Nikolas Tombazis twierdzi, że wdrożona w tym roku procedura dodatkowych pięciu sekund na starcie wyścigów, mająca pomóc kierowcom rozkręcić turbosprężarki przed ruszeniem z pól startowych prawdopodobnie pozostanie też w przyszłym roku mimo iż problem dużych różnic w prędkościach bolidów podczas ruszania z miejsca został rozwiązany w inny sposób.
Już podczas zimowych testów w Bahrajnie okazało się, że nowa technologia silnikowa przysporzy niektórym zespołom sporych problemów na starcie wyścigów, a temat szybko stał się polityczną debata w padoku.
Spora część ekip domagała się więcej czasu podczas procedury startowej i zmian dotyczących sposób wykorzystania systemu MGU-K na starcie Grand Prix, gdyż ich bolidy pozbawione układu MGU-H, wyjątkowo wolno ruszały z miejsca.
Na przeszkodzie stanęło jednak Ferrari, które już w zeszłym roku głośno przestrzegało przed potencjalnym problemem w tym obszarze, a inżynierowie z Maranello zawczasu pomyśleli o sprytnym rozwiązaniu go, stosując w SF-26 nieco mniejsza turbosprężarkę, która szybciej się rozkręca.
Nic dziwnego, że Fred Vasseur bronił pozycji swojej ekipy, jak tylko mógł. Ostatecznie FIA musiała jednak zająć się tematem, gdyż w grę wchodziły kwestie bezpieczeństwa kierowców. Duże różnice w prędkościach bolidów na starcie wyścigów znacznie zwiększają ryzyko poważnych wypadków.
Ferrari nie mając zbyt dużego wyboru zgodziło się na wprowadzenie procedury dodatkowych pięciu sekund, podczas których kierowcy po ustawieniu się na polach startowych po okrążeniu formującym mają czas na rozkręcenie swoich silników i turbosprężarek. Przez pewien czas Włosi mieli nad rywalami widoczną przewagę w tym aspekcie, ale ta z czasem zanikała.
Szefostwo ekipy z Maranello wprost jednak zapowiedziało, że nie zmierza godzić się na dalsze ustępstwa w tym obszarze.
Od tamtej pory kwestie dotyczące słabszych startów zostały rozwiązane poprzez umożliwienie aktywacji systemu MGU-K, gdy zostanie wykryte słabsze ruszenie bolidu z miejsca, ale mimo to dyrektor departamentu bolidów jednomiejscowych FIA, Nikolas Tombazis, twierdzi, że procedura 5 sekund prawdopodobnie pozostanie utrzymana także w 2027 roku.
"Myślę, że te pięć sekund jest już obecnie dojrzałą procedurą i nie widzę powodu, dla którego miałoby się to zmienić w tym cyklu regulaminowym" mówił Grek cytowany przez Motorsport.com. "Nie ma to związku z bezpieczeństwem. Chodzi po prostu o to, że różne bolidy pojawiają się na polach startowych w różnym czasie, a kierowcy muszą mieć możliwość odpowiedniego przygotowania się, aby, powiedzmy, zapewnić prawidłowy start."
"Nie sądzę, żeby była to kwestia związana w dużej mierze z bezpieczeństwem. Część dotycząca układu elektrycznego jest zdecydowanie bardziej związana z bezpieczeństwem."
Inżynier odnosił się tutaj do wdrożonego i wspomnianego wyżej zabezpieczenia, umożlwiającego aktywację systemu MGU-K, który podczas normlanego startu załączyć się może dopiero po przekroczeniu prędkości 50 km/h.
Wydarzenia ze startu GP Australii kiedy to Franco Colapinto cudem uniknął najechania na wolno ruszającego Liama Lawsona, zmusiły jednak FIA do rozwiązania tego problemu.
"Cóż, przede wszystkim pracowaliśmy nad bezpieczeństwem na polach startowych" tłumaczył. "Od czasu, gdy pod koniec kwietnia omawialiśmy pakiet zmian wdrożony w Miami, do chwili obecnej pracowaliśmy nad rozwiązaniami umożliwiającymi awaryjne przyspieszenie bolidu, a więc nad elementami elektrycznymi, które mają pomóc, gdy samochód bardzo wolno rusza i tym samym zapobiec sytuacjom, w których auto mogłyby zgasnąć."
W bolidach pojawił się system wykrywający słabsze ruszenie z miejsca, który automatycznie aktywuje system MGU-K, który z kolei dostarcza moc, aby zapewnić minimalny poziom przyspieszenia.
Zdaniem FIA taki system nie daje przewagi konkurencyjnej. Gdy zostanie aktywowany może jednak ograniczyć ryzyko dużego wypadku. Zdaniem Tombazisa system może przekształcić tragiczny start w słaby, ale nie zamieni kiepskiego w konkurencyjny.
© Mercedes


Jeśli nie masz jeszcze konta, dołącz do społeczności Formula 1 - Dziel Pasję!
zarejestruj się