Szef ds. F1 z ramienia FIA w jednoznaczny sposób ustosunkował się do krytyki kierowców odnośnie przepisów technicznych na sezon 2026. Grecki inżynier zaznaczył, że Federacja nie mogła wcześniej rozwiązać tych problemów ze względu na opór ze strony producentów silnikowych.
Krytyka nowych przepisów technicznych stała się nieodłącznym elementem tegorocznych zmagań w F1. W zdecydowanej większości płynęła wprost z ust kierowców. Co istotne, jej apogeum wcale nie przypadł na początek rywalizacji, gdy wszyscy dopiero zapoznawali się z nowym sposobem ścigania się, a na okres po zawodach na torach Silverstone i Spa.
Te bowiem mocno uwypukliły wady regulacji, które i tak poprawiono od GP Miami. Kierowcy nie mogli zrozumieć, jak takie przepisy zostały zatwierdzone, mając na uwadze symulacje z wcześniejszych lat. Zareagował na to stanowczo Nikolas Tombazis, który zaznaczył, że FIA miała świadomość wszelkich trudności, ale miała związane ręce ze względu na proces decyzyjny w F1:
"Kierowcy z samej definicji są dość wymagającymi klientami. W związku z tym nie oczekujemy od nich, aby wszystko lukrowali i nie mówili, co o tym uważają", powiedział dyrektor FIA ds. bolidów jednomiejscowych, cytowany przez The Race.
"Wiele rzeczy, na które narzekają, przewidywaliśmy już dwa lata przed startem sezonu i próbowaliśmy wprowadzić odpowiednie poprawki. Ponieśliśmy jednak porażkę ze względu na obecny system zarządzania. To, co teraz się dzieje, było tak naprawdę do przewidzenia."
Najlepszym dowodem na potwierdzenie słów Tombazisa był zeszłoroczny pomysł ze zmniejszeniem mocy pochodzącej z hybrydy do 200 kW w czasie wyścigów, który został porzucony. Wynikało to głównie z bardzo wysokiego progu do uzyskania zgody, polegającego na aprobacie ze strony FIA, FOM-u oraz czterech z pięciu producentów silnikowych:
"Jeśli dany producent nie rywalizował jeszcze w F1, czyli np. Audi, to i tak musiał przestrzegać obowiązujących regulacji. Nie mógłby przyjść do nas i powiedzieć, że wyda 5 razy więcej pieniędzy, skoro nie bierze jeszcze w tym udziału. Byłoby niesprawiedliwe."
"W związku z tym pojawiło się porozumienie dot. zarządzania, które z jednej strony zobowiązało znaczącą liczbę producentów do przestrzegania przepisów, włączając w to te finansowe i operacyjne. Z drugiej strony nałożyło to ograniczenia w kontekście tego, jak FIA może autorytarnie to zmieniać."
"Z tego powodu każda zmiana musi zostać zatwierdzona przez znaczą liczbę producentów, a pod kątem tych poprawek potrzebowaliśmy zgody co najmniej czterech producentów. Uproszczając to, w latach, w których rozmawialiśmy o tych korektach w przepisach, nie udało się zyskać takiej zgody."
Grecki działacz wyraził też rozczarowanie związane z tym, że pierwsze środki zaradcze zostały wprowadzone dopiero od 4. rundy sezonu 2026, po czym dopiero rozpoczęto dyskusje odnośnie zmian w przepisach na lata 2027-2028:
"Trochę szkoda, że musieliśmy czekać do tego momentu. Dopiero w maju zaczęliśmy omawiać pakiet zmian na lata 2027-2028. Takie coś należało zrobić parę lat wcześniej i teraz nie byłoby tych wszystkich dyskusji."
Tombazis na koniec podzielił się jednak dość podobnym wnioskiem do Stefano Domenicaliego, że samo widowisko nie ucierpiało na wszelkich wadach nowych regulacji:
"Większość wyścigów była dość ekscytująca, bo było sporo walki. Chociaż widać wyraźnie przewagę jednego producenta, ale w przeszłości wyglądało to znacznie bardziej procesyjnie. Mimo że Mercedes wygrał większość rund, sama rywalizacja była bardzo ciekawa i oglądaliśmy wiele zmian pozycji na torze."
"Musimy zatem zachować właściwe proporcje w ocenie całej sytuacji. Wiadomo, że kierowcy są ważnymi interesariuszami tego sportu, dlatego też słusznie postąpiliśmy, wysłuchując ich i odpowiednio reagując. Musimy jednak też pamiętać o kibicach, którzy chcą oglądać walkę na torze i zmiany pozycji."
© Red Bull


Jeśli nie masz jeszcze konta, dołącz do społeczności Formula 1 - Dziel Pasję!
zarejestruj się