Aston Martin szykuje pierwszy poważny pakiet poprawek na weekend z GP Węgier zaplanowany na końcówkę czerwca.
Ekipa z Silverstone ma za sobą okropny początek sezonu, w którym zadebiutowała jako ekipa fabryczna, napędzana silnikami Hondy.
Poważne problemy Astona były widoczne już w czasie testów przedsezonowych - oprócz znaczącego braku mocy, ekipa zmagała się z nadmiernymi wibracjami w aucie, a także zbyt dużą masą pojazdu.
Choć w okolicach GP Miami, brytyjska ekipa zdołała uporać się z tajemniczymi wibracjami, szereg innych problemów wciąż uniemożliwia im nawiązanie walki z rywalami, czy chociażby regularne przejeżdżanie pełnego dystansu Grand Prix.
Zarówno kierowcy, jak i cały zespół pokłada spore nadzieje w poprawkach, jakie szykowane są na ten sezon. Choć początkowo uważano, że usprawnienia jednostki napędowej oraz nadwozia zostaną ze sobą skorelowane tak, aby razem stworzyły zupełnie nowy pakiet, zespół oznajmił, iż rozwój konstrukcji nadwozia jest niezależny od poprawek dotyczących silnika.
Zdaniem dziennikarzy The Race, decyzja o uzależnieniu dwóch pakietów poprawkowych została podjęta jeszcze przed pierwszym wyścigiem sezonu gdy wiadomym było, iż Aston jest w potężnych tarapatach.
Szef operacji na torze Astona Martina, Mike Krack, w rozmowie dla The Race przyznał, że zespół czekają jeszcze dwa trudne weekendy zanim w końcu w życie wejdą długo wyczekiwane poprawki:
"Nie jesteśmy tak daleko."
"Powiedzmy, że widać światełko w tunelu. Przetrwamy dwa najbliższe wydarzenia w takiej sytuacji, jaką już mieliśmy" - powiedział Krack.
'Każdy daje z siebie wszystko, ponieważ oczywiście chcemy wycisnąć z tego maksimum."
"Z tego względu zawsze przesuwa się terminy tak bardzo, jak to możliwe i wprowadzimy to, gdy tylko będzie gotowe."
Nieco więcej na temat sytuacji w zespole, a także poprawek powiedział sam Adrian Newey. Brytyjczyk zwrócił uwagę na fakt, iż głównym celem usprawnień związanych z konstrukcją bolidu jest redukcja masy:
"Główne elementy strukturalne pozostają takie same - architektura podwozia i skrzyni biegów zasadniczo się nie zmienia, ale odchudziliśmy oba te elementy, co wymagało ponownej homologacji i testów zderzeniowych przedniej części podwozia."
"Przednie zawieszenie pozostaje bez zmian. Tylne zawieszenie zostało nieco zmodyfikowane. Opracowaliśmy nowy nos i znacząco zmieniliśmy powierzchnie aerodynamiczne. Zatem, choć podstawowa struktura jest podobna, jest to duży pakiet aerodynamiczny połączony ze znaczną redukcją masy. Celem jest zbliżenie się bardzo blisko limitu wagi."
Newey dość śmiało przyznał, że zespół spodziewa się poważnego skoku osiągów, choć zachował ostrożność przy podawaniu swoich dokładnych przewidywań. Adrian zwrócił także uwagę na nienajlepszej jakości narzędzia, jakimi zespół Astona Martina operował na przestrzeni lat. Brytyjski konstruktor przyznał, iż to one wymagały usprawnień w pierwszej kolejności:
"Przewidujemy duży krok naprzód, ale niechętnie podaję konkretne liczby, ponieważ nasze narzędzia symulacyjne nie są jeszcze tak zaawansowane ani tak dobrze skorelowane, jak powinny być."
"Historycznie w tym zespole nie inwestowano wystarczająco dużo w narzędzia symulacyjne - nie tylko w systemy zarządzania projektami, ale w same podstawowe narzędzia fizyczne. Teraz inwestujemy w to, ale takich narzędzi nie przepisuje się i nie zatwierdza z dnia na dzień. Właściwe skorelowanie ich z prawdziwym samochodem wymaga czasu."
"W tej chwili ulegają one poprawie, ale prawdziwe zyski z tej pracy pojawią się pod koniec roku."
"Polegaliśmy na narzędziach i procesach, które były łatane i prowizorycznie naprawiane przez lata - ślady niektórych z nich można było powiązać z bardzo wczesnymi dniami zespołu Jordan, który miał swoją bazę tutaj w Silverstone, na długo przed powrotem Aston Martina do stawki" - powiedział Newey nawiązując do poprzednich iteracji ekipy z Silverstone.
"W pewnym momencie system, który składa się wyłącznie z łaty na łacie, przestaje spełniać swoje zadanie. Do takiego punktu właśnie dotarliśmy."
"Rezultatem była bardzo frustrująca budowa samochodu. Części nie były zamawiane we właściwym czasie - nie dlatego, że ludzie nie wykonywali swojej pracy, ale dlatego, że zawodził ich podstawowy system."
Newey przyznał także, iż odważna koncepcja, na jaką ostatecznie zdecydowano się w Astonie była czymś, na czym jemu bardzo zależało i co przyniosło ekipie sporo kłopotów. Brytyjczyk wspomniał także o wsparciu i zaangażowaniu ze strony zespołu, z jakim się spotkał gdy nie był w pełni sił do pracy z uwagi na swoje zdrowie:
"Pod względem aerodynamiki obraliśmy również odważny kierunek, na który w dużej mierze naciskałem ja - nie mając luksusu dogłębnego zbadania wielu koncepcji, ponieważ czas działał na naszą niekorzyść. Nie powiedziałbym, że kierunek, który obraliśmy, jest zasadniczo błędny, ale przyniósł wyzwania, których się nie spodziewaliśmy. Teraz czuję się już dobrze, ale to był trudny okres. Nieszczęścia chodzą parami."
"Prawdę mówiąc, w zeszłym roku nie byłem dysponowany w stu procentach. Musiałem znacznie ostrożniej balansować między zdrowiem a pracą."
"Zespół poradził sobie z tym niesamowicie dobrze. Utrzymywałem bardzo dobre relacje z inżynierami i nie mam poczucia, by wywołało to zbyt wielkie zawirowanie. To świadectwo tego, jak elastyczni i wspierający są tutaj wszyscy."
Honda natomiast jeszcze przed weekendem z GP Austrii zapowiedziała, iż w tym roku przywiezie tylko jeden pakiet poprawek, zostawiając kolejne usprawnienia na bardziej odległą przyszłość.
Dyrektor generalny Hondy ds. operacji na torze, Shintaro Oriharo utrzymuje, że Honda ma poważny plan rozwoju na przyszłość:
"W przypadku tego pierwszego [nowego silnika] skupiliśmy się po prostu na wprowadzeniu wielu punktów aktualizacji."
"Następnie, po przerwie letniej, mamy inną strategię na przyszły rok, zamiast wprowadzać małą aktualizację za każdym razem. Muszę więc powiedzieć, że mamy długoterminowy plan rozwoju, aby poprawić nasze osiągi.
© Aston Martin


Jeśli nie masz jeszcze konta, dołącz do społeczności Formula 1 - Dziel Pasję!
zarejestruj się