Kierowcy Formuły 1 przestrzegają przed chaosem w pierwszym wyścigu sezonu związanym z nowymi przepisami i zdecydowanie większym poziomem odzyskiwania energii kinetycznej niż w latach poprzednich.
Przedsezonowe testy dały już przedsmak tego czego można spodziewać się po tegorocznych bolidach, które zostały wyposażone w aktywna aerodynamikę, ale również zupełnie nowe układy napędowe.
To one wraz z zapisanymi na sztywno przepisami regulującymi pracę układu hybrydowego będą odpowiedzialne za to co będzie działo się już w najbliższy weekend na torze w Melbourne.
Kierowcy są zgodni i przewidują "chaos" związany z różnym podejściem do wykorzystania energii znajdującej się w akumulatorach bolidów. Wszyscy powtarzają również, że bycie najszybszym na prostej nie musi wcale oznaczać, że będzie się miało najlepszy czas okrążenia.
Moc generowana przez układ elektryczny zbliżyła się w tym roku do 50 procent ogółu dostępnej mocy, a kierowcy muszą teraz znacznie więcej uwagi przykładać nie tylko do jak najszybszej jazdy, ale również do optymalnego ładowania akumulatorów.
Zawodnicy przewidują, że na wymagającym torze Albert Park nowe maszyny nie będą miały łatwego życia i spodziewają się "spektakularnych manewrów" oraz "chaosu".
"Ponieważ ten tor jest bardzo wymagający pod względem zużycia energii, tryb wyprzedzania może dać ci sześć dziesiątych sekundy przewagi na jednej prostej nad samochodem jadącym przed tobą - a nawet do ośmiu dziesiątych" przekonywał Kimi Antonelli z Mercedesa.
"Są miejsca, w których jeśli wykorzystasz cała energię z akumulatora, to oczywiście może nie być to najbardziej efektywne z punktu widzenia optymalnego czasu okrążenia, ale może to być moment, gdy inny samochód nie korzysta z energii i ją oszczędza. Jeśli wtedy włączysz tryb wyprzedzania, zyskujesz zasadniczo 400 KM więcej w porównaniu do optymalnego okrążenia i możesz nadrobić ogromną ilość czasu oraz wykonać manewr w zakręcie, w którym rywal się tego nie spodziewa."
"Kiedy o tym mówię, mam na myśli głównie początek wyścigu, restart po samochodzie bezpieczeństwa, a także ostatnie okrążenie, jeśli oczywiście jesteś w sytuacji, gdy auta jadą blisko siebie. Natomiast w trakcie ustabilizowanej fazy wyścigu będzie to oczywiście trochę trudniejsze."
"Tutaj masz niesamowicie dużo tzw. superclipingu, więc na prostych zwalniasz, a tryb wyprzedzania jest niezwykle skuteczny, ponieważ nie dochodzi do superclipingu, dzięki czemu prędkość albo się stabilizuje, albo nadal rośnie. Pierwsza faza wyścigu może przynieść wiele spektakularnych manewrów, a ostatecznie nawet trochę chaosu."
W tym roku kierowcy w swoich kokpitach będą mieli znacznie więcej narzędzi do swojej dyspozycji jak na przykład "tryb wyprzedzania" czy "tryb doładowania".
W przeciwieństwie do trybu wyprzedzania, który w zasadzie zastąpił dobrze znany z minionych lat system DRS, z trybu doładowania będzie można korzystać w każdej chwili zarówno do ataku, jak i obrony pozycji.
"Tryb wyprzedzania jest niezwykle mocny i może wprowadzić trochę chaosu na pierwszym okrążeniu, zwłaszcza jeśli wszyscy go włączą" dodawał Antonelli. "Myślę, że tryb jazdy na prostej, nawet w lekkim zakręcie, nie powinien stanowić problemu, ponieważ działa on na obie osie, więc w pewnym stopniu balansuje bolid - po prostu masz mniejszy docisk."
"Start wyścigu będzie kolejną bardzo ważną kwestią. Z niebieskim panelem jest trochę łatwiej, ale wciąż kluczowe będzie odpowiednie wyczucie momentu i zbudowanie dodatkowej mocy we właściwej chwili, bo jeśli tego nie zrobisz, możesz mieć naprawdę słaby start. Ferrari wygląda pod tym względem bardzo mocno, więc musimy dalej pracować, bo w Bahrajnie mieliśmy z tym pewne problemy."
"Ale kto wie - może w Australii, w pierwszym niedzielnym wyścigu, zaliczymy fantastyczny start. Myślę jednak, że ten wyścig może być trochę chaotyczny… odrobinę chaotyczny."
Carlos Sainz z Williamsa uważa, że nowe przepisy będą premiowały "kompletnych" zawodników, którzy potrafią przystosować się do nowych warunków. Hiszpan dodał też, że będą sytuacje, w których będzie trzeba "jechać wolniej, aby być szybszym".
"To mocno zajmuje głowę i wymaga czasu na myślenie. W dużej mierze chodzi o szukanie kompromisu i balansu" tłumaczył Sainz. "Czasami szybszy przejazd przez zakręt wcale nie oznacza lepszego czasu okrążenia, co dla kierowcy wyścigowego jest bardzo nieintuicyjne, ponieważ wszystko zależy od tego, ile energii zużyłeś albo odzyskałeś wcześniej lub w samym zakręcie."
"Więc to nie jest łatwe. Musisz dwa razy się zastanowić, zanim pojedziesz szybciej przez zakręt. Trzeba też zrozumieć, w jaki sposób to zrobić. To bardzo wymagające i zupełnie inne od wszystkiego, do czego byliśmy przyzwyczajeni."
Jego zespołowy kolega, Alex Albon dodawał: "Same ustawienie bolidu ma teraz niższy priorytet niż to, co jest najważniejsze - czyli zarządzanie wykorzystaniem energii oraz oponami."
"Myślę, że opony są trudne, ponieważ zarządzanie energią jest trudne, ale to właśnie ono rządzi wszystkim. Widzieliśmy na przykład w Melbourne, na podstawie wszystkich narzędzi symulacyjnych, że nowe podejście i współpraca podczas pierwszego treningu są zupełnie inne. Wszystko, co robisz w symulatorze, jest do pewnego momentu przydatne, ale jednocześnie w pewnym sensie przestaje być aktualne."
"Wszyscy mają tak samo - chodzi po prostu o umiejętność adaptacji. Jako kierowca musisz być bardzo otwarty na zmiany w swoim stylu jazdy i podejściu do weekendu wyścigowego, mając z tyłu głowy ten nacisk na efektywność."
Na padoku panuje przekonanie, że charakterystyka toru w Melbourne sprawi, że obiekt ten będzie jednym z najtrudniejszych torów dla nowych bolidów w całym kalendarzu.
"Powiedziałbym, że Melbourne to jeden z najtrudniejszych torów" dodawał Albon. "To, że jest to pierwszy wyścig w roku, będzie dla wszystkich pewnym szokiem. Również dla kibiców - zobaczycie, jak dużo zarządzania energią, ograniczania jej wykorzystania i tzw. superclipingu będziemy musieli stosować."
© Mercedes


Jeśli nie masz jeszcze konta, dołącz do społeczności Formula 1 - Dziel Pasję!
zarejestruj się