Firma Bridgestone najprawdopodobniej po raz kolejny spróbuje powrócić do Formuły 1 jako dostawca ogumienia, ale tym razem chęć wejścia w świat wyścigów Grand Prix może mieć więcej producentów.
Japoński gigant już podczas poprzedniego przetargu FIA na dostawę ogumienia próbował powrócić do F1. Ostatecznie jednak, mimo lukratywnej oferty, władze sportu zdecydowały się przedłużyć umowę ze sprawdzonym, dotychczasowym dostawcą ogumienia.
Przedstawiciele Bridgestone bez zbędnych fanfar byli jednak ostatnio mocno obecni w padoku F1, odbywając spotkania z najwyższymi przedstawicielami sportu. Takie rozmowy odbywały się zarówno w Singapurze, jak i Stanach Zjednoczonych.
Japońskie ogumienie po raz ostatni było wykorzystywane w F1 w sezonie 2010, po którym wyłączne prawa na dostawy opon dla królowej sportów motorowych przejęło Pirelli.
Włoski producent w 2023 roku przedłużył swój kontrakt na lata 2025 - 2027, a dodatkowo niedawno skorzystał z możliwości rocznego przedłużenia umowy także na sezon 2028.
Procedura wyłaniania dostawcy ogumienia dla Formuły 1 jest inicjowana przez FIA, która otwiera postępowanie przetargowe, ale ostateczna decyzja należy do właściciela praw komercyjnych, który negocjuje komercyjne i biznesowe warunki takiej współpracy.
Z doniesień wynika, że Bridgestone po raz kolejny ma być zdeterminowane do powrotu do F1, szykując swoją ofertę zarówno od strony technologicznej, biznesowej, jak i reklamowej. Warto dodać, że już przy poprzedniej próbie mówiono, że Japończycy składają hojną propozycję F1, a mimo to władze sportu postawiły na sprawdzone Pirelli.
Bridgestone posiada bogatą historię w F1. Najpierw dostarczało opony w latach 1997 - 2006, rywalizując i tocząc głośną wojnę oponiarską z Michelin. Od 2007 roku, po wycofaniu się Francuzów, przez kolejne cztery lata Bridgestone było jedynym dostawcą opon dla F1.
Po nieudanej próbie przejęcia praw od Pirelli, japońska firma w 2025 roku przeprowadziła restrukturyzację swojego działu sportów motorowych. Na jego czele stanął wtedy uznany inżynier Hiroshi Imai.
Japończyk pracował dla Bridgestone w latach 1990 - 2008, aby od sezonu 2009 dołączyć do McLarena. W sezonie 2024 po latach pracy jako główny inżynier, ekipa z Woking w ciepłych słowach żegnała się z pracownikiem, podkreślając jak duży wkład miał w rozwój zespołu.
Można się domyślać, że ściągnięcie Imaiego z powrotem do Japonii mogło mieć związek z aspiracjami firmy związanymi z powrotem do F1 tym bardziej, że stał on na czele delegacji obecnych na torach Marina Bay i COTA.
Obecnie firma jest zaangażowana w dostarczanie opon dla Formuły E, a także IndyCar poprzez swoją markę Firestone. Jej produkty wykorzystywane są także w japońskiej serii Super GT.
Zbliżający się nowy przetarg na opony dla Formuły 1 może jednak przyciągnąć znacznie więcej chętnych. Bridgestone będzie próbowało wzmocnić swoją ofertę po poprzedniej porażce, ale dalej nie gwarantuje jej to przejęcia dostaw opon.
Królowa motorsportu nie zamierza wdawać się w kolejną wojnę oponiarską i daje wybranemu dostawcy swobodę rozwoju i demonstracji swojej technologii, łącząc to z potężną platformą marketingową, jaką są wyścigi.
Z tego powodu dołączyć do niej mogą chcieć też inni wielcy producenci na czele w Michelin, które przez lata odrzucało możliwość powrotu do Grand Prix właśnie ze względu na brak konkurencji. Innym producentem, który przez ostatnie lata był również wymieniany w gronie możliwych dostawców dla F1 znajduje się koreański Hankook.


Jeśli nie masz jeszcze konta, dołącz do społeczności Formula 1 - Dziel Pasję!
zarejestruj się