James Vowles z Williamsa domaga się kolejnych zmian w limitach budżetowych, aby mniejsze zespoły miały możliwość dogonienia większych ekip.
Przepisy finansowe w F1 zostały wdrożone w sezonie 2021 i na przestrzeni lat zmieniały się zgodnie z uzgodnionym harmonogram. Początkowo spadały ze 145 milionów dolarów do poziomu 135 milionów w latach 2023 - 2025, ale przed sezonem 2026 zostały drastycznie podniesione do 215 milionów w związku z wprowadzeniem zupełnie nowych przepisów technicznych.
Mimo iż limity budżetowe nie obejmują wszystkich wydatków ekip i wyłączone z nich są chociażby koszty ponoszone na pensje kierowców oraz trzech najlepiej zarabiających osób zarządzających, wprowadziły one zdrową strukturę finansowa w F1.
W odróżnieniu do poprzednich lat kiedy to wiele mniejszych ekip borykało się z problemami płynnościowymi i zagrożone były bankructwem, teraz wyceny zespołów F1 biją rekordy i nikt nie mówi o zagrożeniu ich upadkiem, ale podział w stawce jest wyraźny. Zespoły, które przed wprowadzeniem limitów uznawane były za duże i stabilne dalej są duże i stabilne, a do tego dalej dysponują sporą przewagą nad resztą stawki.
Powodów takiego stanu jest kilka, ale jednym z głównych jest fakt, że duże zespoły, które nie miały problemów z finansowaniem swojego działania przed wdrożeniem przepisów finansowych miały możliwość konkretnie dofinansować wszystkie obszary swojej działaności wcześniej, aby nie ponosić dodatkowych kosztów na kosztowną infrastrukturę już po wejściu w życie ograniczeń budżetowych.
James Vowles zauważył ten problem już w 2023 roku, a jego działania doprowadziły do reakcji ze strony FIA, która wprowadziła zmiany w limitach wydatków kapitałowych przeznaczonych na modernizację środków trwałych, tzw. capex. Mniejsze zespoły otrzymały możliwość większego wydatkowania pieniędzy w tych obszarach, ale temat ponownie powraca i w Malezji pojawiają się głosy o potrzebie wprowadzenia kolejnych zmian, na czele z ruchomym limitem zależnym od pozycji zajmowanej w mistrzostwach na wzór suwaka aerodynamicznego, który od lat reguluje ilość czasu jaką zespoły mogą spędzać testując swoje bolidu w tunelu aerodynamicznym i CFD.
"Kiedy wprowadzaliśmy limit budżetowy - to było jeszcze w czasach COVID-u, kiedy rozmawialiśmy o tym przez telefon - mieliśmy trzy kluczowe cele, które chcieliśmy dzięki niemu osiągnąć. Pierwszym była długoterminowa stabilność finansowa i uważam, że ten cel nie tylko osiągnęliśmy, ale nawet przekroczyliśmy. Ten biznes jest teraz odpowiednio finansowany, co pozwala mu funkcjonować dalej, a zespoły są przedsiębiorstwami. Przed 2021 rokiem w ogóle nimi nie były."
"Dwa pozostałe cele to jednak wyrównanie szans sportowych i - mówiąc wprost - kompresja stawki, czyli doprowadzenie do większego wyrównania poziomu konkurencyjności. To były trzy cele limitu budżetowego i w przypadku tych dwóch pozostałych ponieśliśmy porażkę."
Szef Williamsa, popierając swoje słowa, odniósł się do ciekawej statystki, którą zaobserwował, a która wskazuje na powiększenie różnic miedzy mniejszymi i większym zespołami w tych obszarach po wprowadzeniu limitów budżetowych w F1.
"Około miesiąca temu patrzyłem na pewne statystyki. Jeśli weźmiemy ostatnie 15 lat Formuły 1 - przepraszam, pięć lat, przez które obowiązuje obecnie limit budżetowy - cztery czołowe zespoły zdobywają obecnie 83 procent wszystkich punktów. Wcześniej było to około 70 procent, żeby nie było wątpliwości. Innymi słowy, pogorszyliśmy sytuację. Cztery najlepsze zespoły pozostają czterema najlepszymi, a cała reszta walczy o około 17 procent punktów."
"Liczba miejsc na podium wynosiła wcześniej około 10 procent wszystkich dostępnych, a teraz jest to 5 procent. Mógłbym przytoczyć całą masę statystyk, ale limit budżetowy pogorszył sytuację, zamiast ją poprawić."
Żeby nie było wątpliwości, zaczynając swój wywód na konferencji prasowej, Brytyjczyk zaznaczył, że bierze na siebie odpowiedzialność za popełnione przez jego zespół błędy, które doprowadziły do drastycznego spadku jego formy w tym roku i nie wini za to limitu budżetowego.
