Kierowcy wypowiedzieli się na temat swoich oczekiwań dot. ścigania w GP Włoch na torze Monza - obiekcie, który będzie stanowił jak dotąd największe wyzwanie dla obecnych jednostek napędowych.
Temat jednostek napędowych powraca w tym roku jak bumerang przy okazji niemal każdego weekendu wyścigowego. Wszystko za sprawą ogromnego wpływu, jaki konieczność ciągłego odzyskiwania energii ma na osiągi każdego z bolidów oraz na jakość ścigania w tym sezonie.
Podczas gdy rywalizacja na torach mniej "wymagających energetycznie" takich jak Hungaroring czy Zandvoort bywało efektowne, Formuła 1 mierzyła się ze sporą falą krytyki szczególnie w czasie weekendów na obiektach takich jak Spa czy Silverstone, gdzie potrzeba dbania o stan naładowania energii okazywała się być dominującym czynnikiem rywalizacji na torze.
Od początku roku wiadomym było, że na tym polu największe wyzwanie będą stanowiły tory takie jak Monza czy Las Vegas, gdzie zawodnicy mają do czynienia z długimi prostymi i stosunkowo niewielką ilością zakrętów pokonywanych średnią prędkością, przez co odzyskiwanie energii jest ekstremalnie utrudnione.
Tuż przed rozpoczęciem weekendu z GP Włoch na torze Monza, znakomita większość kierowców została zapytana o swoje przewidywania dot. ścigania we włoskiej "Świątyni Prędkości".
Jeden z głównych pretendentów do walki o zwycięstwo, Lewis Hamilton powiedział, iż jego zdaniem prędkość osiągana przez samochody na końcu prostych może być nawet o 20 lub 30 km/h niższa niż w poprzednich latach:
"Na prostych z systemem redukcji oporu aerodynamicznego bolid wciąż jest szybki, ale potem tracimy tę moc."
"Dojeżdżamy do zakrętów na końcu prostych może o 20 km/h lub 30 km/h wolniej niż w przeszłości, do czego pewnie trzeba się będzie przyzwyczaić."
"Zawsze wspaniale było tu przyjechać i po prostu słyszeć ryk silnika na końcu prostej, ciągnącego aż do samej strefy hamowania. W ten weekend tak nie będzie."
W nieco bardziej optymistycznych tonach wypowiadał się Kimi Antonelli - Włoch opowiedział o swoich odczuciach z symulatora zaznaczając, iż spodziewając się najgorszego, pozytywnie się zaskoczył:
"Jeździłem w symulatorze i nie jest tak źle, jak się spodziewałem. Nie ma aż tak dużo super-clippingu, ponieważ zmienili nieco limit odzyskiwania energii w porównaniu z innymi wyścigami. Będzie znacznie więcej spłaszczenia, jeśli chodzi o prędkość, ale właściwie bardzo niewiele zwalniania, więc to pozytyw. Będzie znacznie lepiej niż wszyscy przewidywaliśmy."
Warto zaznaczyć, że głównym problemem zbliżającego się weekendu wyścigowego nie będzie potrzeba odzyskiwania energii, lecz jej brak, o czym zespoły komunikowały już w zapowiedziach przed wyścigiem.
Ekipy będą mogły odzyskiwać jedynie 5 MJ energii na okrążenie - to zdecydowanie najniższa wartość dotychczas w tym sezonie. Taka decyzja ma zapobiec występowaniu dużych różnic w prędkości między kierowcami, wynikająca z odmiennego podejścia do zarządzania energią.
Franco Colapinto uważa, że zbliżający się weekend na Monzy będzie trudny zarówno pod kątem rywalizacji, jak i wizerunkowo dla całej Formuły 1:
"To prawda, że limit odzyskiwania energii jest bardzo niski, więc super-clipping jest niewielki, bo nie można odzyskiwać, przez co super-clip nie jest już tak przydatny. Osobiście uważam, że to będzie ciężki wyścig. To kolejny tor, który obnaża nasze słabości jako Formuły 1."
Wyjątkowo krytyczny w kwestii ścigania na Monzy był natomiast Arvid Lindblad. Tegoroczny debiutant dość dosadnie narzekał na spodziewaną jakość ścigania w ten weekend, wielokrotnie kładąc nacisk na fakt, iż bolidy będą osiągać na tym torze wyjątkowo niskie prędkości:
"Było gorzej niż oczekiwano. Faktycznie nie ma spadku prędkości - po prostu jest mało baterii, więc tak naprawdę nie tracimy prędkości na prostych, po prostu jej nie mamy. Będzie dość wolno" - powiedział Lindblad spytany o swoje doświadczenia z symulatora.
"Myślę, że to trochę smutne - zobaczymy, jak to będzie wyglądało na torze, ale sposób, w jaki musiałem jeździć w symulatorze... są rzeczy, które już robiliśmy i były nieco nienaturalne, ale jakoś to uchodziło na sucho, podczas gdy tutaj jest to skrajne i to nie jest Monza. Nie będzie 350 km/h. Więc jeśli robicie zakłady o bicie rekordów w punkcie pomiaru prędkości, to nie róbcie tego, bo nie będzie zbyt szybko."
