Szef Mercedesa wyraził swoje wątpliwości co do powrotu swojego dawnego rywala z Red Bulla, Christiana Hornera. Z drugiej strony Austriak jasno podkreślił, że obecnej F1 brakuje takiej kontrowersyjnej postaci, jaką był Brytyjczyk.
Toto Wolff i Christian Horner przez lata dostarczali sporo pozatorowych emocji środowisku F1 swoimi ciągłymi zaczepkami. Zmieniło to się jednak po tym, jak w lipcu zeszłego roku Brytyjczyk został zwolniony z Red Bulla, a w padoku pozostał już tylko austriacki działacz.
W ostatnim czasie obaj panowie ponownie zaczęli być ze sobą łączeni, a to z powodu doniesień o zainteresowaniu kupnem udziałów w ekipie Alpine. Chociaż okazało się, że to sam Mercedes włączył się do gry o te akcje, nie przeszkodziło to Wolffowi - zresztą nie po raz pierwszy - w skomentowaniu ewentualnego powrotu do F1 swojego rywala:
"Narobił sporo szkód, a takie rzeczy mają swoje reperkusje w naszym małym kosmosie. Można mówić pewne rzeczy, ale on to robił całe życie i wie, co jest najlepsze. Mam mieszane uczucia co do tego. Owszem w tym sporcie brakuje osobowości, a jego osobowość była bardzo kontrowersyjna i dobra dla sportu", powiedział 54-latek agencji PA.
"Przekazałem Fredowi Vasseurowi, że potrzebne są tutaj dobro, zło i brzydota. Teraz mamy tylko dobro i brzydotę, a zło zniknęło. Czy kiedykolwiek uznałbym go za sojusznika lub kogoś, kto podziela nasze cele? Nie sądzę."
"Nawet gdy jednak przeżywałem największą frustrację i złość z jego powodu, trzeba przypomnieć sobie, że nawet najgorszy wróg ma najlepszego przyjaciela, więc musi być w tym jakaś dobroć. Gdyby nie taka rywalizacja przez wiele lat i gdyby minęło więcej czasu, jestem przekonany, że mógłbym z nim usiąść do kolacji i się pośmiać."
"Na przestrzeni tych wszystkich lat bywało po prostu zbyt intensywnie i gwałtownie. Zdarzały się rzeczy, których do dzisiaj nawet nie rozumiem, jeśli chodzi o jego zachowanie. Nie wiem, czy znajdzie ścieżkę powrotu i w jakiej funkcji. Na pewno nie życzę mu źle. Musimy nawzajem się doceniać. Niewielu szefów osiągnęło to, co on. Niezależnie od tego, co się stanie i czy wróci do F1, jestem z tym pogodzony."
Wolff jasno zaznaczył również, że Mercedes nie zainteresował się zakupem udziałów w zespole Alpine po to, aby uprzykrzyć życie Hornerowi:
"Nasze spoglądanie na ten pakiet nie ma nic wspólnego z Christianem. Pomysł, że między mną a nim jest jakaś rywalizacja o zakup tych akcji w Alpine, jest zmyślony. Byłoby dość smutne, jeśli miałoby to wpływ na taką inwestycję. Patrzymy na to pod kątem różnych perspektyw i nie mamy jeszcze żadnych wniosków. Chcemy sprawdzić, czy w ogóle ma to sens."
© Red Bull


03.04.2026 10:52
3
0
Z perspektywy czasu szkoda Hornera, nie ma już złola w padoku, święty nie był, ale trzeba przyznać, że miał osobowość.
04.04.2026 10:32 zmodyfikowany
1
0
@boxbox A to nagle Wolff jest tym świętym? No na pewno doczłapał do samego szczytu na uczciwej pracy i przestrzeganiu zasad, na pewno..
04.04.2026 15:00
1
0
@Markok Wofl w przeciwieństwie do Hornera ma klasę, ma ogładę czy poprawność polityczną, która jest niezbędna w tej pracy.
Wolf potrafi wyjść z twarzą nawet z najgorszych sytuacji mówiąc to co należy powiedzieć, robiąc to co należy zrobić, nawet jeśli się z tym ni zgadza, uważa lub czuje inaczej. Hornerowi tego brakuje więc był tym złolem. Wielokrotnie Christian potrafił wolność kompletną głupotę czy zachować się nietaktownie w stosunku do sytuacji czy to względem innych zespołów, innych kierowców czy nawet swoich własnych. Niektórzy uważają to za coś dobrego, mówić co się myśli, nie owijać w bawełnę, ale ja tak nie uważam. Trzeba wiedzieć kiedy można coś powiedzieć, ważyć słowa by nie palnąć nic głupiego, nie dać pożywki mediom, nie wprowadzać syfu. To umiejętność komunikować się w sposób polityczny. Horner tego nie potrafił. Dlatego Red Bull odstawił go na boczny tor, a Wolf jest bezdyskusyjnym szefem decydującym o wszystkim w Mercedesie. Horner też chciał taką władzę ale brakuje mu umiejętności w gierkach politycznych i go Jos z Helmutem porobili
03.04.2026 18:05
2
0
Po prostu nie szczypał się w język i w dupie miał pijar. A to jest w sumie fajne jak ktoś jest autentyczny.
04.04.2026 15:02
1
0
@babablond Jednocześnie jest też głupotą, bo PR jest ważny dla każdej firmy, a już z pewnością dla takiej firmy jaką jest Red Bull. Gdyby nie znajomość z Dietrichem nie utrzymał by się tak długo na stołku właśnie przez memlanie jęzorem głupot na prawo i lewo zamiast się zastanowić nad tym co chce powiedzieć. Bez znajomości został bardzo szybko rozegrany przez grubsze ryby od siebie
Jeśli nie masz jeszcze konta, dołącz do społeczności Formula 1 - Dziel Pasję!
zarejestruj się