WIADOMOŚCI

Próbujemy wyjaśnić szokujący brak reakcji sędziów na kolizję kierowców Racing Bulls
Próbujemy wyjaśnić szokujący brak reakcji sędziów na kolizję kierowców Racing Bulls © Red Bull

Po wyścigu w Baku wiele miejsca poświęcono Franco Colapinto, który podczas restartu wyeliminował z rywalizacji swojego zespołowego kolegę i panującego mistrza świata, Lando Norrisa, ale sędziowie zrezygnowali z dochodzenia w sprawie bliźniaczego zachowania Arvida Lindblada z Racing Bulls, który tracą kontrole nad bolidem w pierwszym zakręcie, wyeliminował z walki Liama Lawsona.

2025-baner-f1-dziel-pasje-v2.jpg

Colapinto za swój niebezpieczny manewr otrzymał karę 10 sekund, która po wyścigu została zamieniona na karne przesunięcie o pięć pól na starcie kolejnego wyścigu w Malezji.

Sędziowie dość szybko jednak zrezygnowali z dalszych czynności w sprawie kolizji kierowców Racing Bulls.

Liam Lawson po opuszczeniu bolidu nie potrafił zrozumieć takiego podejścia ze strony stewardów, mimo iż wina zespołowego kolegi była w jego opinii oczywista.

"Świetnie dla zespołu [że Lindblad ukończył wyścig na siódmym miejscu], tak. Oczywiście nie zamierzam składać protestu przeciwko mojemu zespołowemu koledze, ale nie rozumiem tej sytuacji, ponieważ uderzył we mnie tak mocno, że zrobiła się dziura w podłodze mojego bolidu" mówił po wyścigu Nowozelandczyk.
"Po prostu skręcałem w zakręt, zostawiając mu miejsce. Z mojej perspektywy nie rozumiem tej sytuacji, ale powiedzmy, że to świetna wiadomość dla zespołu."

Sędziowie w swoim raporcie uznali, że Lindblad nie miał zbyt dużej możliwości uniknięcia kolizji, a całe zdarzenie z jego udziałem stanowiło pokłosie wydarzeń związanych z manewrem Franco Colapinto.

Sam Lindblad po wyścigu przepraszał zespołowego kolegę i zespół, wskazując przy okazji dwa, w jego opinii, łagodzące fakty.

"To był kompletny chaos. Jak widać podczas niemal każdego restartu za samochodem bezpieczeństwa w Baku, w pierwszym zakręcie robi się dość chaotycznie. Nie wiem, co działo się z przodu stawki, ale wszystko było dość źle zarządzane, w tym sensie, że kierowcy nie jechali w zwartej grupie" tłumaczył Lindblad. "Z naszej perspektywy, ja i Esteban - albo Ollie [Bearman] - chyba ze trzy razy jechaliśmy obok siebie na prostej. Zaczynaliśmy jechać, hamowaliśmy i znowu przyspieszaliśmy. To był kompletny chaos, przez co akumulator nie pracował w optymalnym zakresie."
"Wszyscy hamowali trochę za późno w pierwszym zakręcie, a ja zamierzałem zaatakować Estebana, ale w ostatniej chwili zjechał w moją stronę - właściwie zmienił tor jazdy podczas hamowania. Musiałem więc wykonać manewr uniku, przez co lekko zablokowałem przednie koła i uderzyłem w Liama."
"Oczywiście już go za to przeprosiłem. Przeprosiłem również zespół, bo to nie jest sytuacja, której byśmy chcieli - mogliśmy mieć dziś dwóch kierowców w punktach. Z drugiej strony musimy też zaakceptować ten rezultat."

Lindbald wypowiadał te słowa bezpośrednio po wyścigu, nie mając możliwości przyjrzenia się dokładniej powtórkom tej sytuacji, ale już zapowiedział poruszenie tematu wznawiania rywalizacji za samochodem bezpieczeństwa podczas odprawy kierowców na torze Sepang.

"To nie był dobrze przeprowadzony restart. Ostatecznie stawka powinna jechać w zwartej grupie, powoli, a następnie wszyscy powinni ruszyć jednocześnie" mówił Lindblad. "Jestem więc pewien, że temat zostanie poruszony podczas odprawy w przyszłym tygodniu i będziemy o tym dyskutować, ale szczerze mówiąc, oba restarty nie były zbyt dobre."
"Próbujesz obserwować kilka samochodów przed sobą, żeby zorientować się, co się dzieje, ale tutaj musimy kontrolować tak wiele rzeczy. Ostatecznie mamy dwukilometrową prostą, opony są zimne, hamulce są zimne, a akumulatory są oczywiście nowym problemem. Kiedy wszyscy przyspieszają i hamują, robi się naprawdę niebezpiecznie i myślę, że musimy zrozumieć, dlaczego tak się dzieje."

Pierwszy z przytoczonych przez Lindblada argumentów dotyczący nierozgrzanych hamulców i opon z pewnością stanowi pewne wytłumaczenie tego co wydarzyło się w pierwszym zakręcie ale na pewno nie może stanowić tłumaczenia, które pozbawi go kary za swój manewr. Tak samo przecież tłumaczył się Colapinto.

Drugi argument dotyczący zmiany kierunku podczas hamowania przez Ocona też nie może być w tym przypadku brany pod uwagę, gdyż Francuz trzymał swoją linię jazdy po lewej stronie od Lawsona.

Dziwne tłumaczenie Liandbalda zaraz po opuszczeniu bolidu nie musi wskazywać na złe intencje kierowcy i nie powinno specjalnie dziwić. Za tydzień w Malezji być może zmieni nieco swój punkt widzenia, ale najdziwniejsze w całym zamieszaniu jest to, że sędziowie nie zdecydowali się na interwencję.

Jak już wspomnieliśmy uznali oni, że całość zdarzenie była spowodowana wydarzeniami, które działy się na torze przed duetem Racing Bulls, ale wypadek Coalpinto i spółki był na tyle odległy, że Ocon i Lawson nawet niespecjalnie musieli podejmować manewry unikające kolizji z przodu.

Jedynym nasuwającym się wnioskiem może być niepisana zasada sędziowska, która nakazuje traktowanie łaskawszym okiem kolizji między kierowcami tego samego zespołu. Wina Lindblada była bowiem w tej sytuacji oczywista. Nawet gdyby kierowcy zostali wezwani przed oblicze sędziów po wyścigu, ekipa Racing Bulls zapewne wnioskowałaby o uchylenie kary.

Udostępnij ten wpis Udostępnij na Wykopie Udostępnij na Facebooku Udostępnij na X

0 KOMENTARZY
zaloguj się, by pisać komentarze

Jeśli nie masz jeszcze konta, dołącz do społeczności Formula 1 - Dziel Pasję!

zarejestruj się
LOGOWANIE
Odzyskaj hasło
Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA, a zastosowanie mają Polityka prywatności oraz Warunki korzystania Google.
REJESTRACJA
Ten adres będzie wykorzystywany podczas logowania się do portalu
Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA, a zastosowanie mają Polityka prywatności oraz Warunki korzystania Google.