Wydarzenia z samej końcówki kwalifikacji na Red Bull Ringu wywołały niemałe kontrowersje w środowisku F1. Wszystko z powodu różnic w zachowaniu kierowców Mercedesa, na czym zdecydowanie najlepiej wyszedł George Russell.
Końcówka sobotnich zmagań na Red Bull Ringu wywołała sporo konsternacji, a zapoczątkował je Max Verstappen swoją kraksą w sekcji zakrętów 9-10. To z kolei spowodowało wywieszenie żółtych flag, dzięki którym w garażu Ferrari zaczęto świętować zablokowanie 1. rzędu. Chwilę później na mecie zameldował się George Russell, który wyśrubował swój wynik do poziomu 1:06.113.
Ponieważ system nie znalazł podstaw do automatycznego usunięcia tego czasu, a sędziowie nie podjęli dalszych akcji, okazało się, że to Brytyjczyk sięgnął po to pole position. Doprowadziło to do niemałego niezrozumienia w padoku, tym bardziej że jadący przed nim, Kimi Antonelli, odpuścił swoją próbę. Z tego powodu lider mistrzostw świata znalazł się za czołową trójką.
Nic zatem dziwnego, że ostatnie sekundy austriackiej czasówki były przedmiotem wielu analiz, które zakończyły się przekazaniem wyjaśnień ze strony FIA dla serwisów The Race i Motorsport. Kluczem okazało się to, że od razu po wypadku Verstappena pojawiła się pojedyncza żółta flaga, a dopiero po kolejnych 22 sekundach zastąpiono ją podwójnym oznaczeniem.
Regulamin rozróżnia z kolei te dwa przypadki. Jeśli chodzi o pojedynczą żółtą flagę, kierowca zobligowany jest do zwolnienia i bycia gotowym do zmiany kierunku jazdy, a przy podwójnej musi znacznie zwolnić i być gotowym do natychmiastowego zatrzymania się. Od kilku lat działa też mechanizm automatycznego usuwania czasu okrążenia w takich okolicznościach.
Tłumaczyłoby to zatem brak anulowania wyniku Russella, który odpowiednio zwolnił też w "dziewiątce", o czym świadczyła podwójna redukcja biegów i natychmiastowy jego komunikat radiowy. Ostatni sektor przejechał nawet wolniej o 0,027 sekundy niż na poprzednim kółku, ale potężna zaliczka z dwóch pierwszych odcinków pozwoliła mu przebić wyniki reprezentantów Ferrari:
"Z tego zakrętu widać dość dużo. Sporo odpuściłem i zamierzałem ocenić całą sytuację przy dojeździe do tego zakrętu. Ponieważ migała tam tylko pojedyncza żółta flaga, byłem pewny, że nie ma żadnego zagrożenia, a kiedy już dojechałem do tego łuku, zobaczyłem zielone oznaczenie", przyznał zawodnik Mercedesa.
"Pomyślałem, że bolid ruszył dalej. W ogóle go nie widziałem, bo był tak daleko od toru. Dopiero gdy zobaczyłem powtórkę, uświadomiłem sobie, jak daleko znajdował się ten samochód. Cieszę się, że zdrowy rozsądek zwyciężył w tej sytuacji.
Onboard Russella potwierdził jego słowa. Przed wejściem w zakręt nr 9 migał pełny żółty panel oznaczający pojedynczą flagę (w przypadku podwójnej pojawiają się trójkąty), a po wyjściu nawet zielony. Dlaczego zatem Antonelli odpuścił swoje okrążenie? Przyznał bez ogródek, że źle ocenił całą sytuację, choć zdradliwy okazał się też komunikat Petera Bonningtona z wielokrotnym powtórzeniem informacji o żółtej fladze:
"Zobaczyłem podwójne żółte flagi, więc prawdopodobnie to był mój błąd. Porzuciłem moje kółko i to był mój błąd. Usłyszałem przez radio "żółta, żółta" i spojrzałem na marshala. Nie wiem, chyba źle widziałem, bo zobaczyłem dwie żółte zamiast jednej, przez co odpuściłem", powiedział lider mistrzostw świata.
Inny ciekawy wątek dotyczył tego, dlaczego dyrekcja wyścigu tak długo zwlekała z pokazaniem podwójnej żółtej flagi, biorąc pod uwagę rozbicie się kierowcy w tak szybkiej sekcji zakrętów. Nie rozumiał tego nie tylko Antonelli, lecz także sprawca całego zamieszania, czyli Verstappen:
"Dopiero teraz o tym usłyszałem. To szaleństwo", podkreślił as Red Bulla.
"Samochód był rozbity w szybkim zakręcie, więc w tej sytuacji nie wiem, dlaczego nie pokazali od razu podwójnej żółtej flagi. Jest to przecież bardzo szybki zakręt i jeżeli wypadłoby się z toru w tym samym czasie, mogłoby to źle się zakończyć. Jest w tym trochę niejasności, ale jest jak jest", dodał Antonelli.
FIA wyjaśniła ww. serwisom, że zastosowała standardową procedurę w takiej sytuacji. Polegała ona na daniu czasu dyrekcji wyścigu, aby oceniła poziom niebezpieczeństwa i podjęła stosowną decyzję o wywieszeniu podwójnych żółtych flag bądź nawet czerwonej.
Oficjele mogli tak postąpić ze względu na duży obszar pobocza, brak pracujących na torze porządkowych i możliwość samodzielnego powrotu Verstappena do garażu. Takie postępowanie zostało docenione przez Russella:
"W tym przypadku pojedyncza żółta była właściwa, bo jak już mówiłem, podwójna flaga wiąże się z natychmiastowym zagrożeniem. Jedynym powodem, dla którego Verstappen znalazł się tak daleko przy bandach, było to, że naciskał i stracił auto. Pojedyncza flaga była dobra. Zrobiłem wszystko, by mieć wszystko pod kontrolą. To zupełnie inna historia niż w przypadku podwójnych flag", skwitował 28-latek.
© Mercedes


Jeśli nie masz jeszcze konta, dołącz do społeczności Formula 1 - Dziel Pasję!
zarejestruj się