Ekipa Racing Bulls zaprzecza jakoby podpisała już umowę na starty z Nikołą Cołowem, który aktualnie z powodzeniem ściga się w Formule 2.
Silly season w tym roku rozkręca się na dobre, a plotki o potencjalnych transferach nie przestają się pojawiać. Nagłówki mediów przyciągały ostatnio spekulacje o przyszłości Estebana Ocona w Haasie i możliwym sensacyjnym transferze Fernando Alonso do Alpine. Niepewni swojej przyszłości mogą też być kierowcy Cadillaca, którym zagraża Colton Herta, a niewykluczone też, że Carlos Sainz będzie szukał ucieczki z Williamsa w kierunku Audi.
Przed weekendem w Austrii pojawiły się też sugestie, że pozycja Liama Lawsona w Racing Bulls może być zagrożona, a ekipa podpisała już kontrakt z Nikołą Cołowem, który w swoim debiucie w F2 zajmuje drugie miejsce w klasyfikacji kierowców, mając na swoim koncie zwycięstwa w Melbourne i Monako. Bułgar należy do programu rozwoju młodych kierowców Red Bulla.
Z doniesień medialnych miało wynikać, że Cołow otrzymał już gwarancje startów w przyszłym roku w najwyższej kategorii wyścigowej, a do utraty fotela media przymierzają właśnie Liama Lawsona.
Obóz Racing Bulls dementuje jednak takie sugestie.
"To tylko plotki. Nawet tego nie dyskutowaliśmy. Ani trochę" mówił dla Sky Sports F1 Alan Permane, szef zespołu. "On jest w programie Red Bulla, radzi sobie świetnie w F2, ale jestem bardzo zadowolony z dwójki kierowców, których mamy obecnie i na tę chwilę nie podjęliśmy żadnej decyzji."
W ostatnich dwóch weekendach wyścigowych Red Bull udostępniał kokpity swoich maszyn, wypełniając obowiązki regulaminowe, Ayumu Iwasie, mimo iż Cołow był obecny na obu torach pełniąc obowiązki dla swojej ekipy, Campos Racing, w F2.
Permane zapytany, dlaczego jego ekipa nie skorzystała z usług Bułgara, odpierał: "Cołow nie ma superlicencji, więc Ayumu wykonał dla nas świetną robotę rano."
© Red Bull


Jeśli nie masz jeszcze konta, dołącz do społeczności Formula 1 - Dziel Pasję!
zarejestruj się