Szef Mercedesa odniósł się do zaostrzonej krytyki nowych regulacji technicznych przez czterokrotnego mistrza świata. Austriak zaznaczył, że wynika ona z "koszmarnego" w prowadzeniu bolidu Red Bulla.
Po nieudanym dla siebie weekendzie wyścigowym w Chinach Max Verstappen jeszcze bardziej zaognił krytykę nowych przepisów technicznych F1, uwypuklając ich sztuczność. Takie opinie przewijały się już po GP Australii i próbował z nimi walczyć George Russell. Po zakończeniu zmagań w Chinach to samo uczynił Toto Wolff, zwracając uwagę na trudności Red Bulla w obecnej erze regulacyjnej:
"Tak naprawdę Max znajduje się w jakimś show o horrorze. Gdy ogląda się jego onboard z kwalifikacji, samo prowadzenie wyglądało koszmarnie i nie jest to to samo, co w przypadku wielu innych ekip. Z perspektywy samej rozrywki to, co oglądaliśmy między Ferrari a Mercedesem było dobrym ściganiem się z wieloma wyprzedzeniami", podkreślił Austriak, cytowany przez RacingNews365.
"Każdy z nas był częścią F1, kiedy wyprzedzanie dosłownie nie istniało, a mimo to próbowaliśmy. Czasami za bardzo nostalgicznie wspominamy stare dobre czasy. Tymczasem sam produkt jest dobry. Oglądaliśmy sporo ścigania się w środku stawki, co jest pozytywne. Z perspektywy kierowcy i kwalifikacyjnego kółka na pełnych obrotach, może to jednak wyglądać inaczej."
"Jestem pewny, że dla kogoś takiego jak Max, który cały czas naciska, stosowanie lift and coast w czasówce jest trudne do zaakceptowania. Raczej chodzi tutaj jednak o specyfikę danego bolidu, która potęguje konkretny problem. Siedząc bowiem przed ekranem telewizora, nawet Max powiedziałby, że takie wyścigi są interesujące."
"Kwalifikacje z maksymalnym naciskaniem byłyby znakomite. Jednakże patrząc na kibiców i emocje, jakie towarzyszą tym manewrom wyprzedzania w mediach społecznościowych, młodsi kibice, którzy stanowią zdecydowaną większą część całego światka, lubią taki sport."
"Oczywiście zawsze możemy przyjrzeć się możliwościom poprawy, natomiast na razie wszystkie dane i wskaźniki pokazują, że ludziom to się podoba. Rozmawiałem o tym ze Stefano [Domenicalim] i to samo mówił. Po prostu dla niektórych osób prowadzenie tego samochodu nie jest najprzyjemniejsze."
Co istotne, w końcu nie tylko przedstawiciel Mercedesa pochwalił nowy sposób rywalizacji w F1. Na powyścigowej konferencji prasowej zrobił to również Lewis Hamilton, który w Szanghaju stoczył emocjonujący bezpośredni pojedynek z Charlesem Leclerkiem:
"Łatwiej podąża się za innymi tymi bolidami, o wiele lepiej niż w poprzednich latach. Można jechać bliżej. Nie ma takiego momentu, gdy traci się masę docisku. To najlepsze wyścigi, z jakimi spotkałem się w F1. Oczywiście ci goście [z Mercedesa] wyprzedzają nas z szalonymi prędkościami, ale sam fakt, iż jesteśmy w stanie być tak blisko...", przyznał siedmiokrotny mistrz świata.
"Świetnie, że mamy dobre starty i miejmy nadzieję, że utrzymamy to przez cały sezon. Oni postawili na inne opcje pod kątem generowania większej mocy, więc musimy znaleźć sposób na poprawę naszej szybkości na prostych. Mamy nadzieję, że był to świetny do oglądania wyścig, bo w samym bolidzie wyglądało to znakomicie."
"Można było się poczuć, jakby w gokartach i występowały ciągle rotacje na pozycjach. Można było bardzo precyzyjnie skręcać tym autem i czasami dzielił nas dosłownie kawałek miejsca, jakby to była cienka kartka papieru, a nie doszło do żadnego kontaktu między samochodami. To zasługa świetnych kierowców i wzajemnego szacunku."
© Mercedes


Jeśli nie masz jeszcze konta, dołącz do społeczności Formula 1 - Dziel Pasję!
zarejestruj się