W czasie weekendu z GP Węgier kierowcy mają uczestniczyć w spotkaniu z FIA, dotyczącym standardów ścigania i sposobie sędziowania wyścigów w Formule 1. Zdaniem mediów, tematem przewodnim zbliżających się obrad mają być kolejno dwa incydenty z udziałem Lewisa Hamiltona i Charlesa Leclerca z GP Belgii.
FIA znów ma spotkać się z kierowcami, aby przedyskutować kwestie związane ze ściganiem i sędziowaniem.
Ostatnie takie spotkanie miało miejsce przy okazji zeszłorocznego wyścigu o GP Kataru - omawiano wtedy wpływ wytycznych dot. ścigania na sędziowanie oraz ich niedoskonałości.
Kierowcy wyjaśnili co nie podoba im się w systemie sędziowania, zaznaczając, iż pragną częściej wymieniać się z FIA swoimi spostrzeżeniami. Na kanwie tamtych rozważań, federacja postanowiła zmodyfikować wytyczne dot. ścigania na ten sezon.
Kolejne spotkanie o podobnym charakterze zaplanowano na weekend z GP Węgier - ostatnią rundę przed przerwą wakacyjną.
Datę tego spotkania ustalono już jakiś czas temu, lecz to zeszłotygodniowy wyścig o GP Belgii dostarczył najciekawszych tematów do dyskusji. Zdaniem wielu dziennikarzy, w czasie spotkania z kierowcami, FIA chce przede wszystkim omówić dwa incydenty mające miejsce w wyścigu na Spa - kolizję Lewisa Hamiltona z George'em Russellem oraz pojedynek Charlesa Leclerca z Oscarem Piastrim.
Oba te zdarzenia - a raczej werdykty podjęte w ich sprawie - wzbudziły spore poruszenie w mediach.
Lewis Hamilton otrzymał 5-sekundową karę za kolizję z George'em Russellem, na skutek której zawodnik Mercedesa wypadł z toru i zakończył swój udział w wyścigu. Sędziowie obarczyli Hamiltona pełną winą za incydent tłumacząc, iż kierowca Ferrari nie był w stanie zachować pełnej kontroli nad swoim samochodem:
"W zakręcie w samochodzie nr 44 wystąpiła podsterowność i mimo próby uniknięcia samochodu nr 63 poprzez wykonanie kontry kierownicą, doszło do kontaktu jego lewego przedniego koła z prawą stroną samochodu nr 63" - napisano w uzasadnieniu.
"Kolizja wynikała z utraty przyczepności przedniej osi, a nie z agresywnego lub celowego manewru."
"Sędziowie ustalili, że samochód nr 63 pozostał w granicach dostępnej przestrzeni do jazdy, a kolizja została spowodowana tym, że samochód nr 44 nie był w stanie utrzymać wystarczającego odstępu."
Here's what happened to Russell on the opening lap 🎥
— Formula 1 (@F1) July 19, 2026
Contact between the Mercedes driver and Hamilton 👀#F1 #BelgianGP pic.twitter.com/g8W51zjlyg
Po wyścigu sam Russell przyznał, że zdarzenie, do którego doszło między nim, a jego byłym partnerem z ekipy miało charakter incydentu wyścigowego. Podobnego zdania był Hamilton:
"Myślę, że to był incydent wyścigowy, więc oczywiście uważałem, że nie powinno być kary, ale jest, jak jest" - powiedział niepocieszony Brytyjczyk po zakończeniu rywalizacji na Spa.
Po wyścigu spora część obserwatorów oraz ekspertów uznała karę dla Hamiltona za niesłuszną - Brytyjczyk był z przodu wjeżdżając w zakręt, a także zrobił wszystko co w jego mocy, aby uniknąć kolizji z George'em.
Ferrari Lewisa złapało podsterowność z uwagi na jazdę tuż za tylnym skrzydłem Maxa Verstappena skutkującej w chwilowej utracie docisku przodu - to właśnie z uwagi na duży tłok, incydenty z pierwszego okrążenia często bywają traktowane nieco łagodniej.
W obliczu kary dla Hamiltona za relatywnie niewielkie przewinienie, tym większe poruszenie spowodowała decyzja dot. incydentu pomiędzy Charlesem Leclerkiem oraz Oscarem Piastrim w dalszej części rywalizacji.
