Szef Ferrari wyraził swoje niezadowolenie związane z działaniami, jakie podjęła FIA w kwestii zmian w procedurze startowej. Francuz jasno zaznaczył, że Federacja wprowadziła je w nie do końca sprawiedliwy sposób względem jego zespołu.
Procedura startowa okazała się jednym z głównych tematów przepychanek politycznych po wejściu w nową erę regulacyjną. Wszystko przez problemy spowodowane efektem tzw. turbodziury, na które już rok temu zwracało uwagę Ferrari.
Konkurencyjne zespoły tym się jednak nie przejęły, w związku z czym Scuderia postawiła na mniejszą turbosprężarkę. Poskutkowało to naturalnie odjęciem paru koni mechanicznych, ale zaowocowało lepszymi momentami startowymi, które były zwłaszcza zauważalne w czasie zimowych testów.
Po zainaugurowaniu zmagań Ferrari wciąż dysponowało przewagą nad tym polu, aczkolwiek nie była już taka imponująca. Wszystko przez działania FIA, która po naciskach ze strony innych ekip i argumentem dot. poprawy bezpieczeństwa wprowadziła odpowiednie korekty w procedurze startowej, wydłużając ją m.in. poprzez dodatkowe niebieskie światła.
Takie działania były naturalnie nieuniknione, zważywszy na różnice w prędkościach na pierwszych metrach i np. sytuację Franco Colapinto z Liamem Lawsonem z GP Australii. W Miami sprawdzono zresztą kolejne poprawki na tym polu. W rozmowie z The Race Frederic Vasseur nie ukrywał jednak swojego niezadowolenia takim obrotem spraw:
"Kompromis odnosi się do tego, czy chcemy zyskać 0,1 sekundy czy stracić 5 pozycji na starcie. Gdy zapyta się o to inżynierów, powiedzą, że lepiej postawić na dobry start. Wyobraźcie sobie to wszystko bez niebieskich świateł. Niektóre bolidy znajdowałyby się ciągle na starcie w Chinach", przyznał francuski działacz.
"Można wyciągać argumenty związane z bezpieczeństwem. FIA ma do tego prawo i muszę to po prostu zaakceptować. Uważam jednak, że jest to trochę niesprawiedliwe względem nas. W zeszłym roku rozmawiałem o tym z FIA. Rozmawialiśmy o tym zarówno na spotkaniu ze Sportowym Komitetem Doradczym, jak i tym Silnikowym."
"Naprawdę zaakceptowałem odpowiedź FIA, że należy projektować bolid zgodnie z przepisami, a nie przepisy pod bolid. To bardzo dobre podejście. Później jednak połowa lub 40% stawki narzeka na to, że jest za bardzo niebezpiecznie. Politycznie zostało to odpowiednio rozegrane, natomiast nie za bardzo fair."
Ekipę z Maranello za takie "egoistyczne" podejście do tej sprawy krytykował m.in. George Russell z Mercedesa. Finalnie i tak nie miała ona za wiele do powiedzenia, gdyż FIA wprowadziła odpowiednie korekty za sprawą karty bezpieczeństwa:
"To kwestia bezpieczeństwa, której nie muszę akceptować. To była decyzja bazująca na kwestiach bezpieczeństwa i to do nich należało. Nawet jeśli każdy byłby przeciwko, mogliby to wprowadzić."
Vasseura najbardziej sfrustrowało jednak to, że Ferrari w żaden sposób nie wykorzystało szarej strefy przepisów - tak jak to miało miejsce w przypadku sagi silnikowej dot. stopnia sprężania - a mimo to częściowo straciło osiągnięte korzyści. W tym celu posłużył się jednym z pomysłów zaproponowanych przez Maxa Verstappena:
"Dla nas było to zbyt surowe. Rozumiem, że postąpili tak ze względów bezpieczeństwa, aczkolwiek inną opcją mogłoby być poproszenie ich o start z alei serwisowej, jeśli uznają to za niebezpieczne. My też musieliśmy podjąć jakiś wybór. Opracowaliśmy silnik przy zachowaniu odpowiednich kryteriów, a oni w ostatniej chwili zmienili przepisy."
© Ferrari


Jeśli nie masz jeszcze konta, dołącz do społeczności Formula 1 - Dziel Pasję!
zarejestruj się