Królowa motorsportu przekazała świetną nowinę dla hiszpańskich kibiców. Włodarze serii przedłużyli umowę z Circuit de Barcelona-Catalunya, aczkolwiek w formie rotacyjnego wydarzenia.
Przyszłość podbarcelońskiego toru w terminarzu F1 stanęła pod dużym znakiem zapytania po tym, jak miano organizacji GP Hiszpanii przejął Madryt. Obecna umowa zobowiązywała jeszcze do goszczenia najlepszych kierowców świata w 2026 roku, ale zważywszy na spore zainteresowanie organizacją starych/nowych wyścigów, niewiele wskazywało na to, aby Liberty Media pozwoliła sobie na dwie kastylijskie rundy.
A jednak. Włodarzom Circuit de Barcelona-Catalunya udało się wynegocjować nowy kontrakt do 2032 roku, aczkolwiek w formie rotacyjnego wydarzenia. Będzie ono połączone z zawodami na Spa-Francorchamps. Belgowie będą gościć stawkę F1 w latach nieparzystych (2027, 2029, 2031), podczas gdy Katalończycy w parzystych (2028, 2030, 2032).
Z komunikatu mistrzowskiej serii jasno wynika, że dużą rolę w tym odegrały inwestycje poczynione na obiekcie w Montmelo. Nie należy też zapominać o długiej historii tego toru, który organizował GP Hiszpanii nieprzerwanie od 1991 roku, a do tego wielokrotnie był areną przedsezonowych testów. Od tego roku kierowcy będą rywalizować tutaj w ramach Grand Prix Barcelona-Catalunya.
Ogłoszenie rotacyjnej umowy z kolejnym, europejskim obiektem oznacza, że - bazując na obecnych długościach kontraktów - w 2027 roku niemal na pewno pojawi się nowy wyścig. Największe szanse daje się na to Tajlandii, która opublikowała już nawet planowaną nitkę w Bangkoku (choć sami organizatorzy mają celować w sezon 2028). Przypomnijmy, że w przyszłym roku do kalendarza powróci Portugalia.
© McLaren


16.02.2026 17:42
0
akurat za tym torem nikt by nie płakał
16.02.2026 18:09
0
@michal395 Dużo lepszy niż nawet nie gotowy Madryt który JEŚLI ukończą będzie procesją jak 2. sektor w Baku (jeden z zakrętów prawdopodobnie nawet węższy od najwęższego fragmentu sekcji zamkowej), a zmiany nitki czyli przede wszystkim usunięcie szykany poprawiło ściganie.
Na wyścig z 2025 nie ma co patrzeć, bo pod względem wyścigów sezon 2025 miał wyjątkowo mało manewrów wyprzedzania po części przez zbyt podobne tempo stawki, za krótkie strefy DRS (wina FIA) i zespoły które zrozumiały regulacje techniczne bolidów i poprawki poszły w kierunku przeciwnym ducha pezepisów. Ale w 2023 i 2024 wyścigi tam były znacznie lepsze niż wcześniej.
Ze zdecydowanie najgorszego toru w kalendarzu, może na równi tylko z Hungaroringiem, teraz jest przynajmniej poprawny pod kątem ścigania.
Jeśli nie masz jeszcze konta, dołącz do społeczności Formula 1 - Dziel Pasję!
zarejestruj się