Na prostej Kemmel obaj zawodnicy korzystali z pełnej mocy swoich samochodów, a na dohamowaniu do Les Combes, przednia oś samochodu Oscara znalazła się na wysokości skrzyni biegów Leclerca.
Monakijczyk usiłował wywalczyć jak najwięcej miejsca przed wejściem w zakręt, przyciskając tym samym kierowcę McLarena do granic toru. Na samym końcu prostej obaj zawodnicy zetknęli się kołami, gdy miejsce po lewej stronie toru skończyło się.
To był agresywny manewr ze strony Leclerca, który nie zostawił swojemu rywalowi szerokości jednego auta, co w regulaminie sportowym definiowane jest jako obowiązek kierowcy broniącego się w takiej sytuacji.
Na skutek tej sytuacji bolid Oscara został uszkodzony, a ten po wyścigu tłumaczył, że nie rozumie dlaczego sędziowie nie podjęli żadnej akcji w tej sprawie.
Nawet Leclerc po wyścigu zgodził się z Australijczykiem przyznając, że jego jazda defensywna była zbyt agresywna:
"Chyba po części zgadzam się z Oscarem."
"Koniec końców moje podejście w samochodzie polega na tym, że staram się przesuwać granice do maksimum. Myślę, że w starciu z Oscarem przesunąłem je nieco za daleko, więc to nie jest sposób, w jaki chcę się ścigać przez cały czas" - powiedział Charles.
"W ostatecznym rozrachunku jest to również ryzykowne dla mnie, więc no tak - zawsze starasz się zostawić tak mało miejsca, jak to tylko możliwe. To było chyba nieco zbyt "na krawędzi"."
Ta decyzja również wywołała sporo kontrowersji w mediach. Eksperci zarzucają sędziom bazowanie na wytycznych dot. ścigania i traktowanie ich na równi z regulaminem sportowym. Taka kolej rzeczy nie powinna mieć miejsca bowiem wytyczne - w przeciwieństwie do regulacji - nie definiują sposobu, w jaki należy się ścigać, a są jedynie narzędziem służącym do zapewnienia bardziej konsekwentnego sędziowania.
W swoim podsumowaniu, sędziowie uznali, iż Piastri nie mógł wyprzedzić Leclerca w zbliżającym się zakręcie:
"Samochód nr 81 częściowo zrównał się z samochodem nr 16, ale przednia oś samochodu nr 81 nie znajdowała się przed przednią osią samochodu nr 16 i nie było możliwości, aby samochód nr 81 dokonał wyprzedzania z tej pozycji."
"Zdaniem sędziów samochód nr 16 nie wypchnął celowo samochodu nr 81 poza krawędź toru."
"W zaistniałych okolicznościach sędziowie postanowili nie podejmować żadnych dalszych działań."
Interpretacja przedstawiona przez arbitrów jest zgodna z tym co mówią wytyczne, lecz zupełnie ignoruje dwa bardzo ważne zapisy z regulaminu sportowego.
Leclercowi zarzuca się bowiem zmianę kierunku jazdy na dohamowaniu do zakrętu, co w świetle prawa jest zabronione. Dodatkowo, Charles nie zostawił miejsca swojemu rywalowi, co również jest wymagane wedle przepisów.
Głównym zarzutem ekspertów wobec sędziów jest fakt, iż ci zinterpretowali pojedynek Piastriego i Leclerca sprowadzając go tylko i wyłącznie do możliwości wyprzedzania od zewnętrznej przez Australijczyka. Fakt, iż zdaniem sędziów nie był on w stanie wykonać tego manewru w zbliżającym się zakręcie podziałał jako okoliczność łagodząca dla Leclerca, gdy w rzeczywistości atak ten mógłby przerodzić się w pojedynek trwający więcej niż jeden zakręt.
W motorsporcie często bardzo istotna jest ciągłość akcji, która nieraz uniemożliwia analizę incydentów na bazie wyłącznie wytycznych. Dobrze zatem, że kierowcy po raz kolejny będą mogli wyrazić swoje zdanie na temat tego typu zdarzeń.
© Red Bull


Jeśli nie masz jeszcze konta, dołącz do społeczności Formula 1 - Dziel Pasję!
zarejestruj się