Brytyjski działacz w dość krytyczny sposób wypowiedział się odnośnie swoich najbliższych pracowników z czasów swoich rządów w Red Bullu. 52-latek bez ogródek przyznał, że nie mógł polegać zwłaszcza na Adrianie Neweyu, gdy pojawiły się pierwsze oznaki problemów w Milton Keynes.
Christian Horner nie znika w ostatnich dniach z nagłówków mediów. Wszystko z powodu wywiadu udzielonego dla The Times, który - poza komentarzami wygłoszonymi w serialu "Drive to Survive" i podczas tegorocznej wizyty na torze Silverstone - był jego pierwszym takim publicznym wystąpieniem, odkąd został zwolniony z Red Bulla.
W przestrzeni medialnej największą burzę wywołały jego słowa o marzeniu, jakim jest praca w Ferrari, co tylko podsyciło plotki w temacie przyszłości Frederica Vasseura. Poskutkowało to m.in. tym, że Scuderia zorganizowała specjalną konferencję, aby od nich się odciąć.
Nie były to jednak jedyne takie ciekawe cytaty z ust Hornera. Wyraził swój żal wobec zwłaszcza Adriana Neweya, który w obliczu pierwszych problemów w Milton Keynes postanowił opuścić zespołu. Potwierdził tym samym wcześniejsze pogłoski o tym, że obaj panowie nie dogadywali się w końcówce swojej współpracy:
"Stałem za nim murem i wierzyłem w to, że on stoi za mną. Przy pierwszych oznakach problemów Adrian chciał jednak opuścić ten statek. Zrobiło mi się wtedy bardzo przykro, bo nie mogłem już na nim więcej polegać. Nasza relacja nie była już taka solidna jak wcześniej", powiedział 52-latek.
Brytyjczyk nie omieszkał też wrócić do tematu swojego zwolnienia, podkreślając po raz kolejny, że nigdy nie otrzymał klarownej informacji odnośnie przyczyny za nim stojącej. Potwierdził jednak plotki o tym, że w opinii austriackiego szefostwa zespół stawał się "Horner Racing":
"Nigdy nie otrzymałem klarownego wyjaśnienia poza kwestią nieco słabszych osiągów. Tymczasem przed tym wywalczyliśmy pole position do GP Wielkiej Brytanii i gdyby nie pogoda, prawdopodobnie byśmy wygrali ten wyścig."
"Chcieliśmy też pójść w innym kierunku. Kiedy zacząłem mocniej naciskać - wszakże miałem jeszcze 6 lat ważnej umowy - powiedziano mi, że to bardziej było Christian Horner Racing niż Red Bull Racing."
Horner nie omieszkał się także podzielić się swoimi przemyśleniami nt. Helmuta Marko, który dosadnie skrytykował go po swoim odejściu z Milton Keynes. Wyraził wobec niego żal za postawę podczas procesu jego zwalniania, nie ukrywając, że ich relacja osłabiła się po śmierci Dietricha Mateschitza:
"Kilka dni przed tym wszystkim był u mnie w domu i spędzał czas z moją rodziną, a mimo to nie powiedział żadnego słowa. Patrząc oczywiście wstecz, to on dał mi tę pierwszą szansę. Zobaczył we mnie coś, co mu się spodobało i przedstawił mnie Dietrichowi. Pod koniec, a już zwłaszcza po śmierci Dietricha, nie pełnił żadnej funkcji. Postrzegał mnie zawsze jako swojego protegowanego, a ja już byłem poza tym."
Co ciekawe, Horner zaznaczył, że Marko nie był do końca przekonany co do włączenia Maxa Verstappena do programu juniorskiego Byków, a wszystko przez osobę jego ojca, Josa. Tymczasem sam Holender wielokrotnie zawdzięczał Austriakowi szybkie wejście do F1:
"Dla niego [Jos] to był koszmar. Mówił, że nie potrzebujemy go."
Dopytany o popełnione błędy w czasie swoich byczych rządów, Brytyjczyk znowu skierował się w stronę Marko i sposób, w jaki była zarządzana akademia juniorów:
"Ja tak nie chciałem tym zarządzać. Czułem, że zawsze muszę sprzątać ten cały syf. Z drugiej strony być może jestem postacią, która budzi skrajne emocje i mam świadomość, że nie każdemu się podobam. To zwyczajnie niemożliwe."
© Red Bull


Jeśli nie masz jeszcze konta, dołącz do społeczności Formula 1 - Dziel Pasję!
zarejestruj się