Kierowcy Ferrari nie ukrywali swojej frustracji z powodu katastrofalnego prowadzenia się bolidu SF-25 po sobotnich zajęciach w Katarze. Charles Leclerc wyraził nawet wątpliwości w kontekście wywalczenia jakichś punktów w niedzielnych zmaganiach.
Ferrari kompletnie rozczarowało w sobotę swoich sympatyków. Po raz pierwszy od zawodów na Monzy w 2021 roku zakończyło sprint bez żadnych punktów, a Charles Leclerc i Lewis Hamilton zajęli dopiero 13. i 17. miejsce. Mimo zmian w ustawieniach kwalifikacje okazały się niewiele lepsze. Monakijczyk ledwo co wszedł do Q3, a Brytyjczyk - po raz drugi z rzędu - odpadł na etapie Q1.
Zwłaszcza niepokojące okazało się nagranie z kamery pokładowej Leclerca z pierwszego okrążenia sprintu. Bardzo mocno walczył ze swoim samochodem, przez co spadł z 9. na 13. pozycję. Obserwatorzy nie omieszkali dworować z takich obrazków, mając na uwadze ostatnią krytykę Johna Elkanna w stronę kierowców:
"Niesamowicie trudno prowadziło się ten bolid. Póki co nie mam żadnych wyjaśnień. Myślałem, że pojawiły się jakieś uszkodzenia. Coś zaobserwowaliśmy, ale to było po pierwszych paru kółkach, a problem głównie występował na pierwszym. Sprawdzimy to, aczkolwiek było to okropne", przyznał po sprincie Leclerc Sky Sports.
"Nie mam pojęcia, co zmieniło się od sprinterskich kwalifikacji, ale odczucia zmieniły się diametralnie. Naprawdę nie wiem, o co tutaj chodziło. Zgadzam się z Lewisem, że dzisiaj było ekstremalnie trudno, by nie powiedzieć gorzej."
"Na pierwszym kółku nie mogłem utrzymać bolidu w torze. Straciłem 3-5 pozycji, a ponieważ tak trudno prowadziło się ten bolid, popełniłem mnóstwo błędów. Nie do końca rozumiem, co się wydarzyło."
Jeszcze większą zagadką pozostawało tempo Hamiltona, w którego samochodzie zmieniono ustawienia przed sprintem. Brytyjczyk zdradził, że nawet jadący za nim, Pierre Gasly, zwrócił uwagę na trudności z prowadzeniem czerwonej maszyny:
"Wystartowaliśmy z alei serwisowej, bo chcieliśmy to sprawdzić i wprowadzić pewne zmiany. Znaleźli parę rzeczy w symulatorze w nocy, więc je zastosowaliśmy. Poszło to jednak w złym kierunku i z jakiegoś powodu obaj mocno walczyliśmy. Nie mamy żadnej stabilności. Chodzi zwłaszcza o tylną oś, która ciągle się ślizga", przekazał siedmiokrotny mistrz świata.
"Dochodzi do tego podskakiwanie. Pojawia się ono przy wchodzeniu w taki zakręt jak nr 10. Mamy też sporo podsterowności w środku zakrętu. Próbujesz skręcać kierownicą, a auto się ślizga i próbujesz to jakoś skontrować."
"Co więcej, różni się to między zakrętami z niskimi, średnimi i wysokimi prędkościami. Nie da się uwierzyć w taką walkę. Nawet Pierre podszedł do mnie później i powiedział, że wygląda to tak źle. Odpowiedziałem mu tylko: "tak właśnie jest, Sherlocku."
Przed czasówką wprowadzono kolejne korekty z czerwonych bolidach, ale niewiele to zmieniło. Wprawdzie Leclerc dotarł do Q3, ale tam zaliczył spektakularny podwójny piruet. Komentując tę wpadkę, zasugerował, że Ferrari może mieć problemy wywalczeniem punktów w niedzielę:
"Podjąłem głupią dawkę ryzyka. Próbuję to zawsze robić w każdym zakręcie w Q3, żeby chociaż być na pozycjach 8-9, natomiast tutaj już było tego za dużo. Czy jestem optymistą w kontekście jutra? Nie jestem, a to dość rzadkie", oznajmił Charles dla F1TV.
"Zazwyczaj jestem optymistycznie nastawiony, aczkolwiek podczas tego weekendu nie ma żadnej wydajności w tym samochodzie. Ciągle mam nadzieję, że jutro będzie lepiej, ale nic z odczuć, jakie miałem z bolidu, nie dało mi takiej pewności."
© Ferrari


Jeśli nie masz jeszcze konta, dołącz do społeczności Formula 1 - Dziel Pasję!
zarejestruj się