Lando Norris bardzo szybko przeprosił Franco Colapinto za publiczne domaganie się dla niego kary wykluczenia z jednego wyścigu za kolizję do jakiej doprowadził podczas restartu wyścigu o GP Azerbejdżanu.
Franco Colapinto mocno przesadził podczas wznawiania rywalizacji na ulicach Baku. Po zakończeniu okresu neutralizacji na długiej prostej źle ocenił możliwość hamowania bolidu, który nie miał ani dobrze rozgrzanych hamulców, ani opon.
Efekt był taki, że w bolidzie Alpine doszło do potężnej blokady kół, a Argentyńczyk niczym Vatlteri Bottas kilka lat temu na Hungaroringu, zgarnął rywali jadących po zewnętrznej części toru.
Pierwszym pechowcem okazał się jego zespołowy kolega Pierre Gasly, który następnie efektem domina zgarnął mistrza świata, Lando Norrisa. Cała trójka zakończyła rywalizację na miejscu zdarzenia.
Colapinto zaraz po opuszczeniu bolidu bardzo szybko przyznał się do winy i przeprosił za swój "potężny błąd", do którego "nigdy nie powinno dojść".
Poszkodowany w całym zajściu Norris po powrocie do alei serwisowej w rozmowie z BBC domagał się wykluczenia na jeden wyścig Argentyńczyka: "Dajcie mu bana. To proste rozwiązanie."
Mistrz świata nieco się zagalopował i nie przewidział jednak, że takie publiczne osądy mogą się bardzo szybko na nim zemścić. Kibice za pośrednictwem mediów społecznościowych bardzo szybko przypomnieli mu o zeszłorocznej "akcji" najechania na zespołowego kolegę podczas GP Kanady. A sprawę przypomniał mu również minister spraw zagranicznych Argentyny, Pablo Quirno.
Punktu widzenia mistrza świata nie poprali też jego koledzy z toru, którzy stanęli w obronie argentyńskiego kierowcy.
Mistrz świata szybko się zreflektował i na swoim Instagramie przeprosił za swoje sobotnie komentarze.
"Ogólnie był to trudny weekend w Baku i oczywiście rozczarowujące, że mój wyścig zakończył się tak wcześnie" tłumaczył. "Po wyścigu napisałem do Franco, przepraszając za komentarze, które wypowiedziałem. Po prostu nie powinienem był ich mówić."
"Wiem, że powinienem był zachować się lepiej. Emocje sięgały zenitu, ale to nie jest żadne usprawiedliwienie. To, co zrobiłem, było niewłaściwe."
"Przez lata sam popełniałem błędy i wiem, że jest to nieodłączna część ścigania się oraz walki na granicy możliwości. Ja i Franco pogodziliśmy się, nadal jesteśmy dobrymi przyjaciółmi i obaj nie możemy się doczekać powrotu do rywalizacji w ten weekend."
Argentyński kierowca w odróżnieniu do Arvida Lindblada z Racing Bulls, nie uniknął jednak sankcji ze strony sędziów. Ci uznali go za winnego i nałożyli na niego karę 10 sekund, która po wyścigu została zamieniona na karne przesuniecie o pięć pól podczas kolejnej rundy mistrzostw świata F1 w Malezji, gdzie zaplanowano rozegranie GP Bahrajnu.
© Norris


28.09.2026 13:18
0
Myślę, że nie przeprosiłby gdyby nie reakcja świata na to. Nawet Max i George mówili, że Lando zbyt surowo ocenił Franco. Lando też się wtopił, bo on jest ostatnią osobą która powinna mówić o takich rzeczach jak sam, mając więcej doświadczenia i w sytuacji, w której o wiele trudniej było o wjechanie w kolegę z zespołu jakimś cudem to zrobił.
Jeśli nie masz jeszcze konta, dołącz do społeczności Formula 1 - Dziel Pasję!
zarejestruj się