Pierre Wache jest zdania, iż Red Bull uporał się z problemami związanymi z obrotowym tylnym skrzydłem. Francuz zapowiedział, że zespół dołoży wszelkich starań, aby wrócić do korzystania z tego elementu przed następną rundą.
Lotka tylnego skrzydła, która po wjeździe w strefę "straight mode" obraca się wokół własnej osi to prawdziwa innowacja i jeden z ciekawszych wątków sezonu 2026.
Rozwiązanie, którego pionierem jest Ferrari, pojawiło się także w bolidach zespołu Red Bull Racing - obie ekipy wprowadziły obrotowe elementy do swoich samochodów na stałe przy okazji GP Miami, lecz to Scuderia wcześniej zaczęła testy związane z tym rozwiązaniem.
Choć ruch lotki tylnego skrzydła w obu ekipach jest podobny, dokładny mechanizm działania różni się między Ferrari, a Red Bullem - Włosi dokładnie opanowali zasadę działania tego rozwiązania i nie mieli dotychczas z nim żadnego problemu.
Inaczej jest natomiast w przypadku zespołu z Milton Keynes, u którego usterki skrzydła tzw. "Macarena" dwukrotnie dawały się we znaki Maxowi Verstappenowi - w czasie kwalifikacji przed GP Austrii oraz w końcówce wyścigu o GP Wielkiej Brytanii.
Po zakończeniu ostatniej rundy na Silverstone, Max dał znać o swojej frustracji, na co natychmiast zareagował szef zespołu, Laurent Mekies przyznając, iż rozumie złość swojego zawodnika.
Red Bull następnie podjął decyzję o wymianie tylnego skrzydła przed GP Belgii - austriacka ekipa skorzysta z elementu o starszej specyfikacji, w której lotka nie wykonuje ruchu obrotowego.
Dyrektor techniczny Red Bulla, Pierre Waché twierdzi jednak, że zespół zrozumiał już co zawodziło w przypadku obrotowej wersji skrzydła, zapewniając, że powinni oni wrócić do bardziej zaawansowanej wersji tego elementu przed następną rundą na Węgrzech:
"To problem mechaniczny, który zauważyliśmy po wypadku na Silverstone."
"Już go naprawiliśmy. Staramy się udowodnić, że rozwiązanie jest całkowicie niezawodne, zanim zamontujemy je w samochodzie - powinno być gotowe na Budapeszt" - powiedział Waché.
Francuz zapewnił także, że zespół skonsultował się z FIA w kwestii postępu, jaki poczynili w pracy nad tylnym skrzydłem:
"Udokumentowaliśmy im to, co zrobiliśmy. Myślę, że teraz z naszej strony podchodzimy do tego bardzo ostrożnie. Nie chcemy podejmować żadnego ryzyka i pragniemy mieć stuprocentową pewność."
Po ostatnich problemach Red Bulla z obrotowym tylnym skrzydłem, sprawie zaczęła przyglądać się FIA, aby sprawdzić, czy korzystanie z tego rozwiązania jest w pełni bezpieczne.
Potencjalne zabronienie korzystania z tego typu elementu byłoby dużym ciosem wymierzonym w stronę Ferrari. Zdaniem szefa włoskiego zespołu, Freda Vasseura, rozwiązanie Scuderii różni się od tego, co zaprojektował Red Bull. Francuz zauważył także, iż jego ekipa nie miała żadnych problemów z obrotowym skrzydłem, mimo pokaźnego przebiegu:
"To nie jest podobna koncepcja, ponieważ nie obraca się w ten sam sposób. Nie mieliśmy żadnego problemu."
"Na początku trochę wolno zabraliśmy się do pracy, aby to odpowiednio uruchomić. Z tego powodu nie korzystaliśmy z tego skrzydła w pierwszych dwóch lub trzech rundach. Wprowadziliśmy je do użytku po czwartym wyścigu."
"Jak dotąd przejechaliśmy 10 000 km bez jakichkolwiek problemów."
© Red Bull


Jeśli nie masz jeszcze konta, dołącz do społeczności Formula 1 - Dziel Pasję!
zarejestruj się