Szef Mercedesa podzielił się bardzo ciekawym komentarzem po zakończeniu rywalizacji pod Barceloną. Austriak zasugerował, że gdyby jego zespół lepiej zarządził wewnętrznym pojedynkiem między Kimim Antonellim a George'em Russellem, prawdopodobnie udałoby się któremuś z nich pokonać Lewisa Hamiltona.
Tegoroczna dominacja Mercedesa została przerwana na Circuit de Barcelona-Catalunya. W niedzielę najlepszy okazał się Lewis Hamilton, któremu udało się wykonać pit stop w czasie wirtualnej neutralizacji i wyjechać przed kierowcami Srebrnych Strzał. Do tego momentu wydawało się, że to właśnie którychś z nich sięgnie po ten triumf.
Z racji jednak tego, że stoczyli kilka bezpośrednich pojedynków - podobnych do tych z toru im. Gillesa Villeneuve'a - stracili kilka cennych sekund. Te być może zaważyły o tym, że to zawodnik Ferrari wyjechał przed nim i pewnie pomknął do mety po zwycięstwo. Przynajmniej taką sugestią podzielił się Toto Wolff, podkreślając, że na pewno w Brackley porozmawiają o ewentualnych scenariuszach:
"Staraliśmy się zachować uczciwe zasady w tej zespołowej grze, ale być może to kosztowało nas zwycięstwo. To jest coś, o czym musimy porozmawiać z kierowcami. Co mamy robić, jeśli z kimś innym rywalizujemy o zwycięstwo", powiedział Austriak dla telewizji Sky Sports.
"Rywalizowali naprawdę twardo przez zjazdem George'a, przez co straciliśmy gdzieś 5-6 sekund do Lewisa. Po prostu straciliśmy ten czas na torze. Musimy o tym porozmawiać pod kątem przyszłości. Nie mieszaliśmy się w ich walkę, bo zawsze w taki sposób się ścigaliśmy."
"Na pewno jednak musimy to przeanalizować z dwoma kierowcami pod kątem przyszłości. Jak zarządzać taką sytuacją, gdy pojawia się różnica w tempie i możemy przez to stracić zwycięstwo. Zapowiadają się ciekawe rozmowy, ale będą one transparentne, bo chodzi o jak najlepszy interes zespołu."
W rozmowie z Canal+ Wolff został wprost dopytany o to, czy w Mercedesie mogą pojawić się team orders, o co przez niemal cały poprzedni sezon byli pytani będący w bardzo podobnej sytuacji przedstawiciele McLarena:
"To był taki do niczego wyścig z naszej strony. Przede wszystkim nie możemy mieć ciągle awarii. Nie wygrywa się mistrzostw, jeżeli bolidy ciągle się zatrzymują. Po drugie zawsze staraliśmy się być fair między dwoma kierowcami, ale teraz pojawił się 3. kierowca, czyli Lewis, który też walczy o mistrzostwo. Musimy być przy tym czujni", odpowiedział 54-latek.
"Nie do końca [chodzi o polecenia zespołowe]. Musimy porozmawiać o tym z kierowcami, bo gdy już zacznie się wydawać team orders, to nie można zmieniać ich co wyścig. Jeżeli jednak jeden kierowca ma taką dużą przewagę po stronie szybkości, a jest ryzyko porażki w danej rundzie, być może trzeba się nad tym zastanowić."
Austriak był również bardzo niezadowolony z kolejnej usterki technicznej, która wyeliminowała jego kierowcę z wyścigu. Po kosztownej awarii Russella w Kanadzie w Katalonii spotkało to Antonellego:
"Nie możemy regularnie notować DNF-ów. Straciliśmy 25 punktów w Montrealu i kolejnych 18 tutaj. Aby być pierwszym w wyścigu, najpierw trzeba go w ogóle ukończyć i na to właśnie musimy osiągnąć. To najważniejsza kwestia. Nikt nie jest z tego zadowolony i zrobimy wszystko, by to zrozumieć."
© Mercedes


Jeśli nie masz jeszcze konta, dołącz do społeczności Formula 1 - Dziel Pasję!
zarejestruj się