Siedmiokrotny mistrz świata skomentował ostatnie dość częste podpadanie sędziom, za co był kilkukrotnie karany. Brytyjczyk przyznał, że nie chce już więcej dawać im powodów do nakładania na niego kar.
Mimo że po ostatnich wyścigach to Lewis Hamilton wskoczył na pozycję wicelidera mistrzostw świata, nie ulega wątpliwości, że jego dorobek punktowy mógłby być lepszy, gdyby nie sankcje, jakie w ostatnim czasie regularnie otrzymywał. Wystarczy wspomnieć, że na przestrzeni niedawnych trzech weekendów wyścigowych dostał cztery kary.
Pierwsza z nich odnosiła się do falstartu na torze Silverstone, a druga do spowodowania kolizji z George'em Russellem w GP Belgii. Ta druga decyzja notabene wywołała pewne wątpliwości w padoku, tym bardziej że sam kierowca Mercedesa powiedział, że był to incydent wyścigowy. 41-latek nie był jednak zainteresowany rozmową w tej sprawie z oficjelami podczas briefingu na Hungaroringu.
Na węgierskiej ziemi nałożono na niego dwie kolejne sankcje. Dotyczyły przyblokowania Oscara Piastriego w kwalifikacjach i przekroczenia prędkości w alei serwisowej w wyścigu. Frederic Vasseur zdążył wytłumaczyć, co przyczyniło się do tego drugiego przewinienia, ale rzucił też trochę światła na techniczny jego aspekt.
Z raportu sędziów wynikało bowiem, że przekroczenie odnoszące się do limitu 80 km/h na wynosiło zaledwie 0,1. Biorąc jednak pod uwagę pewne tolerancję w zakresie kalibracji licznika, okazało się, że to odstępstwo mogłoby być jeszcze mniejsze:
"Limit wynosił 80 km/h, natomiast FIA zgodziła się na 80,05, a u nas wynosiło to 80,06. Gdy cały weekend układa się źle, to 0,1 robi nawet dużą różnicę", przyznał szef Ferrari, cytowany przez The Race.
A co na to sam zainteresowany? Hamilton nie ukrywał, że musi wziąć odpowiedzialność za większość z nich i nie może dawać więcej sędziom pretekstów do karania:
"Trzy ostatnie wyścigi były z mojej strony zwyczajnie kiepskie. W Silverstone falstart to była moja wina. W ostatnim wyścigu nawet kierowca, z którym się zderzyłem, powiedział, że był to incydent wyścigowy. Kara ta nie była zatem potrzebna i kosztowała mnie sporo punktów. Sytuacja z czasówki była po prostu pechowa", oznajmił Brytyjczyk
"Biorę jednak za nią odpowiedzialność, bo powinienem spojrzeć w lusterka. Byłem pewny, że wszyscy byli już po swoich szybkich kółkach. Odpowiedni komunikat dostałem dopiero wtedy, gdy był już za mną. Był to błąd w komunikacji. Muszę dopilnować, żeby nie dawać im powodów do nakładania na mnie kolejnych kar."
Co ciekawe, zawodnik Ferrari ujawnił, że rozmawiał z FIA nt. sposobu oceny startów po tym, jak dopuścił się przewinienia na Silverstone Circuit. Niewykluczone, że Federacja wprowadzi pewne zmiany w tym zakresie:
"Rozmawialiśmy o tym podczas odprawy kierowców, że obecny sposób tego oceniania nie jest konsekwentny. W przeszłości bywało bowiem tak, że kierowcy wcześniej się ruszali i nie byli karani. Rozmawialiśmy o tym, że dopóki nie zgaśnie ostatnie światło, nie powinno być to sankcjowane. Nie wyjechałem bowiem poza swoje pole, z czym się zresztą zgodzili. Analizują to pod kątem przyszłości."
© Ferrari


Jeśli nie masz jeszcze konta, dołącz do społeczności Formula 1 - Dziel Pasję!
zarejestruj się