"Nie sądzę, by występowały duże różnice w prędkości, bo nikt nie będzie miał żadnej mocy. To nie jest tak jak na innych torach, gdzie wszystko zależy od tego, gdzie ją wydasz. Po prostu nie mamy mocy. Myślę, że różnica względem Spa polegała na tym, że miało się dwie wielkie proste, ale między nimi było mnóstwo zakrętów, w których można było naładować baterię, a potem oddać całą energię."
"Niestety tutaj masz w zasadzie dwie długie proste jedna po drugiej, ale nawet między nimi tak naprawdę nie ma zakrętów. W teorii to prawie cztery długie proste, więc po prostu nie ma energii. Nie ma mocy. Nie masz możliwości ładowania."
Arvid zaznaczył, że szczególnie chaotyczny będzie start wyścigu - jego zdaniem różnice w wydawaniu energii pomiędzy poszczególnymi zawodnikami będą prowadziły do ścigania w stylu "jojo":
"Pierwsze dwa okrążenia będą ciekawe. W zależności od tego, gdzie zużyjesz energię, wyprzedzisz trzy bolidy, a potem stracisz pozycje na rzecz trzech bolidów. Nie wiem, czy będzie dużo wyprzedzania. Jeśli użyjesz doładowania, zyskasz na jednej prostej, ale potem będziesz tak wolny przez kolejne trzy okrążenia. Można by to nazwać wyścigami w stylu "jojo", ale uważam, że to będą po prostu bardzo kiepskie ściganie. Nie wiem, czego się spodziewać, ale nie jestem zbytnim optymistą."
Mike Krack zwrócił natomiast uwagę na szukanie cienia aerodynamicznego, który szczególnie w kwalifikacjach może odegrać sporą rolę:
"W ten weekend obowiązuje sporo ograniczeń w kwestii energii, więc myślę, że ciekawie będzie zobaczyć, jak zespoły do tego podejdą. Przede wszystkim, pod kątem wykorzystania cienia aerodynamicznego, a także w samym wyścigu - jak łatwe będzie wyprzedzanie" - powiedział Krack.
"Zwłaszcza gra w wyprzedzanie i kontrowanie prawdopodobnie pobiją tu wszelkie rekordy, albo będzie jak w MotoGP."
Spytany o to, czy uważa, że kierowcy w czasówce będą starali się za wszelką cenę złapać się w strudze za poprzedzającym samochodem odparł twierdząco:
"Myślę, że tak!"
"Uważam, że brak energii na okrążeniu kwalifikacyjnym objawi się tym, że ludzie będą tego szukać."
"Mam nadzieję, że nie dojdzie do sytuacji z 2019 roku, z pewnością nie w Q1, ale kto wie, co się wydarzy? Prawdopodobnie nikt nie zechce jechać jako pierwszy, ale myślę, że zobaczymy tego więcej niż w ostatnich latach" - powiedział Krack nawiązując do końcówki sesji Q3 na Monzy z sezonu 2019, kiedy znakomita większość kierowców, przez desperacką próbę znalezienia się za tylnym skrzydłem jednego z rywali celem otrzymania strugi aerodynamicznej, nie zdążyła rozpocząć decydującego okrążenia przed upływem regulaminowego czasu.
Krack przyznał także, że spore różnice w prędkości nie powinny stanowić problemu, choć zaznaczył, iż nigdy nie należy ich wykluczać:
"Zwykle profile oddawania energii ujednolicają się w trakcie weekendu, więc nie spodziewam się wielkich różnic."
"Ale jeśli ktoś będzie oddawał energię zupełnie inaczej, zawsze wiąże się to z ryzykiem."
"Monza to w tym roku zupełnie nowa gra, z którą musimy nauczyć się radzić."
"Myślę, że wszystkie zespoły będą musiały się tego nauczyć i być może to, co wiemy o Monzy, nie jest już do końca prawdą."
Sergio Perez zauważył natomiast, że spore znaczenie po raz kolejny będzie miała odpowiednia praca algorytmów zarządzających wydawaniem energii:
"Dojdzie do sytuacji, w której, jeśli dodasz gazu o pół procenta za dużo w jednym zakręcie, będzie cię to kosztować nawet kilka dziesiątych sekundy."
"Spa było pod tym względem bardzo krytyczne i spodziewam się, że tutaj będzie, można powiedzieć, najgorzej ze wszystkich torów."
"Już w poprzednich generacjach [zarządzanie energią] bardzo kluczowe."
"Teraz stanie się jeszcze bardziej, przy braku energii, jakiego doświadczymy."
© Pirelli


Jeśli nie masz jeszcze konta, dołącz do społeczności Formula 1 - Dziel Pasję!
zarejestruj się