Kierowcy F1 dywagują na temat tłoku na torze i potencjalnych zmian w formacie kwalifikacyjnym do GP Monako, mających na celu wyeliminowanie tego problemu.
Spory tłok w kwalifikacjach przed GP Monako to wyzwanie, z którym kierowcy muszą mierzyć się co roku. Z uwagi na charakterystykę tego toru, a więc niebywale ciasne sekcje oraz rekordowo krótką, mierzącą 3,337 km nitkę, zawodnicy Formuły 1 muszą mieć się na baczności, gdy ruszają do rywalizacji w Q1 - sesji, w której na tor wyjeżdża cała stawka.
Tłok na torze niesie ze sobą kilka konsekwencji - kierowcy na okrążeniu kwalifikacyjnym często zostają przyblokowani przez wolniej jadące auta, a zawodnicy na kółku wyjazdowym często nie są w stanie optymalnie przygotować samochodu do próby pomiarowej, właśnie przez potrzebę ciągłego przepuszczania szybszych kierowców.
Do tego dochodzi także nieoczywista charakterystyka samej strategii przejazdów - w Monako ewolucja toru postępuje dość szybko, a z uwagi na krótką nitkę toru oraz niewielką degradację ogumienia, kierowcy niemal zawsze pokonują co najmniej dwa okrążenia pomiarowe, aby wprowadzić opony w odpowiednie okno pracy.
W tym roku, po raz pierwszy od 2016 roku, w Formule 1 startuje 11. zespołów, co sprawia, że wyzwanie staje się jeszcze cięższe. Bohater lokalnej publiczności, Charles Leclerc stwierdził, że ogromny tłok na torze, jaki pojawia się w kwalifikacjach zawsze ma wpływ na ostateczne wyniki:
"22 samochody na tak krótkim torze to będzie ciężka sprawa. Szczególnie dlatego, że w tych autach - choć teraz jest już z tym nieco lepiej - za każdym razem, gdy jedziesz trzy lub cztery sekundy za kimś na tego typu obiektach, tracisz trochę czasu. Będzie to zatem skomplikowane. Dla każdego warunki są takie same i będziemy musieli się do nich dostosować, ale uważam, że w Q1 nie będzie to idealna sytuacja" - powiedział Monakijczyk.
Format kwalifikacji F1 w Monako jest taki sam, jak na każdym innym torze, co jednak nie znajduje odzwierciedlenia w seriach juniorskich. W F2 i F3 kierowcy przed czasówką w Monte Carlo zostają podzieleni na dwie grupy - każda z grup wyjeżdża na tor i odbywa własną sesję kwalifikacyjną.
Autor najszybszego okrążenia z obu grup zdobywa pole position, a kierowca z drugim najszybszym czasem, drugie miejsce. Następnie kierowcy z grupy, w której rywalizował najszybszy zawodnik, są plasowani na kolejnych miejscach nieparzystych - miejsca parzyste zajmują zawodnicy z drugiej grupy również w kolejności, w jakiej się uplasowali.
Taki rozwiązanie wprowadza rzecz jasna pewien element losowości, bowiem zabiera zawodnikom szansę rywalizacji w takich samych warunkach na torze, lecz jednocześnie pozwala ono zredukować istotny problem tłoku na torze, przez co pomysł zmiany formatu kwalifikacji trafił także w kręgi Formuły 1.
Lando Norris sprzeciwia się jednak zmianom w formacie kwalifikacji. Mistrz świata uważa, że wprowadzenie odmiennego formatu otworzy pole do kolejnych dyskusji i potencjalnego niezadowolenia ze strony kierowców. Jego zdaniem najlepszym rozwiązaniem jest rozsądne zachowanie na torze i korzystanie z komunikacji radiowej:
"Rzecz w tym, że kiedy podzielisz to na osobne segmenty i masz dwie grupy, ktoś zawsze będzie niezadowolony, ponieważ albo trafisz do pierwszej grupy i będziesz narzekać na drugą, albo na odwrót. Myślę więc, że w pewnym sensie po podziale na dwie różne sesje byłoby jeszcze więcej narzekających" - tłumaczył Norris.
"Jednocześnie, jeśli kierowcy po prostu będą patrzeć w lusterka i używać radia do celów, do których powinno być używane - czyli do przekazywania informacji o rywalach na szybkich okrążeniach - uważam, że wszystko powinno być w porządku. Nie sądzę, żeby miało być fatalnie, ale tylko pod warunkiem, że ludzie będą zjeżdżać z drogi we właściwych miejscach. Gdy tylko ktoś zaczyna przeginać i kombinować, wtedy pojawia się poważny problem."
Podobnego zdania jest Gabriel Bortoleto, który powołał się na przykład serii wyścigowych, w których ilość samochodów przekracza 30:
"Jeśli kierowcy patrzą w lusterka, słuchają radia i mają dobrą komunikację, można sobie poradzić z 22. samochodami na torze. W F3 jest 30 aut, a w FRECA kilka lat temu było ich 37 podczas treningów, więc w innych seriach bywało znacznie gorzej. Myślę, że damy sobie z tym radę" - zapewnił Brazylijczyk.
© Ferrari


Jeśli nie masz jeszcze konta, dołącz do społeczności Formula 1 - Dziel Pasję!
zarejestruj się