Esteban Ocon to kolejny kierowca, który padł ofiarą hejtu ze strony fanatyków Franco Colapinto. Między zawodnikami w trakcie ostatniego wyścigu doszło do kolizji, a menadżer Colapinto zaapelował o to, aby kibice Franco przestali wysyłać obraźliwe wiadomości w stronę rywali.
W trakcie niedzielnego wyścigu w Szanghaju, Esteban Ocon oraz Franco Colapinto zderzyli się w zakręcie numer 1 po tym, jak Francuz przypuścił atak tuż po wyjeździe kierowcy Alpine z alei serwisowej.
Ocon wziął winę na siebie jeszcze w trakcie rywalizacji, a sędziowie wlepili mu 10-sekundową karę czasową.
Choć obaj kierowcy kontynuowali rywalizację, incydent z Estebanem kosztował Colapinto kilka pozycji na mecie - mimo to, zawodnik z Argentyny po raz pierwszy w barwach Alpine dojechał w punktowanej dziesiątce.
Po wyścigu, argentyńscy kibice za pośrednictwem mediów społecznościowych umieścili pełno nieprzyzwoitych komentarzy pod adresem Ocona. Wśród całego hejtu, jaki wylał się na francuskiego zawodnika, doszło nawet do gróźb śmierci wobec niego oraz jego rodziny.
To poważny problem, który po raz kolejny pojawia się w środowisku Formuły 1.
Niecały rok temu, kibice Colapinto dopuścili się podobnych czynów wobec Yukiego Tsunody, który narzekał na zachowanie Argentyńczyka w czasie jednej z sesji treningowych.
Ogromnyhejt w sieci spotkał także Kimiego Antonellego, który w zeszłorocznym wyścigu o GP Kataru stracił pozycję na rzecz Lando Norrisa, co zagrało na korzyść Brytyjczyka w walce o tytuł mistrzowski.
Po wyścigu w Chinach, Ocon po raz kolejny przyznał się do winy zaznaczając, iż wyjaśnił sprawę z Franco:
"Przez cały wyścig walczyłem z Franco Colapinto, a ten ostatni incydent to zdecydowanie moja wina. Byłem zbyt optymistyczny, a miejsca tak naprawdę tam nie było" - wyjaśnił Francuz.
"To był trochę desperacki manewr, bo przed wyjazdem samochodu bezpieczeństwa jechaliśmy realnie na piątej lub szóstej pozycji. Do zdobycia był jeszcze jeden punkt, więc to była jedyna szansa, żeby spróbować go zdobyć kosztem Franco. To było podejście typu "wszystko albo nic", ale nie powinno się to tak skończyć."
"Przeprosiłem go i powiedziałem, że cieszę się, że zdobył punkt, bo na to zasłużył. Pojechał bardzo dobry wyścig."
Incydent skomentował także sam Franco, który potwierdził, że rozmawiał z Estebanem:
"Nie widziałem powtórki - po prostu uderzył mnie w prawe tylne koło i uszkodził mój samochód. Tak już bywa. Przeprosił i wszystko jest w porządku, ale oczywiście to bardzo irytujące, że przez to straciliśmy kilka punktów."
Sprawą zajął się także menadżer Franco Colapinto, Jamie Campbell-Walter, który zaapelował do kibiców Franco o zaprzestanie zamieszczania obraźliwych treści w sieci:
"Komunikat publiczny: prosimy, aby nie wysyłać obraźliwych wiadomości ani gróźb śmierci do Estebana, jego rodziny ani zespołu Haas."
"To nie cofnie tego incydentu, a jedynie rzuca złe światło na fanów Franco. Dziękujemy za zachowanie pozytywnego i pełnego szacunku wsparcia."
© Alpine


Jeśli nie masz jeszcze konta, dołącz do społeczności Formula 1 - Dziel Pasję!
zarejestruj się