Szef zespołu Cadillaca w obliczu narastających kontrowersji związanych ze stopniem sprężania silników Red Bulla i Mercedesa, twierdzi, że jest zadowolony z "w pełni legalnej" jednostki Ferrari.
W Formule 1 debiutują nowe jednostki napędowe. Mimo iż bazują na poprzedniej architekturze V6 turbo, nie ma mają kosztownego układu MGU-H, posiadają zdecydowanie większe akumulatory i zdecydowanie wyższą wartość produkowanej przez generator elektryczny MGU-K moc, która zbliża się do wartości generowanej przez sam silnik spalinowy.
Jeszcze zanim nowe bolidy pojawiły się na torze w padoku pojawiły się informacje o wykorzystywaniu przez Mercedesa i Red Bulla szarej strefy regulaminu silnikowego.
FIA przed sezonem 2026 ograniczyła stopień kompresji silnika z 18:1 do 16:1. Parametr ten ma kluczowe znaczenie dla generowanej mocy, a jak się okazuje dwaj producenci mogli zdołać opracować trik, który pozwala na jego zwiększenie w trakcie pracy silnika.
Pomiar stopnia sprężania wykonywany jest bowiem przez FIA w statycznych warunkach w temperaturze otoczenia, gdy silnik nie pracuje. Honda, Ferrari i Audi nie wpadły na podobny pomysł co dziwi szefa projektu Red Bulla, Bena Hodkinsona.
Ten podczas prezentacji bolidów Red Bulla i Racing Bulls w Detroit przekonywał, że całe zamieszanie z ich pomysłem to nic niewnoszący "szum". Eksperci szacują jednak, że ten "szum" może być wart 10 - 15 KM, co ma przekładać się na 0,3 - 0,4 sekundy na okrążeniu.
"Myślę, że wśród różnych producentów jednostek napędowych panuje pewna nerwowość, że w niektórych zespołach może dziać się jakieś sprytne inżynierskie kombinowanie" mówił były inżynier Mercedesa, a obecnie człowiek odpowiedzialny za projekt silnikowy Red Bulla.
"Szczerze mówiąc, nie jestem do końca pewien, na ile warto tego słuchać. Robię to od bardzo dawna i to wszystko jest właściwie tylko szumem. Po prostu musisz grać swoją własną grę. Wiem, co robimy. Jestem pewien, że to, co robimy, jest legalne."
"Oczywiście doprowadziliśmy wszystko do samej granicy tego, na co pozwalają przepisy. Byłbym zaskoczony, gdyby wszyscy nie zrobili tego podobnie. Szczerze mówiąc, mam wrażenie, że to dużo hałasu o nic."
Cadillac docelowo ma mieć własne jednostki napędowe, ale ze względu na napięty harmonogram przygotowań do debiutu w F1, postanowił przez pierwsze lata korzystać z jednostek Ferrari. Własne motory ma mieć dopiero od 2029 roku.
Szef amerykańskiej ekipy chwali swojego obecnego partnera za stworzenie "w pełni legalnego silnika".
"Jestem bardzo pewien i zadowolony z tego, że mamy w pełni legalny silnik. W tych silnikach spalanie nie może odbywać się przy stopniu sprężania większym niż 16 do 1" mówił Greame Lowdon.
"Nie wchodząc w zbyt wiele szczegółów, wiemy, że Ferrari w pełni trzymało się przepisów w tej kwestii. To daje nam dużą pewność. Jeśli chodzi o osiągi, pracujemy z naszym partnerem od jednostki napędowej i wspieramy go do absolutnego maksimum. Jesteśmy bardzo zadowoleni z tej współpracy."
"Nie mogę tak naprawdę wypowiadać się na temat jednostek napędowych innych zespołów ani tego, jak interpretowali przepisy. Ale dla mnie jest to niezwykle jasne - wszystko jest tam napisane czarno na białym."
FIA zaplanowała na dzisiaj spotkanie z przedstawicielami silników w sprawie kontrowersyjnego triku Red Bulla i Mercedesa. Nic jednak nie wskazuje na wypracowanie szybkiego kompromisu, a rywale, którzy nie wpadli na takie rozwiązanie liczą na zmianę metodologii pomiaru, tak aby stosowanie takich "sztuczek" było niemożliwe.
© Cadillac


Jeśli nie masz jeszcze konta, dołącz do społeczności Formula 1 - Dziel Pasję!
zarejestruj się