Kierowcy Astona Martina skomentowali informacje o tym, że obecne problemy Hondy mogą narażać ich zdrowie. Chwytliwym cytatem podzielił się zwłaszcza Lance Stroll, który porównywał je do porażenia prądem na krześle elektrycznym.
Czwartkowe zajęcia medialne upłynęły pod znakiem dalszego uwypuklania problemów Astona Martina z jednostką napędową Hondy. Szerokim echem odbiła się zwłaszcza wypowiedź Adriana Neweya, w której ten dał do zrozumienia, że z powodu obaw o zdrowie kierowców Zieloni ograniczą przejazdy w Australii. Wszystko przez potężne wibracje samochodu AMR26.
Z trudnościami na tym polu nie kryli się także kierowcy, a zwłaszcza Lance Stroll. Kanadyjczyk porównał jazdę obecną wersją brytyjskiego bolidu do porażenia prądem na krześle elektrycznym. Z doniesień przekazanych przez Giuliano Duchessę z AutoRacer.it wynika, że w czasie testów kierowcy żuli jednocześnie po 3/4 kawałki gumy, aby wytrzymać drgania pochodzące z japońskiego silnika:
"Nie jest dobrze. Staramy się to naprawić. Mamy parę pomysłów na ten weekend, jeśli chodzi o rozwiązanie tych problemów i zobaczymy w 1. treningu, czy będzie lepiej niż w Bahrajnie. Nie wiem, do czego można to porównać, ale myślę, że to coś jak porażenie prądem na krześle elektrycznym czy coś podobnego, na pewno wcale nie tak daleko od tego", przyznał 27-latek, cytowany przez PlanetF1.
"To bardzo nieprzyjemne wibracje. To nie chodzi o to, że jest to złe tylko dla silnika, ale też dla człowieka w bolidzie. Musimy to po prostu naprawić, co nam się uda. Mamy już parę pomysłów i zobaczymy, co z tego wyjdzie."
Dopytany o to, czy nie może doczekać się czegoś konkretnego na starcie sezonu, Stroll odpowiedział krótko:
"Jeśli chodzi o coś szczególnego, to nie."
Zawodnik Astona Martina jasno zaznaczył też, że musi zaakceptować aktualną rzeczywistość:
"Takie jest życie. To F1 i jako kierowca w niektórych sezonach wsiadasz do samochodu i pojawia się magia, a w innych wsiadasz do samochodu i pojawia się gó**o. Trzeba iść dalej i pracować z tym, co się ma. Teraz jest ciężko, aczkolwiek przyszłość rysuje się w jasnych barwach. Jako cały team, włączając w to mnie, po prostu musimy akceptować tę sytuację i przejść do ataku."
Co ciekawe, Stroll został również dopytany o kontuzję nadgarstków z sezonu 2023, która ponowiła się w zeszłym roku i doprowadziła do niewystartowania w GP Hiszpanii. Teraz zapytano go o ewentualny wpływ na nie problemów z wibracjami:
"Nie. Z nadgarstkami wszystko jest okej. Chodzi o same problemy, a główny z nich polega na tym, że nie jesteśmy wystarczająco szybcy. Mieliśmy znaleźć wydajność po stronie silnika i podwozia, aczkolwiek pojawiły się kłopoty z niezawodnością, które zabrały nam sporo czasu."
Swoim komentarzem podzielił się również Fernando Alonso, który nie ukrywał, że już po 20 minutach jazdy bolidem AMR26 jego ręce zaczynają się poddawać. Z drugiej strony przyznał, że gdyby miał walczyć o zwycięstwo w niedzielę, przejechałby pełny dystans zawodów w Melbourne:
"Po prostu wszystko wibruje, ale to nie chodzi tylko o nas. Samochód ma przez to trudności, co powoduje problemy z niezawodnością, a te zabierają nam czas. Wibracje zwyczajnie doprowadzają do uszkodzeń poszczególnych elementów bolidu i my jako kierowcy też to odczuwamy", podkreślił dwukrotny mistrz świata.
"Chodzi o nasze ciało. Z taką częstotliwością tych wibracji, które zaczyna się odczuwać po 20 czy 25 minutach, dłonie i stopy stają się zdrętwiałe. Jest to wyzwanie, ale każdego dnia próbują znaleźć rozwiązanie. Od Bahrajnu przeprowadzano parę testów i kilka rozwiązań zaimplementowano do bolidu. Zobaczymy, co będziemy mogli poprawić w piątek i jakie będzie mieć odczucia."
"Nie jest trudno kontrolować ten samochód. Adrenalina przysłania po prostu ten ból. Żeby była jasność, moglibyśmy wytrzymywać w tym aucie 3 godziny, gdybyśmy walczyli o zwycięstwo. To jest ponad to. Będąc w bolidzie, nie masz żadnych ograniczeń, które uniemożliwiają robienie tego, co masz robić. Na pewno jednak jest to coś nietypowego i nie powinno tego być."
"Nie mamy przecież świadomości konsekwencji tego, jeżeli np. jeździlibyśmy z tym przez cztery miesiące. Na pewno trzeba wprowadzić jakieś rozwiązania. Jak już mówiłem, wszyscy w Japonii codziennie starają się to jakoś naprawić. Sami chcemy w tym pomóc."
Oczywiście w przypadku Alonso i problemów Hondy nie brakuje nawiązań do nietypowych sytuacji z okresu lat 2015-2017. Hiszpan nie ukrywał w Melbourne, że to, kiedy Japończycy uporają się ze swoimi trudnościami, może mieć wpływ na decyzję o jego dalszej karierze. Wcześniej sugerował bowiem, że sezon 2026 może być jego ostatnim w F1:
"W 100% wierzę w to, że Honda rozwiąże te problemy. Dokonywała tego w przeszłości i zawsze będzie rywalizować z topowym silnikiem w F1. Bardziej chodzi o czas, który do tego jest potrzebny, a on może nie pokrywać się z czasem dla mojej kariery, choć to dopiero się okaże."
"Nie mam szklanej kuli, żeby przewidzieć, kiedy te kłopoty zostaną rozwiązane. Będziemy patrzeć na to wyścig po wyścigu, miesiąc po miesiącu. Liczę na zobaczenie poprawy w krótkim czasie, bo to pomoże mi w podjęciu decyzji na kolejny sezon."
© Aston Martin


Jeśli nie masz jeszcze konta, dołącz do społeczności Formula 1 - Dziel Pasję!
zarejestruj się