Lance Stroll dołączył do grona kierowców, którzy skrytykowali obecne regulacje techniczne. Kanadyjczyk przyznał, że samochody niższych serii wyścigowych dają mu obecnie więcej radości w prowadzeniu, a sama Formuła 1 nie jest już sportem, którym była lata temu.
Wprowadzenie nowych regulacji technicznych na sezon 2026 wywróciło w Formule 1 sposób ścigania do góry nogami, przyciągając przy tym wiele skrajnych opinii. Wielu kierowców wyścigowych - zarówno aktywnych, jak i byłych, skrytykowało nowe bolidy Formuły 1 oraz umiejętności, jakie wymagają od kierowców.
Największym zarzutem kierowanym w stronę obecnych regulacji jest bowiem potrzeba ciągłego dbania o stan naładowania baterii - naciskanie w zakrętach ustąpiło delikatnej jeździe, pozwalającej zgromadzić więcej ładunku, z którego można skorzystać na długiej prostej, co daje większe korzyści w czasie okrążenia.
Do grona zawodników, którzy otwarcie skrytykowali Formułę 1 w mediach, takich jak Max Verstappen, Fernando Alonso, Nigel Mansell, czy chociażby Pato O'Ward, dołączył Lance Stroll.
Kanadyjczyk w czasie przerwy wiosennej, spowodowanej odwołaniem rund na Bliskim Wschodzie, wziął udział w wyścigu długodystansowym na torze Paul Ricard w serii GT World Challenge Europe, za kierownicą Astona Martina GT3. Stroll dla utrzymania formy jeździł także bolidem z osiągami pokroju F3, a przeżycia, jakich doznał w samochodach niższych klas dość brutalnie zestawił ze swoimi doświadczeniami w obecnej Formule 1:
"[Bollidy F3] są 1000 razy fajniejsze i lepsze w prowadzeniu, ponieważ używając prawej stopy, dajesz to, czego chcesz i dostajesz to, czego chcesz. Nawet jeśli chodzi o wagę samochodu: około 550, 650 kilogramów, to po prostu o wiele przyjemniejsze niż ponad 750-800 kilogramów."
Lance przyrównał także obecną Formułę 1 do tej sprzed lat, zaznaczając, że obecne bolidy są daleko od tego, czym chcieliby się ścigać kierowcy:
"Miejmy nadzieję, że będzie lepiej, z tym całym operowaniem przepustnicą i całą resztą. To po prostu niszczy ściganie i okrążenia kwalifikacyjne. Miejmy nadzieję, że prowadzenie będzie nieco bardziej normalne - że nie będziemy o tym tyle myśleć, o całym tym zarządzaniu, odpuszczaniu gazu przed zakrętami i o tym, ile uwagi w to wkładamy. Ale myślę, że wciąż jesteśmy daleko od prawdziwych samochodów F1. Od ciskania do granic możliwości, bez myślenia o bateriach."
"Myślę, że jesteśmy daleko od miejsca, w którym powinniśmy być. Mieliśmy czas wolny podczas przerwy, oglądałem sobie losowe stare wyścigi i tym podobne - śledziłem nawet w telewizji Monaco Historics i słyszałem niektóre samochody, bolidy Ferrari z początku lat 2000., i to, jak dobrze brzmiały, jakie były małe i zwinne. Widziałem też ujęcia onboard z początku czy nawet połowy lat 2000., era V8, era V10, a potem to, jak to wygląda w porównaniu z teraz, wyskoczyło mi to w telefonie. Słychać oraz widać różnicę w charakterze tych aut i tym, o ile bardziej intensywnie to wyglądało, o ile bardziej ekscytująco wyglądało to wtedy w porównaniu do dzisiaj. To smutne, ale miejmy nadzieję, że zmierzamy z powrotem w tym kierunku."
"Słyszę o tym plotki. Mam na myśli kolejne przepisy. Niemniej teraz będziemy musieli żyć z tymi przez następne trzy-cztery lata."
"Widzieliśmy, że to nadchodzi. Przez ostatnie półtora roku, czy jak długo to trwało, wszyscy mówili, że dodawanie tych baterii, odbieranie samochodom docisku, aby wspierać baterie i te wszystkie rzeczy, nie wygląda dobrze. I teraz mamy to, czego się spodziewaliśmy. To prawdopodobnie bardziej frustrujące dla Astona Martina niż dla Mercedesa w tej chwili! Ale taka jest F1. Jest, jak jest. Miejmy nadzieję, że będzie lepiej."
"Ludzie oglądają ten sport bez względu na wszystko, oglądają Netflixa, włączają F1 - więc F1 jest zadowolona. Ale kierowcy, fani, ludzie, którzy naprawdę znają się na wyścigach, wiedzą, jak było wcześniej, kierowcy, którzy wiedzą, jak to jest prowadzić naprawdę dobre, prawdziwe samochody. Nie da się ukryć faktu, że obecnie nie jest tak dobrze, jak mogłoby być. Daleko do tego, by było tak dobrze, jak może być."
Występ Strolla w 6-godzinnym wyścigu na Paul Ricard w mediach był odbierany jako swego rodzaju badanie nowych możliwości przed potencjalnym odejściem z Formuły 1. Kanadyjczyk jednak zaprzeczył temu tłumacząc, iż występ w samochodzie GT3 miał na celu tylko i wyłącznie dobrą zabawę, a on nadal pokłada spore nadzieje w projekcie Astona w F1:
"Chodziło po prostu o zabawę z przyjaciółmi. Mam Astona GT3 przeznaczonego na dni otwarte na torze, a w Japonii rozmawialiśmy o tym, co będziemy robić w czasie wolnym. Więc skrzyknąłem się z kilkoma kumplami i w ostatniej chwili złożyliśmy samochód i pojechaliśmy się ścigać."
"Nadal mocno wierzę w ten projekt i wciąż uważam, że projektowi daleko do naszego potencjału. Adrian Newey dołączył do zespołu, mamy nową fabrykę, nowy tunel aerodynamiczny, rzeczy, o których wszyscy wiedzą i wierzę, że ten zespół ma ogromny potencjał."
"Jeśli za dwa-trzy lata będę siedział na kanapie, oglądał dwa zielone samochody na czele stawki i nie będę tego częścią, będzie mnie to męczyć. Tak, chcę być tego częścią i miejmy nadzieję, że kiedy to się stanie, samochody staną się lepsze i fajniejsze w prowadzeniu."
"Czego chcieliby wszyscy kierowcy. To znaczy, nie tylko ja. Myślę, że niektórzy goście mogą to powiedzieć, inni nie mogą z powodu kontraktów i tym podobnych."
© Aston Martin


Jeśli nie masz jeszcze konta, dołącz do społeczności Formula 1 - Dziel Pasję!
zarejestruj się