Najważniejsze persony silnikowego przedsięwzięcia Red Bulla wypowiedziały się odnośnie pierwszej w ich historii jednostki napędowej. Sporo ciekawych cytatów dostarczył zwłaszcza Ben Hodgkinson, który odniósł się m.in. do wątku rzekomego wykorzystywania szarej strefy przepisów.
Red Bull z rozmachem zainaugurował sezon 2026, organizując dużą imprezę w siedzibie swojego nowego partnera, Forda, w Detroit. Chociaż show skradła odświeżona kolorystyka bolidu głównej ekipy spod znaku byka, sporo uwagi poświęcono wyzwaniom związanym z produkcją pierwszej w historii jednostki napędowej w Milton Keynes.
Ni stąd, ni zowąd cały pokaz rozpoczął się jednak od chwytliwego cytatu ze strony Billa Forda, prezesa wykonawczego amerykańskiej marki, o tym, że partnerstwo obu tych podmiotów będzie nie do powstrzymania. Szybko ten komentarz obiegł media i dopiero bardziej wyważona wypowiedź Laurenta Mekies wyhamowała to podekscytowanie.
Francuz powtórzył swoje zeszłoroczne komentarze o trudnościach związanych z całym projektem. Mimo bowiem zwerbowania około 700 pracowników do trzech fabryk Red Bull Powertrains i wsparcia Forda nie ulega wątpliwości, że Bykom będzie bardzo trudno od razu rzucić wyzwanie bardziej doświadczonym producentom:
"Wchodzenie w pierwszy sezon i wyścig z nastawieniem, że od razu będziemy na poziomie naszych rywali jest naiwne. Pojawią się problemy, bóle głowy i nieprzespane noce", powiedział głównodowodzący austriacką ekipą.
"Poradzimy sobie jednak z tymi trudnościami i będziemy na samym topie. Prosimy tylko o cierpliwość w pierwszych miesiącach. Te początkowe kłopoty będą dobrym przypomnieniem tego, jak wiele musieliśmy przejść, by znaleźć się na tym szczycie."
Wielu interesujących komentarzy odnośnie całego przedsięwzięcia dostarczył też dyrektor techniczny Red Bull Powertrains, Ben Hodgkinson, który przemawiał zarówno w trakcie prezentacji, jak i jeszcze przed jej rozpoczęciem. Co ciekawe, osobiście na niej się nie zjawił, aby nadzorować prace związane z mapowaniem jednostki napędowej na testy pod Barceloną.
Najciekawszy temat poruszony przez Brytyjczyka dotyczył doniesień o tym, że Red Bull - obok Mercedesa - miał znaleźć lukę w przepisach dot. limitu sprężania cylindra, który spadł do poziomu 16:1. Chociaż Austriacy faktycznie mieli agresywnie podejść do konstrukcji tej jednostki, w żaden sposób mają nie łamać regulaminu. Hodgkinson zaznaczył jednak, że ustalona granica jest zbyt niska:
"Na pewno wśród niektórych producentów pojawia się trochę nerwowości w związku z tym, że niektórzy być może znaleźli jakieś sprytne rozwiązania inżynieryjne. Nie mam przekonania, czy o takim czymś warto słuchać. Zajmuję się od dawna i zawsze chodzi tutaj o szum informacyjny. Należy skupić się po prostu na własnej robocie", powiedział były technik Mercedesa, cytowany przez The Race.
"Oczywiście poszliśmy w stronę absolutnego limitu, jeśli chodzi o to, na co pozwalają przepisy. Byłbym zaskoczony, gdyby inni tak nie postąpili. Podejrzewam, że jest tutaj dużo hałasu o nic. Spodziewam się, że wszyscy będą trzymać się wartości 16, choć z czysto technicznego punktu widzenia ten stopień sprężania jest za niski."
"Mamy technologię pozwalającą na takie szybkie spalanie, że ten stopień sprężania jest za mały. Przy osiągniętej przez nas szybkości spalania moglibyśmy trzymać się 18:1. To z kolei przekłada się na to, że w każdej dziesiątej części tego stopnia sprężania kryje się jakaś wydajność. W związku z tym każdy producent powinien celować w wartość 15,999 - tak blisko jak tylko może - w czasie kontroli."
Hodgkinson nie chciał udzielić jednoznacznych prognoz związanych z tegorocznymi osiągami na torze, ale podkreślił, że Red Bull zrobił wszystko, aby osiągnąć sukces w długoterminowej perspektywie:
"Mam duże doświadczenie w projektowaniu silników F1. Wszakże pracuję tutaj od czasów V10. Wiem zatem, jak wygląda dobra organizacja. Mam wyjątkową szansę na to, aby stworzyć idealnego producenta silnikowego, a Red Bul przychyla się do naszych potrzeb odnośnie zaplecza technicznego."
"Mam duże zaufanie co do naszych narzędzi. Ludzie, których tutaj zatrudniamy, są niesamowici. Jest coś naprawdę wyjątkowego w tej grupie. To praktycznie pionierzy w tej dziedzinie. Zaangażowanie i odpowiedzialność, jakie dostrzegam w każdym dziale, jest niesamowite. Mamy wszystkie potrzebne składniki."
"Czy powstanie jednak z tego danie na poziomie gwiazdki Michelin? Wszystko się okaże, ale posiadamy wszystkie niezbędne składniki. Jestem pewny, że stworzyliśmy odpowiednią firmę i właściwych ludzi. Pewność siebie cechuje jednak często tego, kto zaraz przegra, więc nie otrzymacie ode mnie już żadnych informacji."
Jeśli chodzi o to, gdzie Red Bull ma znajdować się na froncie osiągów w zestawieniu z innymi graczami silnikowymi, Brytyjczyk podzielił się interesującą analogią:
"Nigdy tak naprawdę nie wiadomo, gdzie się znajduje. Opisywałem to już niektórym kolegom z zespołu, że to tak, jakby bieg na 400 metrów. Używam tych 400 metrów, bo to w zasadzie sprint, aczkolwiek biegniesz go sam, bez kibiców i w innych kraju od reszty rywali. Pewność mam jedynie co do tego, że biegniemy tak szybko jak tylko możemy."
© Red Bull


Jeśli nie masz jeszcze konta, dołącz do społeczności Formula 1 - Dziel Pasję!
zarejestruj się