Ekipa McLarena po podwójnym zwycięstwie w wyścigu sprinterskim w Miami, nie zdołała powtórzyć tego wyczynu w głównym, niedzielnym wyścigu, mimo że Lando Norris stanowczo sugerował, że miał szansę ponownie pokonać Mercedesa na torze.
Brytyjczyk po opuszczeniu bolidu mówił: "Cholera, jak my tego nie wygraliśmy? Powinniśmy to wygrać…"
Takie słowa z ust mistrza świata sugerowały, że ten dostrzegał realną szansę na zwycięstwo i nie ma co ukrywać, Mercedes odniósł zwycięstwo w Stanach tylko dlatego, że przechytrzył na torze strategów z McLarena.
Kimi Antonelli wygrał trzeci wyścig z rzędu, a Mercedes tym samym zachowuje czyste konto po tym, jak George Russell rozpoczął sezon od wiktorii w Australii.
Bolidy McLarena i Mercedesa w Miami prezentowały zbliżony poziom, mimo iż obie ekipy przekonywały, że to rywal ma przewagę.
Można jednak śmiało stwierdzić, że na takie wyrównanie osiągów wpływ miała strategia dostarczenia poprawek. McLaren na Florydę przywiózł pierwszą część potężnego pakietu poprawek, podczas gdy Mercedes zdecydował się na relatywnie skromny pakiet, aby większe zmiany dostarczyć dopiero do Montrealu.
Pewne podwójne zwycięstwo w sobotnim sprincie ekipa McLarena zawdzięczała również lepszej optymalizacji wykorzystania energii już od samego początku weekendu. Gdy tylko inżynierowie Mercedesa zorientowali się w popełnionym błędzie, bolidy Antonellego i Russella odzyskały formę, Włoch triumfował już w kwalifikacjach.
"Skomplikowaliśmy sobie życie tym jak chcieliśmy ustawić bolid i jednostkę napędową pod kątem zarządzania energią" tłumaczył później Toto Wolff. "Zdaliśmy sobie sprawę, że musimy powrócić do bardziej konwencjonalnych sposobów. W ten sposób straciliśmy więc 0,3, może 0,4 sekundy do McLarena i wielu innych ekip tylko w pierwszym sektorze."
"Poprawiliśmy to i nasze osiągi powróciły [na właściwy tor]."
Lando Norris mimo to miał realną szansę na zwycięstwo i przy odrobinie bardziej agresywnej strategii mógł pokonać Mercedesa. Wyścig rozpoczął się od kolejnego gorszego startu Kimiego Antonellego i obrotu Maksa Verstappena. Na prowadzenie początkowo wyszedł Charles Leclerc z Ferrari, a później na chwilę objął je Włoch, reprezentujący Mercedesa. Jeszcze podczas pierwszego przejazdu Norris dognił rywala z Mercedesa i go wyprzedził, utrzymując się pewnie na prowadzeniu.
Sytuacja zmieniła się podczas serii pit stopów, a kontrolująca z pozycji lidera przebieg wyścigu ekipa McLarena dała się podciąć Antonellemu, który zaliczył perfekcyjne okrążenie zjazdowe, zmianę kół i kółko wyjazdowe.
"Po prostu nas podcięli" tłumaczył rozżalony Norris. "Nie ma ku temu wymówki. Zostaliśmy podcięci. Powinniśmy zjechać do boksu pierwsi."
Problem w tym, że prognozy pogody w trakcie wyścigu cały czas sugerowały możliwość wystąpienia nagłego deszczu i większość kierowców decydowała się maksymalnie opóźniać decyzje o zmianie kół. Mercedes zaryzykował wcześniejszy ruch, w momencie gdy stwierdził, że szansa na konieczność założenia opon przejściowych będzie znikoma.
W tym momencie Norris miał przewagę około dwóch sekund nad Włochem. Mercedes zdając sobie sprawę, że McLaren cały czas dobrze zarządza swoim ogumieniem podjął więc większe ryzyko, które ostatecznie się opłaciło.
Norris mimo natychmiastowej reakcji swojego zespołu nie zdołał obronić pozycji. Brytyjczyk co prawda wyjechał na tor przed Antonellim, ale ten mając rozgrzane już ogumienie zdołał wyprzedzić go w zakręcie numer 4.
"Moment zjazdu do pit stopu był decydującym czynnikiem, ale jednocześnie musimy uważać, żeby nie patrzeć na to wyłącznie z perspektywy strategii" tłumaczył szef McLarena, Andrea Stella. "Bo masz moment zjazdu do pit stopu, który jest elementem strategicznym, ale potem na przykład straciliśmy czas w alei serwisowej, co jest już kwestią wykonania. To połączenie zatrzymania kierowcy, samego pit stopu, a także tego, że straciliśmy trochę czasu również na okrążeniu zjazdowym."
Po zabezpieczeniu cennej pozycji na czele wyścigu Antonelli był w stanie bez większych problemów ją utrzymać. Jeżeli jednak podcięcie nie zakończyłoby się sukcesem i to Norris pozostałby na czele, prawdopodobnie też dowiózłby je do mety.
"Walczyliśmy z bolidem szybszym od naszego, ale być może gdybyśmy utrzymali Lando na prowadzeniu, moglibyśmy dowieźć je do mety" mówił Stella. "Kiedy jesteś na prowadzeniu i masz warunki, by je utrzymać, tak jak dziś Lando podczas pierwszego przejazdu, wtedy zdecydowanie masz szansę wygrać."
Jednym słowem McLaren uważa, że Mercedesa w Miami dalej posiadał najszybsze auto, ale jego przewaga była minimalna i dawała szanse na pokonanie go na torze.
Pytanie czy taki stan rzeczy utrzyma się również w Kanadzie, gdzie Mercedes ma dostarczyć większy pakiet poprawek, a McLaren dowieźć pozostałą część własnego pakietu zmian.
"To wspaniale widzieć, że wykonaliśmy tak duży krok naprzód w ten weekend, i jestem bardzo dumny z zespołu. Cała włożona praca od razu przyniosła efekty" dodawał Lando Norris. "Ale zawsze trzeba na to spojrzeć i zadać sobie pytanie: czy czujesz, że dziś wykorzystałeś wszystko maksymalnie? I nie jestem tego pewien, czy tak było dzisiaj."
"Wiem, że dogonił i wyprzedził mnie na torze, ponieważ po wyjeździe z zakrętu numer 2 miał po prostu bardziej dogrzane opony, ale nigdy nie powinniśmy byli znaleźć się w tej sytuacji. Nie mówię, że wygralibyśmy wyścig, bo uważam, że Kimi pojechał znakomicie, a jego tempo było bardzo mocne. Więc być może i tak wyprzedziłby mnie później, podczas drugiego przejazdu, gdybyśmy zjechali wcześniej."
"Ale przynajmniej dalibyśmy sobie realną szansę na walkę, a tego nie zrobiliśmy. Dlatego jestem tym trochę rozczarowany."
© McLaren


Jeśli nie masz jeszcze konta, dołącz do społeczności Formula 1 - Dziel Pasję!
zarejestruj się