"To naprawdę dobre pytanie. Przede wszystkim biorę na siebie odpowiedzialność za błędy, które popełniliśmy tej zimy, i nie powinniśmy mieszać tego z odpowiedzią na to pytanie. Cofnęliśmy się. Mieliśmy samochód, który był zbyt ciężki."
Vowles przyznaje jednak, że w F1 dalej mamy serię dwóch prędkości, a umożliwienie mniejszym ekipom włączenia się do walki z czołówką wymaga kolejnych zmian systemowych.
"Kiedy działamy w ramach limitu budżetowego, nie wydaję pieniędzy na bolid. Wydaję miliony, a właściwie dziesiątki milionów, tylko na podstawowe systemy, dzięki którym na przykład wiem, gdzie w fabryce znajduje się dana część. Te pieniądze nie trafiają więc do bolidu, na przednie skrzydło czy na modernizację. Są wydawane na systemy, których potrzebuję tylko po to, żeby wykonywać absolutne podstawy."
"Dlatego znaleźliśmy się w pułapce limitu budżetowego. Jeśli zrobię coś krótkoterminowego - a zawsze mówię o inwestowaniu w przyszłość - teraz rozumiecie dlaczego. Jeśli zrobię cokolwiek z myślą o tym roku, spowolnię się w przyszłości, a nie mogę sobie na to pozwolić."
"Mamy mistrzostwa dwóch prędkości. To nie ja wam to mówię. Tak po prostu wygląda obecnie sytuacja, jeśli chodzi o zdobycz punktową. I uważam - a właśnie tutaj jako cała branża musimy się porozumieć - że nie jest to właściwe z punktu widzenia tego, czego chcemy w przyszłości."
"Chcemy mieć możliwość, żeby jeśli wykonamy dobrą pracę, móc walczyć o czołowe pozycje. Nawet w ubiegłym roku, który był dla nas świetnym sezonem, różnica w punktach między nami a czwartym miejscem, czyli Ferrari, wynosiła 238 punktów. To nie jest mała różnica. To ogromna przepaść, a my staliśmy na podium trzy razy."
"W ramach limitu budżetowego - czego nie doceniałem, dopóki nie trafiłem do Williamsa - jesteś naprawdę mocno karany za to, co robisz. Rozwiązaniem nie jest zniesienie limitu budżetowego. Jak już wcześniej powiedziałem, dzięki niemu mamy teraz świetnie ustabilizowany finansowo sport. Musimy jednak zastanowić się, jakie mechanizmy możemy w nim zastosować, aby upewnić się, że wszyscy grają przy użyciu tych samych narzędzi i według tych samych zasad, ponieważ obecnie tak nie jest."
Siedzący obok Brytyjczyka Flavio Briatore, dowodzący ekipą Alpine, przyznał mu rację i zasugerował, aby limit budżetowy obejmował wszystkie obszary działalności zespołu F1, zamiast posiadania całej listy wyjątków.
"W zasadzie mam takie samo zdanie. Uważam, że sama idea limitu budżetowego jest bardzo dobra, ale administracja związana z jego funkcjonowaniem jest ogromna."
"W pewnym momencie nie wiem, czy nie miałoby sensu wprowadzenie jednego limitu budżetowego, niezależnie od tego, jaka byłaby jego wysokość. Niektórzy chcą włączyć do niego również kierowców. W tej chwili, niezależnie od tego, jaka byłaby kwota - może duży zespół ma 300 albo 400 milionów, a mały 250 czy 300 - należy po prostu wszystko włożyć do limitu budżetowego."
"Wtedy nie mielibyśmy już sytuacji: to jest wliczane, tego się nie wlicza, to jest wliczane, tego się nie wlicza. W pewnym momencie musimy zdecydować, co możemy zrobić z limitem budżetowym. Moim zdaniem najlepszym rozwiązaniem byłoby umieszczenie wszystkiego w ramach limitu budżetowego, niezależnie od tego, jaka byłaby jego wysokość."
James Vowles przyznał mu rację, ale po chwili zasugerował, że można byłoby też iść drogą jaką opracowano przy okazji wdrążania suwaka aerodynamicznego i w zależności od miejsca w mistrzostwach zwiększać lub zmniejszać limit wydatków każdej ekipy.
"Myślę, że rozwiązaniem musi być coś, co każdy w tym pomieszczeniu będzie w stanie zrozumieć: albo limit powiązany z liczbą punktów w mistrzostwach, ponieważ daje to odpowiednią skalę, albo powiązany z pozycją w mistrzostwach. Potrzebujemy prostego mechanizmu, który pozwoli nam z czasem - nie w przyszłym roku - ale stopniowo się do siebie zbliżać."
© Williams


Jeśli nie masz jeszcze konta, dołącz do społeczności Formula 1 - Dziel Pasję!
zarejestruj się