Williams i Alpine. Do tej pory wykonaliśmy lepszą robotę od nich i tak to właśnie wygląda."
Co ciekawe, po zakończeniu australijskich zmagań Russell nie tylko uderzył w McLarena, lecz także Ferrari. Podczas rozmów w tzw. cooldown romie z Charlesem Leclerkiem - z którym notabene tuż po wyjściu z kokpitu wymienił parę gorących zdań - podkreślił, że Ferrari wcale nie było takie wolne.
Monakijczyk zareagował na to wymownym uśmiechem i nawiązaniem do sobotniej czasówki, w której Brytyjczyk pokonał go o ponad 0,8 sekundy. Zanim jednak skończył zdanie, Russell odpowiedział:
"Spi*******ście Q3, bo nikt się nie poprawił poza nimi i przez to byliśmy tak z przodu."
© Mercedes


Jeśli nie masz jeszcze konta, dołącz do społeczności Formula 1 - Dziel Pasję!
zarejestruj się