Znowu czarne chmury zaczęły się gromadzić nad Valtterim Bottasem. Medialne doniesienia wskazują na to, że jego etatowa posada w Cadillacu na sezon 2027 nie jest taka pewna, a głównym kandydatem do wykorzystania tego ma być Colton Herta.
Nawrót plotek w tej sprawie nastąpił w trakcie weekendu wyścigowego w Teksasie. W przeciwieństwie jednak do wcześniejszych pogłosek - które stanowczo demontowali zarówno sam Valtteri Bottas, jak i Graeme Lowdon - te mają solidniejsze podstawy.
Przede wszystkim na piątkowej konferencji prasowej Marcin Budkowski nie chciał wprost potwierdzić swojego składu kierowców na sezon 2027, o czym mówił w kontekście ewentualnego zatrudnienia Estebana Ocona. Do tego kilka dni później Amerykanie oficjalnie poinformowali o dalszej współpracy z Sergio Perezem do kampanii 2029, nie wspominając nic o zawodniku z Nastoli.
Tymczasem w zeszłym roku jednoznacznie informowali o wieloletnich kontraktach podpisanych zarówno z Perezem, jak i Bottasem. Fin zarzekał się w Austin, że pamięta o warunkach tej umowy, aczkolwiek nie chciał potwierdzić, że gwarantują mu starty w kolejnym sezonie:
"Tak. Znam warunki umowy, które podpisywałem w zeszłym roku. To tyle. To jednak F1 i gdyby krowy potrafiły latać, to wiecie… w tym sporcie wszystko może się wydarzyć. Na tę chwilę wydaje się, że są zadowoleni z tego, co dowożę. To tylko ma znaczenie", przekazał 37-latek, cytowany przez Motorsport.
Bardzo ciekawe raporty w ostatnich dniach wypuścili The Race i PlanetF1, które przybliżyły powody, dla których Bottas nie może być pewny dalszych startów. Przede wszystkim po zwolnieniu Lowdona jego postrzeganie w zespole miało ulec zmianie, chociażby dlatego, iż straty czasowe do Pereza zaczęły się robić znacznie większe.
Przyjmuje się, że wszystko cały czas pozostaje w rękach Fina, natomiast General Motors naciska na awans Coltona Herty. Z tego powodu ma być głównym kandydatem do jego zastąpienia. Amerykanom kompletnie nie przeszkadza to, że w tegorocznych mistrzostwach F2 26-latek zajmuje dopiero... 19. miejsce.
Była gwiazda IndyCar przymierzana jest jednak do królowej motorsportu od dłuższego czasu. Wystarczy wspomnieć, że był mocnym kandydatem do jazdy w AlphaTauri na sezon 2023. Wtedy jednak dużą przeszkodą okazały się wymogi dot. superlicencji, której teraz ma być blisko uzyskania.
Po treningu w USA Budkowski zdradził, że Herta uzbierał już 39 punktów do uzyskania takiego dokumentu. Cadillac zdążył już potwierdzić, że w Meksyku weźmie udział w kolejnej sesji - notabene w miejsce Bottasa - więc jeżeli pokona w niej więcej niż 100 kilometrów, uzyska ostatnie brakujące 40 oczko.
The Race zaznaczyło jednak, że spora kolejna chętnych ustawiła się do ewentualnego zastąpienia Bottasa, w co wkomponowywałyby się słowa Budkowskiego o wielu kontaktach z kierowcami i menadżerami. Oczywistym wyborem mógłby być ww. Ocon, natomiast ten ma być blisko objęcia funkcji kierowcy rezerwowego w Astonie Martinie. Kolejne naturalne nazwisko to Yuki Tsunoda.
PlanetF1 poinformowało o jeszcze innych dwóch ciekawych kandydaturach. Z Cadillakiem miał bowiem skontaktować się Alex Dunne, aczkolwiek bez większych szans na ostateczne porozumienie. Co innego ma dotyczyć nowego mistrza F3, Ugo Ugochukwu, który uzyskał już nawet superlicencję. W przypadku Amerykanina do realnego debiutu w F1 mogłoby jednak dojść dopiero w 2028 roku ze względu na planowane jazdy w F2 i ewentualne dłuższe przygotowania z ekipą z Fishers.
© Cadillac


Jeśli nie masz jeszcze konta, dołącz do społeczności Formula 1 - Dziel Pasję!
zarejestruj się