Bardzo ciekawa lokalizacja wypłynęła w przestrzeni medialnej w kontekście potencjalnych alternatyw na wypadek całkowitego odwołania wyścigów na Bliskim Wschodzie. Do grona takich kandydatów dołączył bowiem tor Sepang International Circuit.
Układ drugiej części tegorocznego kalendarza ciągle stoi pod znakiem zapytania. Władze serii aktywnie szukają możliwości przywrócenia jednego kraju z dwójki Bahrajn-Arabia Saudyjska, które wskutek konfliktu na Bliskim Wschodzie straciły swoje kwietniowe miejsca w terminarzu.
W ostatnim czasie doniesienie medialne wskazywały na to, że Bahrajn zorganizuje swoje zawody 4 października, wykorzystując lukę między rundami w Azerbejdżanie a Singapurze. F1 miała być nawet bardzo blisko ogłoszenia oficjalnie tej informacji, ale ze względu na eskalację konfliktu między USA a Iranem z tego zrezygnowała.
Co ważne, z tego samego powodu coraz więcej niepewności dotyczy dwóch finałowych wyścigów, które zaplanowane są w Katarze i Abu Zabi. Tymczasem kierownictwo królowej motorsportu nie może przesuwać w nieskończoność podjęcia ostatecznych decyzji z powodu kwestii transportowo-logistycznych.
Z najnowszego raportu The Race wynika, że decyzja ws. Bahrajnu zostanie podjęta przed wakacyjną przerwą, czyli w ciągu najbliższych dni. Jasne jest to, że seria będzie dążyć do organizacji Grand Prix 4 października, biorąc pod uwagę potencjalne ryzyko kolejnych ubytków w kalendarzu. Ten z kolei już na tę chwilę został skrócony 24 do 22 rund.
Jeżeli nie kraj z Zatoki Perskiej, to logicznym kandydatem do pomocy F1 wydawałaby się Turcja, która ponadto leży blisko Baku. The Race poinformowało jednak o zaskakującej, ale jakże ciekawej - z kibicowskiego i sportowego punktu widzenia - opcji, którą ma być tor Sepang. Wszystko przez bliskość tego miejsca z Singapurem i bezpośrednie sąsiedztwo lotniska.
Przypomnijmy, że malezyjski obiekt gościł najlepszych kierowców świata w latach 1999-2017, po czym przestał to robić z powodu niedostosowania się do wysokich wymagań finansowych Liberty Media. W zeszłym roku szef toru nie ukrywał, że był to jednak błąd i teraz Malezyjczycy chcieliby z powrotem znaleźć się w kalendarzu.
Jeśli chodzi o kwestię końcówki tegorocznego terminarza, to przyjmuje się, że F1 będzie chciała odroczyć jak najdłużej finalne postanowienia ws. GP Kataru i GP Abu Zabi. Plan awaryjny włodarzy ma zakładać, że w przypadku odwołania tych wyścigów wielki finał sezonu odbyłby się 6 grudnia w Portimao, czyli dwa tygodnie po rozegraniu GP Las Vegas.
© Red Bull


Jeśli nie masz jeszcze konta, dołącz do społeczności Formula 1 - Dziel Pasję!
zarejestruj się