Szef McLarena ustosunkował się do frustracji swojego kierowcy związanej z przebiegiem niedzielnych zawodów na Hungaroringu. Włoski działacz całkowicie ją rozumiał.
Z nieba do piekła - tak w skrócie można było podsumować niedzielną rywalizację na Hungaroringu Oscara Piastriego. Pomimo znakomitego startu, dzięki któremu długo przewodził stawce, nie wywalczył żadnego punktu, a wszystko z powodu usterki skrzyni biegów. Zanim jednak do tego doszło, w dość nietypowych okolicznościach stracił prowadzenie w wyścigu na rzecz Lando Norrisa.
Po tym, jak aktualny mistrz świata był sfrustrowany jazdą w brudnym powietrzu za swoim zespołowym partnerem, domagał się wcześniejszego zjazdu na drugi pit stop. McLaren rozegrał to jednak inaczej, gdyż najpierw - w celu uniknięcia "podcięcia" ze strony Lewisa Hamiltona - ściągnął Piastriego, a Norrisowi pozwolił zbudować większy offset opon na dalszą fazę wyścigu.
Efekt był jednak taki, że dzięki dobremu tempu Brytyjczyka w czystym powietrzu połączonemu ze stratą czasu i kolizją Oscara z dublowanym Carlosem Sainzem kolejność między tą dwójką zamieniła się po pit stopach. Wywołało to naturalną frustrację u Australijczyka przez radio, aczkolwiek już w późniejszych rozmowach z mediami rozumiał postępowanie swojego zespołu:
"Gdy Lando wyjechał z pit stopu przede mną, miałem świadomość, że nie mam tempa, by go zaatakować. Zdałem sobie też sprawę z tego, że moje szanse na zwycięstwo praktycznie przepadły. Myślałem sobie, że może zespół mógłby nie ściągać Lando do boksu, gdyby walka odnosiła się tylko do dwóch samochodów", skomentował Piastri, cytowany przez Motorsport.
"Tak jednak nie było i to nie był wyścig tylko dwóch samochodów. Zespół nie mógł ot tak nie wzywać sobie Lando na pit stop z powodu czegoś, na co on ani ja nie mieliśmy żadnego wpływu. Na tym polu wszystko było okej. Byłem po prostu mocno wkurzony w tamtym momencie. Gdyby nie ta kolizja, byłbym wciąż przed Lando."
Do całego postępowania McLarena i frustracji Piastriego ustosunkował się naturalnie Andrea Stella:
"Gdy Hamilton zjechał na pit stop, mógł "podciąć" oba McLareny, więc musieliśmy zareagować. Oscar był z przodu, więc dla nas to on był właściwym bolidem do wezwania do boksu. Od razu po wyścigu Oscar zaznaczył, że jego komentarz pojawił się w przypływie złości. Przytrafiło się kilka niefortunnych incydentów, a najważniejszy z nich to kolizja Oscara z dublowanym kierowcą", przyznał Włoch.
"Kiedy jednak Lando znalazł się w czystym powietrzu, jego tempo było mega. Z każdym okrążeniem zyskiwał 0,5 sekundy, a takie tempo oznaczało, że znajdzie się przed Oscarem. On to zresztą zrozumiał. Zrozumiałe jest też to, że kiedy prowadzi się przez niemal połowę wyścigu, a potem traci się prowadzenie z powodu dublowanego kierowcy, to może pojawić się taki komentarz w przypływie złości."
Szef McLarena zabrał również głos odnośnie tego, czy rozważano powtórkę z 2024 roku i wykonanie szybszego pit stopu z Norrisem, a potem zastosowanie team orders:
"Zawsze rozważa się wszystkie opcje. Analizuje się to, jak wywalczyć jak najwięcej punktów dla zespołu, ale jest to też sposób na utrzymanie konsekwencji w naszej idei ścigania się. Do momentu zjazdu Oscara zasłużenie prowadził dzięki akcjom w pierwszych dwóch zakrętach, więc zasłużył na szansę, by wygrać ten wyścig. Na innych torach Lando raczej wyprzedziłby go, ale tutaj było to trudne."
Stella poruszył także wątek komunikatów radiowych kierowanych w stronę Norrisa, aby nie naciskał tak mocno. Wynikało to z obaw o kwestie niezawodności:
"W przypadku Lando najważniejszą rzeczą było to, że zarządzaliśmy paroma kwestiami związanymi z niezawodnością, więc nie było absolutnie żadnej potrzeby używania krawężników, o czym go instruowaliśmy. Lando nie próbował niczego udowadniać. Prowadził, jechał w czystym powietrzu i miał sporo tempa w zanadrzu."
© McLaren


Jeśli nie masz jeszcze konta, dołącz do społeczności Formula 1 - Dziel Pasję!
zarejestruj się