Franco Colapinto przyznał, że po wyścigu w Baku musiał zmierzyć się z "rozwścieczonym" Flavio Briatore, ale nie spotkają go żadne dalsze konsekwencje jego kolizji z zespołowym kolegą.
Argentyński kierowca nie zaliczył występu na ulicach Baku do udanych. Podczas restartu wyścigu, źle wyliczył drogę hamowania, zblokował koła i uderzył w zespołowego kolegę, a ten po drodze zgarnął z toru także mistrza świata, Lando Norrisa.
Cała trójka zakończył udział w wyścigu na miejscu zdarzenia. Dla ekipy Alpine był to podwójny cios, gdyż w momencie kolizji obaj jej kierowcy znajdowali się na wysokich pozycjach punktowych.
Sędziowie ukarali Argentyńczyka 10-sekundową karą, która po wyścigu została zamieniona na karę przesunięcia o pięć pól przed GP Bahrajnu, które w tym roku, z powodu wojny na Bliskim Wschodzie, odbędzie się w Malezji.
Na padoku dało się jednak usłyszeć też głosy domagające się większej kary dla zawodnika Alpine. Poszkodowany w wypadku Lando Norris domagał się nawet wykluczenia go z jednego wyścigu, ale szybko zmienił zdanie pod naciskiem opinii publicznej, która nie omieszkała wypomnieć mu jego własnych grzechów z przeszłości.
Media bardziej jednak interesowała kwestia tego co zrobi Flavio Briatore. Charyzmatyczny Włoch, pełniący rolę wykonawczego doradcy zespołu, jeszcze w Baku sugerował bowiem wewnątrz zespołowe konsekwencje.
"Chcę mieć chwila, aby zastanowić się na tym i rozważyć jakie kroki powinny zostać podjęte tak, abyśmy wyciągnęli wnioski i uniknęli podobnych sytuacji w przyszłości" mówił Briatore podczas konferencji prasowej.
Franco Colapinto z kolei zaraz po wyścigu w Azerbejdżanie udał się do siedziby zespołu w Enstone, gdzie już o 5:00 (rano) w poniedziałek miał stawić się na sesji w symulatorze.
Niektóre media próbowały łączyć tak wczesną porę przygotowań do kolejnego weekendu wyścigowego z karą jaką wyznaczył mu Briatore, ale prawda okazał się zupełnie inna. Alpine od początku planowało sesje Colapinto tak wcześnie, aby pomóc mu zaaklimatyzować się do różnicy czasowej względem Malezji.
Po sesji w symulatorze Colapinto spotkał się z najważniejszymi osobami w zespole na czele z Flavio Briatore, ale również Stevem Nielsenem, dyrektorem zarządzającym, oraz Davem Greenwoodem, dyrektorem wyścigowym, a także kilkom innymi inżynierami niższego szczebla. Podczas spotkania omówiono wydarzenia z Azerbejdżanu i uzgodniono jak działać, aby podobne sytuacje nie miały już miejsca.
Colapinto uniknął więc poważniejszych konsekwencji swojej jazdy w Baku, ale przyznał, że rozmowa z Briatore nie była łatwa.
"Oczywiście Flavio był wściekły" tłumaczył Colapinto. "Wszyscy w zespole byli wściekli. To nie jest przyjemna sytuacja, w jakiej chciałbyś się znaleźć. Tym bardziej gdy to ty jesteś osobą, która do niej doprowadziła. To ostatnia rzecz, jakiej chce zespół. W ten weekend bardzo dobrze spisywaliśmy się jako zespołowi partnerzy. Dlatego bardzo smutno jest kończyć go w taki sposób, przez błąd."
"Oczywiście zdarzają się w zespole momenty, kiedy wszyscy są wściekli i na początku trudno jest ruszyć dalej" dodawał. "Ale zawsze znajdujemy jakieś rozwiązanie, a Flavio jest świetnym liderem zespołu."
"To prawdopodobnie jeden z najlepszych [szefów zespołu], jakich miałem w tym sporcie, oczywiście odkąd zacząłem się ścigać. Ma ogromne doświadczenie. Bardzo dobrze radzi sobie w takich sytuacjach, wie, jak nimi zarządzać i jak sprawić, żeby zespół stawał się lepszy."
"Zawsze mu ufałem w tego typu sytuacjach i oczywiście nie jest najlepiej, kiedy to ty popełniasz błąd i ponosisz za niego odpowiedzialność, ale dobrze jest mieć go u swojego boku i wyciągać z takich sytuacji wnioski."
Colapinto zdradził, że błąd jaki popełnił, był minimalny, mimo iż niósł za sobą potężne konsekwencje. Argentyńczyk mówił, że analiza danych wykazała iż nacisnął pedał hamulca o 2 - 3 procent za mocno, ale to wystarczyło, aby kompletnie zblokować koła.
"Wystarczy, że wciśniesz hamulec o dwa czy trzy procent za mocno, zablokujesz przednie koła i nie wyhamujesz. To całkiem oczywiste" tłumaczył. "W ten weekend każdy zaliczył blokowanie kół. Ja popełniłem ten błąd w miejscu, w którym dojeżdża się ze znacznie większą prędkością. Nagle masz do wytracenia ogromną energię."
"Znowu, to był głupi błąd, który popełniło wielu kierowców. Lando [Norris] miał kilka okrążeń wcześniej blokadę kół w pierwszym zakręcie. Oscar [Piastri] również zablokował koła w pierwszym zakręcie kilka okrążeń później."
"Nie ma potrzeby patrzeć na to jak na coś bardzo trudnego do zrozumienia. To po prostu blokada kół. Oczywiście miała bardzo poważne konsekwencje. I właśnie to jest trudne - straciliśmy mnóstwo punktów. Sam błąd był jednak czymś bardzo prostym."
Zawodnik odniósł się również do kwestii internetowego hejtu, który płynie ze strony między innymi argentyńskich kibiców i na który reagował już zespół Alpine.
"Moje przesłanie zawsze jest takie samo: czasami ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, co mogą wywołać, pisząc coś w internecie, i że my też jesteśmy ludźmi. Takie sytuacje nie są dla nas łatwe. Myślę, że zawsze zwraca się uwagę na Argentyńczyków, ale zapominamy, że to nie pochodzi tylko od nich. W dużej mierze się z tym zgadzam. To nie tylko oni. Są niezwykle zaangażowani i bardzo mnie wspierają. I jest źle, a wiele razy zachowują się niewłaściwie, ale takie rzeczy pochodzą z całego świata i od wielu innych grup kibiców."
"Nie wiem, czy po prostu tego nie zauważamy. Ja dostaję tego mnóstwo i nikt nigdy o tym nie mówi. Właściwie to w porządku, ponieważ nie zaglądam zbyt często do mediów społecznościowych. Nie wchodzę w nie. Wiem jednak, że wpływa to na wiele osób, wielu kierowców i wiele rodzin - bardziej niż na mnie."
"Mam nadzieję, że sytuacja się poprawi. Od dawna o to apeluję. Nam, kierowcom, trudno jest to kontrolować. Myślę, że to właśnie my powinniśmy przede wszystkim nie przyczyniać się do eskalacji takich zachowań. Jednocześnie sami naprawdę staramy się poprawić sytuację. Ja mówię o tym już od zeszłego roku. Robię, co mogę, ale to trudne."
© Alpine


Jeśli nie masz jeszcze konta, dołącz do społeczności Formula 1 - Dziel Pasję!
zarejestruj się