Międzynarodowa Federacja Samochodowa wprowadziła do Regulaminu Technicznego na sezon 2026 zaostrzone zasady dot. pomiaru stopnia sprężania. Te zaczną obowiązywać jeszcze szybciej niż pierwotnie awizowano.
Afera silnikowa z wykorzystywaniem szarej strefy nowych przepisów wybuchła już w grudniu, gdy zaczęto podejrzewać Mercedesa i Red Bulla o kombinacje z maksymalnym stopniem geometrycznym sprężania cylindra. Wszystko przez wymyślenie patentu z jazdą z wyższym czynnikiem 18:1 w ciepłych warunkach, podczas gdy dotychczasowe regulacje mówiły o 16:1 mierzonym w warunkach otoczenia.
Biorąc pod uwagę potencjalne korzyści - wyceniane na 13-15 KM - Audi, Ferrari i Hondy zebrały się w opozycję, aby wprowadzić odpowiednie korekty w przepisach jeszcze w tym roku. Pierwotnie niewiele wskazywało na to, że będzie to możliwe, zważywszy na zbliżające się terminy homologacji i niewystarczającą liczbę potrzebnych głosów do przeforsowania zmian.
Zwrot akcji nastąpił jednak po tym, jak przeciwko Mercedesowi zwrócił się Red Bull, a po spotkaniu Komitetu Doradczego ds. Jednostek Napędowych w czasie bahrańskich testów rozpoczęło się głosowanie nad nową procedurą pomiaru stopnia sprężenia. Odnosiło się to do kontroli nie tylko w warunkach statycznych, lecz także w temperaturze 130 stopni Celsjusza i wejścia w życie od GP Holandii.
Chociaż przewijały się pogłoski, że i ten pomysł może nie zyskać aprobaty wśród zainteresowanych podmiotów, 27 lutego w Regulaminie Technicznym i punkcie C5.4.3 pojawiły się odpowiednie korekty dot. nowych procedur. Sobotniego poranka o tym fakcie poinformowała sama FIA, przekazując specjalne oświadczenie dla mediów.
Od 1 czerwca zaczną obowiązywać dwa pomiary stopnia sprężania - zgodnie z oczekiwaniami - jeden w warunkach otoczenia, a drugi w temperaturze roboczej 130 stopni Celsjusza. Wejdą one jednak w życie sześć wyścigów szybciej niż pierwotnie zakładano. Wydarzy się to już bowiem podczas GP Monako, a nie GP Holandii.
Oznacza to, że jeśli Mercedes faktycznie zyskał pewne korzyści na tym polu, będzie musiał wprowadzić właściwe zmiany w konstrukcji silnika dwa miesiące wcześniej. Istotna tutaj jest jednak informacja przekazana przez serwis The Race, że Niemcy nie zagłosowali przeciwko tej modyfikacji, co może sugerować, że nie obawiają się nowej procedury pomiaru. Wkomponowywałoby się to w wcześniejsze wypowiedzi Toto Wolffa.
Z tego powodu w tym kontekście można mówić jedynie o połowicznym zwycięstwie "atakujących" producentów, gdyż ci sami będą musieli dostosować się do kontroli w ciepłych warunkach. Warto jednak zaznaczyć, że od 2027 roku zacznie obowiązywać pomiar tylko przy 130 stopniach Celsjusza. Tutaj pewne zyski mogą osiągnąć pozostali gracze, jeśli chodzi o konstrukcję silnika i stopień sprężenia w warunkach otoczenia. To potencjalnie może oznaczać kolejną... szarą strefę przepisów.
© Mercedes


28.02.2026 12:49
0
"Niemcy nie zagłosowali przeciwko tej modyfikacji, co może sugerować, że nie obawiają się nowej procedury pomiaru. Wkomponowywałoby się w to wcześniejsze wypowiedzi Toto Wolffa."
No oczywiscie, ze tak bo pomiar przy 130 stopniach, gdy silnik pracuje przy 350 jest totalnie niepowazny. Pewnie Merc ma tak materialy dobrane, ze komora spalania kurczy sie (jakkolwiek to osiagneli) przy temperaturze pracy silnika, czyli gdzies pewnie powyzej 250-300 stopni, wiec badania przy jakies smiesznej temperaturze 130 stopni niczego nie zmieni.
Na prawde nie ogarniam braku myslenia wsrod ludzi z FIA.
Jeśli nie masz jeszcze konta, dołącz do społeczności Formula 1 - Dziel Pasję!
zarejestruj się