WIADOMOŚCI

McLaren przyznaje, że traci trzy miesiące w wyścigu rozwojowym
McLaren przyznaje, że traci trzy miesiące w wyścigu rozwojowym © McLaren

Ekipa McLarena na przestrzeni zaledwie pół roku straciła miano posiadania najszybszego bolidu i na półmetku sezonu przyznaje, że traci około trzech miesięcy rozwoju w stosunku do dyktującego tempo Mercedesa.

2025-baner-f1-dziel-pasje-v2.jpg

Już na tym etapie mistrzostw szanse na obronę któregokolwiek tytułu przez McLarena są praktycznie znikome, chyba że ekipie uda się drastycznie odwrócić niekorzystny trend. Taki obrót spraw może być zapoczątkowany jednak najwcześniej po przerwie wakacyjnej.

Zespół pod wodzą Zaka Browna przeszedł prawdziwą metamorfozę, gdy do Formuły 1 powrócił tzw. efekt przyziemny. Ekipa na początku sezonu 2023 była jedną z najsłabszych, ale stopniowo czyniła spore postępy.

Jej marsz do zwycięstwa zapoczątkowany został w sezonie 2024, a w 2025 udało się jej zdobyć tytuły mistrzowskie w obu klasyfikacjach i to właśnie wydarzenia z zeszłego roku stanowiły początek tegorocznych kłopotów w Woking, a wszystko przez zażarty pojedynek z Red Bullem i Maksem Verstappenem, który wymagał rozwoju bolidu praktycznie do samego końca sezonu.

"Zdecydowanie uważam, iż rywalizacja z Red Bullem, a w szczególności z Maksem Verstappenem w klasyfikacji kierowców, była tak wyrównana, że wymagała od nas skupienia części uwagi na dalszym rozwijaniu bolidu" nie ukrywał szef zespołu Andrea Stella cytowany przez The Race.
"Nawet jeśli nie wprowadzaliśmy dużych pakietów poprawek, cały czas musieliśmy poświęcać uwagę technicznemu rozwojowi modelu MCL39. Chodziło o to, aby z wyścigu na wyścig maksymalizować jego osiągi, ponieważ zagrożenie ze strony Verstappena stawało się coraz bardziej realne."

Ekipa przyznaje również, że popełniła kilka błędów projektowych już we wstępnej fazie przygotowań do sezonu 2026.

"W trakcie prac nad bolidem na sezon 2026 obraliśmy pewne kierunki rozwoju pod względem koncepcji, ale wraz z coraz lepszym poznawaniem przepisów doszliśmy do wniosku, że musimy skorygować ten kierunek" dodawał Stella. "A to, jak każda zmiana - zwłaszcza z aerodynamicznego punktu widzenia - nie jest czymś, co można dopracować w ciągu tygodnia. Zwykle zajmuje to od jednego do dwóch miesięcy."
"To właśnie te jeden - dwa miesiące stanowią obecnie nasze opóźnienie. Widzimy, że od czołowych zespołów dzieli nas mniej więcej dwa - trzy miesiące pod względem tempa wprowadzania poprawek."

Taki rozwój wydarzeń sprawił, że McLaren rozpoczął wdrażanie własnych zmian w aucie w nieco innych momentach sezonu niż jego główni rywale. Duże poprawki MCL40 pojawiły się w Miami i Montrealu, a to sprawiło, że przez chwilę wydawało się, że ekipa łapie grunt pod nogami i zaczyna wracać do rywalizacji o podia i zwycięstwa. Taki scenariusz szybko został zweryfikowany w kolejnych wyścigach, kiedy to pozostałe zespoły wdrożyły własne poprawki.

Ekipa Zaka Browna ponownie spadła w rankingu najszybszych, aby przed przerwą wakacyjną znaleźć się w tym zestawieniu za Mercedesem, Ferrari i Red Bullem.

W odzyskiwaniu pozycji nie pomogły również problemy z wdrażaniem nowych koncepcji. McLaren dostarczył do Montrealu zupełnie nowe przednie skrzydło, ale w wyścigu zadebiutowało ono po serii poprawek dopiero pod Barceloną, czyli dwa wyścigi później.

Na wyścig w Austrii z kolei ekipa planowała sprawdzenie własnej wersji obrotowego tylnego skrzydła, wzorowanego na projektach Ferrari i Red Bulla. Tutaj jednak również zrezygnowano z fizycznych testów, przyznając, że rozwiązanie nie jest do końca dopracowane i wymaga dalszych przygotowań.

McLarenowi w odzyskiwaniu formy nie pomagają też przepisy finansowe, a konkretnie limit budżetowy, który na sezon 2026 wynosi około 215 milionów dolarów. Jedna sprawa to rozwój bolidu w trakcie sezonu, a druga to prześcignięcie rywali w rozwoju, aby nadrobić wspomniane przez Stellę trzy miesiące.

Jednym z problemów McLarena stał się opór aerodynamiczny auta, który sprawia, że kierowcy tracą sporo czasu względem rywali w strefach SM. Aby ograniczyć ten efekt zespół pracuje właśnie nad własną wersją obrotowego tylnego skrzydła. Ekipa zaczęła też narzekać na współpracę z Mercedesem. Szef zespołu najpierw przyznał, że McLaren po raz pierwszy odczuwa niekorzystne warunki partnerstwa silnikowego, a później wprost przyznał, że zaskoczyły go sztuczki silnikowe fabrycznego zespołu, z których nie mogli skorzystać kierowcy McLarena.

Ze słów Andea Stelli wynika, że McLaren "ma jasny kierunek rozwoju", ale jego realizacja "zajmie kilka miesięcy".

Z tego powodu nie ma co liczyć na wielki powrót w Spa, gdzie problemy MCL40 podobnie jak na Silverstone mogą tylko zostać uwypuklone.

Pierwsze efekty zmian McLaren chciałby zobaczyć jeszcze przed przerwą wakacyjną na wolnym torze Hungaroring, ale jak sam przyznaje nie będzie to jeszcze wielka zmiana.

Udostępnij ten wpis Udostępnij na Wykopie Udostępnij na Facebooku Udostępnij na X

0 KOMENTARZY
zaloguj się, by pisać komentarze

Jeśli nie masz jeszcze konta, dołącz do społeczności Formula 1 - Dziel Pasję!

zarejestruj się
LOGOWANIE
Odzyskaj hasło
Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA, a zastosowanie mają Polityka prywatności oraz Warunki korzystania Google.
REJESTRACJA
Ten adres będzie wykorzystywany podczas logowania się do portalu
Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA, a zastosowanie mają Polityka prywatności oraz Warunki korzystania Google.