Nicolas Tombazis zapewnia, że system, pozwalający kierowcom korzystać z energii z MGU-K po słabym starcie, nie będzie wykorzystywany do zyskiwania niesprawiedliwej przewagi.
Po trzech weekendach wyścigowych sezonu 2026, Formuła 1 oraz FIA postanowiły wprowadzić szereg zmian mających poprawić jakość oraz bezpieczeństwo ścigania w dalszej części sezonu.
Obok poprawek odnoszących się bezpośrednio do zachowania samochodu w czasie wyścigu, FIA zapowiedziała również wprowadzenie nowego systemu mającego reagować w sytuacji, kiedy kierowca nie zdoła ruszyć z pola startowego lub zrobi to zbyt wolno, stanowiąc tym samym niebezpieczeństwo.
Nowe rozwiązanie ma zostać przetestowane w czasie treningu w Miami - nie będzie ono jednak dostępne przez resztę weekendu.
Pomysł ten jest odpowiedzią na problemy, z jakimi kierowcy mierzą się podczas startów z tegorocznymi konstrukcjami. Samochody nie korzystają bowiem z energii elektrycznej zanim nie osiągną prędkości 50 km/h.
Aby wykonać dobry start, zawodnicy muszą zatem znaleźć właściwe obroty silnika, a do tego w odpowiedni sposób przeprowadzić procedurę startową tak, żeby wprawić w ruch turbosprężarkę.
W tym sezonie kilkukrotnie dochodziło do sytuacji, w której kierowca ruszył wyraźnie wolniej od swoich rywali - do najbardziej niebezpiecznego incydentu z tego tytułu doszło już w Australii, gdzie Franco Colapinto musiał wykazać się niebywałą zwinnością, aby ominąć toczącego się wręcz Liama Lawsona.
Nowy system, o którym mowa w zapowiedziach FIA, ma dać możliwość korzystania z energii elektrycznej tuż po starcie kierowcom, którzy nie zdołają odpowiednio szybko ruszyć z pól startowych. Choć jedynym celem takiego rozwiązania jest rzecz jasna poprawa bezpieczeństwa, w świecie F1 pojawiły się pewne obawy o to, czy zespoły nie będą w stanie wykorzystać nowego systemu do tego, aby zyskać przewagę nad rywalami.
W ostatnim czasie zakazano przecież korzystania z trybu awaryjnego w kwalifikacjach - rozwiązania, które pozwoliło Red Bullowi oraz Mercedesowi dłużej korzystać z energii elektrycznej w czasie okrążenia pomiarowego.
Na temat nowego systemu wypowiedział się szef F1 z ramienia FIA, Nicolas Tombazis. Grek opowiedział o sposobie działania tego rozwiązania, zapewniając przy tym, że jak tylko wejdzie ono w życie, będzie ono stosowane jedynie w ekstremalnych sytuacjach:
"W zasadzie odbywa się weryfikacja tego, jak szybko samochód przyspiesza po krótkim czasie od startu."
"Jeśli wartość wyniesie poniżej pewnego progu, system się uruchamia. Dla przykładu, myślę, że w tym roku interweniowałby w sumie w dwóch lub trzech przypadkach. Nie sądzę, by zadziałał na przykład przy słabym starcie Verstappena w Chinach" - powiedział Tombazis, odnosząc się do startów Maxa, który zarówno w sprincie, jak i w Grand Prix stracił sporo pozycji na starcie.
"Z pewnością interweniowałby przy starcie Liama Lawsona w Australii, co do tego nie ma wątpliwości. Myślę, że start Verstappena w Chinach nie mieściłby się w tym progu interwencji."
"Cóż, wyjaśniliśmy jasno, że przede wszystkim nie ma to być mechanizm, przez który zespoły byłyby, powiedzmy, choćby kuszeni do robienia tego celowo - jeśli wiecie, co mam na myśli - aby czerpać z tego korzyść.
"Zatem to, co by to zmieniło, to zamiana katastrofalnego startu na słaby. Nie zamieniłoby to słabego startu w dobry."
Tomazis zdradził również, że pierwotnie aktywacja systemu miała z automatu nakładać na kierowcę karę przejazdu przez aleję serwisową. Niemniej, zespoły Formuły 1 - znane z pracy najlepszych inżynierów na świecie, potrafiących świetnie wykorzystywać "szare strefy" - przekonały federację, iż nie ma takiej potrzeby, gdyż sytuacja jest poza ich kontrolą:
"I rzeczywiście, kiedy po raz pierwszy omawialiśmy tę opcję z zespołami, zaproponowaliśmy, że jeśli ten mechanizm uruchomi się w jakimkolwiek samochodzie, musieliby oni wykonać przejazd przez aleję serwisową na koniec pierwszego okrążenia, aby całkowicie zniechęcić do jakichkolwiek gier."
"Powszechne stanowisko wszystkich zespołów było takie, że kiedy znajdują się w takim scenariuszu, sytuacja jest już poza ich kontrolą i zdecydowanie są w złym położeniu, dlatego nie byłoby to konieczne. Zaakceptowaliśmy to."
Nicolas przyznał jednak, że FIA będzie przyglądać się sytuacji, aby wykluczyć ewentualne czerpanie korzyści z nowego systemu:
"Ale jeśli zobaczymy, że z jakiegokolwiek powodu coś przeoczyliśmy i ludzie zaczęliby używać tego dla uzyskania przewagi, wtedy oczywiście byśmy interweniowali. Nie sądzimy jednak, by tak było."
"Będziemy monitorować prawdziwe starty i sprawdzać, co by się stało, ale podczas treningów w tych wyścigach odbędzie się kilka startów próbnych."
"Mimo że zdecydowaliśmy się na to, chcemy przeprowadzić jeszcze kilka prób przed wprowadzeniem tego na start wyścigu. Nie będzie to zatem dostępne w Miami na starcie wyścigu.
© Piotr Zając


Jeśli nie masz jeszcze konta, dołącz do społeczności Formula 1 - Dziel Pasję!
zarejestruj się